Kolorowe płyny, pigułki o różnych kształtach i smakach, proszki, z których wydobyć można smaki wymarzonego dania – tak w wyobrażeniach twórców niektórych filmów sci-fi miało wyglądać jedzenie przyszłości. Niestety, choć żywność z proszku atakuje już teraz, to mam szczerą nadzieję, że prawdziwe gotowanie nigdy nie zaniknie, a mieszanie w garach będzie nadal jedną z ulubionych przyjemności amatorów kuchni.
Jedzenie w filmach SCI-FI nie zaskakuje już jak kilkanaście lat temu. Sklepowe półki uginają się od cukierków o różnych kształtach i smakach, a także napojów, których kolory bynajmniej nie pochodzą z naturalnych źródeł. Niewiele ma to wspólnego z żywnością „przyszłości”, która miała dostarczać odpowiednich składników odżywczych, a nie koniecznie być źródłem walorów smakowych. Jednak życie to nie film, a na ekranie zazwyczaj wszystko prezentuje się lepiej niż w rzeczywistości.
Zapraszam na wycieczkę po filmowych daniach z przyszłości.
1. Seksmisja
 
 
 
Na pierwszy ogień rzucam kultową i znakomitą komedię Juliusza Machulskiego. Rok 2044. Dwaj przedstawiciele płci męskiej zostają wybudzeni z trwającej ponad 50 lat hibernacji. Naturalnie, że po takim czasie Maks i Albercik mieli ochotę na zjedzenie czegoś dobrego. Jajeczko i rogalik? Czemu nie? Jaka szkoda, że to nie pyszne, chrupiące croissanty (kurosanty?), a jedynie plastikowe opakowanie do złudzenia przypominające rogalika. O jajku chyba nie muszę wspominać? Nie było ściętego białka i miękkiego żółtka…
 
2. Star Trek
 
 
 
Ten film (i serial) pod względem jedzenia, choć kosmicznego, dorównuje chyba samej „Uczcie Babette”. Filmowy replikator to zapewne prototyp drukrki 3D, w której już niebawem każdy będzie mógł sobie wydrukować naleśnika z twarogiem, albo pieczone udko z kurczaka. Do tego mamy tu całą masę „przysmaków”: Krwisty placek Rokeg, Serce Targa, Płuco Bertiga,  oraz napoje: romulańskie piwo (drink) i Bohgol, czyli klingońską herbatę. Może za 300 lat naprawdę będą to potrawy na poziomie dań z najlepszych, teraźniejszych światowych restauracji, jednak teraz wydaje mi się, że dotknęłabym ich nawet kijem.
 
3.  Gwiezdne wojny
 
 
 
To przykład typowego ziemskiego jedzenia. Zapiekanki, pieczone mięso, kiełbasy, ciasta i puddingi – tyle, że wszystko z dziwacznych składników.
Ciasto UJ zrobione z orzechów, suszonych owoców i przypraw, mandaloriańska zapiekanka z warzyw i mięsa z dodatkiem przypraw tiingilar, czy choćby mleko Bantha. W sumie mleko jak mleko, tyle że niebieskie i nie od krowy.
 
4. Matrix
 
 
 
Film bardzo ubogi kulinarnie. Nie zadowoliłaby mnie przypominająca owsiankę (kliknij po przepis) papka nawet gdyby faktycznie miała dostarczyć mi wszystkich niezbędnych do życia minerałów. Chyba wolałabym pozostać w matrixie i rozkoszować się smakiem steku. To którą pigułkę muszę wybrać? 
5. Piąty element
 
 
 
Typowo przyszłościowe jedzonko z nie wiadomo czego. Kładziesz tabletkę na talerz, wkładasz do czegoś co przypomina mikrofalówkę, naciskasz, wyciągasz i mmm… „Chicken… good!”.
 
6. Łowcy androidów
 
 
 
Ten film to jedna wielka reklama chińskich fast-foodów. Zdaje się, że azjatyckie noodle przetrwają wszystko i czeka nas przyszłość pod znakiem zupek chińskich. Oby nie!
 
Wystarczy tego kosmicznego żarcia. Zapewne w przyszłości pojawi się druga część, gdyż nie uwzględniłam tu jeszcze kilku istotnych filmów takich jak m.in. Obcy, Odyseja kosmiczna, eXistenZ, Faceci w czerni, czy choćby seriale animowane: Futurama, albo Rodzina Jetsonów. 

Tymczasem wracam do mojej kuchni, do moich garów i patelni!
 
 
  • Kosmiczne jedzenie jakoś mi nie smakuje… Ale artykuł pyszny 🙂 (Klub Filmowy Obraz i Dźwięk pozdrawia!)

     
  • Fajnie, że poruszyłaś ten temat, ‚przyszłościowcy’ w końcu też muszą coś jeść 🙂

     
  • Pisałaś chyba w Wordzie, a potem skopiowałaś na bloga, bo wszędzie zamiast uśmieszków jest literka J. 🙂 Gdy w Wordzie (ale też innych programach z Office) wstawiamy uśmiech, Word zamienia go na znak z fontu Wingdings, gdzie akurat pod literą J jest uśmiechnięta buźka, a pod L smutna.

    A sam wpis ciekawy. Nie przemawia do mnie jedzenie sci-fi, ale taka Star Trekowa wizja jest całkiem prawdopodobna. Niestety jedzenie już się zmienia, bo ilość ludzi rośnie, więc trzeba uprawiać i chodować szybciej. To tylko kwestia czasu, aż będziemy jeść replikowane jedzenie. 🙁

    Pozdrawiam popijając Earl Gray (HOT!), ulubiony napój kapitana Picarda z Enterprise. 🙂

     
    • Dzięki za informacje! Zgadza się, pisałam w Wordzie 🙂

      Co do jedzenie to tak jak wspomniałam mam podobne wrażenie, że wizja przyszłości twórców filmów sprzed kilkunastu (kilkudziesięciu nawet) niestety powoli zaczyna się sprawdzać. Póki co, trzeba cieszyć się naturalnym jedzeniem i tym co można przygotować samemu 🙂

       
  • Ech, a ja właśnie oglądam szampana w Star Treku ;P.

    Jak dla mnie sci-fi to również od razu myślę o Piątym Elemencie, ale i o Obcym czy Ptolemeuszu i ich papkach, albo przekąskach obcego…

     
  • zaciekawiło mnie ciasto UJ

     
  • Ja tam wolę zwykły czekoladowy batonik. I kiełbasę 😛 hehehehe

     
  • Szalenie ciekawy wpis! A azjatyckie nudle prztrwaja chyba nawet apokalipse.

     
  • jakbym mojemu Połówkowi takie mleczko ze SW zaserwowała to by chyba oszalał ze szczęścia 🙂 😀

     
  • W Battlestar Galactica jedli głównie algi 😉 Bardzo zacny wpis! 🙂

     
  • Na szczęście wraca moda na gotowanie i pigułki nam szybko nie grożą 🙂

     
  • oj ja jednak wole jedzenie starodawne niz since fiction 😉 nie ma jak u babci 🙂

     
  • ja jednak wole jedzenie staromodne… nie ma jak u babci 🙂 fajny wpis !

     
  • Anonymous

    A „Powrót do przyszłości”? W II części bohaterowie przenieśli się do roku 2015, gdzie miniaturowa pizza wstawiona do piekarnika urosła do rozmiaru XXL 🙂

     
  • taa

    Nie ma jak promocja za pomocą terminu Geek, z którym większość filmów ma nie wiele wspólnego. Brawo dla ignorancji autorki.
    Polecam lekturę http://pl.wikipedia.org/wiki/Geek zanim zacznie się używać terminów, których się nie rozumie. Poświęcę swój czas – termin geek łączy się z szeroko rozumianą nauką. Ona występuje w Star Wars i Star Trek’u, ale próżno jej szukać w Seksmisji.

     
    • Paulina Wnuk

      Ale o co Ci dokładnie chodzi? O nazwę kategorii? 😀 Dziękuję za brawa! lol