Chorwacja, wino i dobre jedzenie – część 1

naglowek
Długo będę wspominać te trzy intensywne, październikowe dni, ale zacznę od początku…
 

Jesienią dostałam zaproszenie na wyjazd do Chorwacji. Cel był jeden – poznać okoliczne winiarnie, winnice i zapoznać się z nowym winem. Miałam okazje poznać smak winogron prosto z krzaczka, zobaczyć proces produkcji wina od A do Z, oraz zapoznać się z ludźmi, którzy za tym wszystkim stoją.
 
Naszą wycieczkę zaczęliśmy od Zagrzebia. Zwiedziliśmy większość miasta, wszystkie kościoły i zakamarki. Ilość kościołów w centrum miasta sprawia, że wycieczka w te miejsce może stać się wyprawą bardzo bogatą w przeżycia religijne. Ja jednak najbardziej zainteresowana byłam kulinarną stroną tego kraju.  Pani przewodnik co chwilę opowiadała nam historie i ciekawostki związane z miastem. Pod koniec zwiedzania wybraliśmy się na kasztanowe ciasto. Stoiska z pieczonymi kasztanami to w Chorwacji standard, brakuje mi takich w Polsce. Wracając do kasztanowego ciasta… Po zamówieniu kilku różnych wersji okazało się, że nawet w kilka osób nie jesteśmy w stanie zjeść wszystkiego, bo ciasto na bazie kasztanów jest bardzo ciężkie i zapychające. Trudnością było zjeść w całości jeden duży kawałek, ale jeden wariant tak mi posmakował, że chyba postaram się odtworzyć do we własnej kuchni. Pierwszy dzień był miły, lekki i bardzo turystyczny.
 
Burek (byrekbörekboereg) – nadziewany placek z ciasta filo
Ciasto kasztanowe, a właściwie kasztanowy krem w czekoladowej miseczce.
Kasztanowy tort
 
 
W jak WINO, WINGRONA, WIĘCEJ…
 
Drugiego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy dalej w drogę, tym razem do miejscowości Đakovo. Po kilkugodzinnej drodze zostaliśmy zaproszeni na wspaniały obiad. Jeśli byliście, lub wybieracie się do Chorwacji to musicie wiedzieć jak różnorodne jest jedzenie w głębi kraju, oraz na jego wybrzeżu. I tak właśnie miałam okazję spróbować bardzo dobre, pożywne dania – duszone i pieczone mięsa, faszerowane warzywa, gołąbki w kiszonej kapuście, kluseczki, pikantne zupy i gulasze. Rewelacją były dla mnie sery i kulen – chorwacka wędlina robiona głównie z wołowiny i wieprzowiny z dodatkiem dużej ilości papryki, czosnku, oraz innych przypraw.
 
Kulen i inne wędliny i sery
Rosół z kawałkami mięsa i warzywami
Delikatnie sfermentowana kapusta (rewelacyjny i zaskakujący smak)
Pieczone mięsa, faszerowana papryka, kluseczki i pieczone ziemniaki
ciasto a’la omlet polany syropem
 
Po zjedzeniu obiadu, spróbowania pierwszych kieliszków wina z wspaniałego szczepu Grasivina, oraz wysłuchaniu historii tego miasteczka wyruszyliśmy do stadniny koni – jednej z najstarszych w Europie. Mieszkają tam konie lipicańskie, rasa koni, której historia sięga XVI wieku. Jeden taki „konik” kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych 😉
Po zwiedzeniu stadniny pojechaliśmy obejrzeć jeszcze jeden z najbardziej znanych punktów w Đakovie – katedrę św. Piotra. Na koniec dnia czekało nas zwiedzaniu winiarni, oraz degustacja wina. Tu dowiedzieliśmy się jak wygląda proces powstawania wina, gdzie dokładnie odbywają się jakie procesy produkcyjne, aby następnie przejść do degustacji.
 
 
 
Zapraszam za tydzień na drugą część chorwackiej opowieści o winie – będzie więcej jedzenia, historii i samego pysznego wina!

autorką wszystkich fotografii w tym wpisie jest Karolina Mikiewicz
 
Tagi: , ,

Related Posts

by
Previous Post Next Post
  • J.

    Brzmi świetnie :). Z tym, że ja akurat za chorwackimi winami nie przepadam… Za to moja przyjaciółka w takich gustuje :). Ja bym pewnie tylko te wszystkie jedzonka na takiej wycieczce podjadała…

     
  • Zazdroszczę, to musiała być bogata w nowe smaki podróż. Ja w wakacje odwiedziłam Bośnię i Hercegowinę oraz Czarnogórę – jestem zafascynowana ich kuchnią. <3 Dla zainteresowanych, u mnie na blogu jest cały wpis o bałkańskim jedzeniu. A borek to po polsku chyba burek? http://pl.wikipedia.org/wiki/Burek 🙂 Z resztą w Bośni tak właśnie na niego mówią, ale nie wiem jak to jest w Chorwacji.

    Pozdrowienia,
    Monika KAKU fashion & cook

     
  • Piękne zdjęcia i piękne wspomnienia. Bardzo podoba mi się OFF TOPIC;)

    Nigdy nie miałam okazji próbować takiego wina, ale jeśli je polecasz to z przyjemnością kupię butelkę. Jakoś Ci po prostu wierzę.

    Pozdrawiam,
    Paulina

     
  • Tylko raz miałam okazję skosztować kasztanów w jakimś deserze i strasznie mi posmakowały bo lubię takie zapychające desery. Szkoda, że nigdzie w Polsce nie udało mi sie dojrzeć żadnego kasztanowego deseru.

     
  • Kasztany rewelacja, burek 🙂 heh wspomnienia. A świnkę w przydrożnym barze jadłaś? Jest rewelacyjna! Zaś kapusty nie jadłam, jaka szkoda. Ale może kiedyś??
    Można pozazdrościć takie przygody.
    Ściskam gorąco Ilona

     
  • Takiej przygody to chyba każdy może pozazdrościć:)

    Zawsze chciałam spróbować pieczonych kasztanów, ale ich cena mówiła: nie patrz na mnie, pusty portfel Ci zostawie. W końcu się przełamię i się na nie skuszę!

     
  • Jakie pycha jedzonko.
    Tyle razy byłam w Chorwacji, a z tego, co podałaś, nic nie skosztowałam. Jednak jadłam małże i różne przetwory z nich oraz figi… 😉

     
0 shares