„Her” – romans z przyszłości

3
Najnowszy film amerykańskiego reżysera Spike’a Jonziego, czyli „Her” | „Ona” to  historia samotnego mężczyzny, który próbując zapomnieć o jednej miłości znajduje drugą, lecz nie do końca prawdziwą.
 

Theodore to pracownik firmy „Beautiful Handwritten Letters”, w której zajmuje się pisaniem bardzo osobistych listów dla bliskich swoich klientów. Theodore świetnie operuje słowem, z wrażliwością ujmuje nawet najdrobniejsze szczegóły dotyczące wydarzeń z życia swoich klientów. Na wirtualny papier przelewa swoje najpiękniejsze myśli. Poza pracą wydaje się jakby trapiły go jakieś smutne myśli. Zupełnie niepodobne do tego co przedstawia będąc w pracy.

I nagle wszystko ma się zmienić za sprawą Samanthy (głos Scarlett Johansson), a dokładniej za sprawą systemu operacyjnego, którym tak naprawdę jest. Wszystko dzieje się w niedalekiej przyszłości. Poza kilkoma drobiazgami mało jest w filmie futurystycznych elementów, a nawet miałam wrażenie, że scenografia jest jakby cofnięta w czasie co w zasadzie bardzo dodało uroku. Wszechobecne kolory, marynarki i koszule Theodore’a, spodnie z podwyższonym stanem (czuję się jak blogerka modowa, bardziej zwróciłam uwagę na ubrania niż na jedzenie;) ). 
 
Wracając do Samanthy… Nie jest to symulator mowy naszych czasów typu IVONA, to system który uczy się uczuć, potrzeb i emocji Theodore’a. Wchodzi z nim z jakąś przedziwną reakcję, którą oboje nazywają miłością. Ale jak można kochać kogoś kto tak naprawdę nie istnieje? Na początku pomyślałam, że przecież to abstrakcja, jakaś fatalna fantazja reżysera, ale później doszłam do wniosku, że to wszystko może być tylko metaforą. Ludzie na co dzień poznają się przez Internet, nie raz dzielą ich setki, czy tysiące kilometrów, język którym się posługują, kultura, kraj, ale żadne w wymienionych nie jest przeszkodą w powstaniu uczuć. I może o to tak naprawdę chodziło. O pokazanie jak szybko budują się uczucia w wirtualnym świecie i że wystarczy kilka prostych bodźców do tego, aby zrobiło się nam w środku gorąco…
 
 
Film jest świetny, bardzo mnie urzekł. Nie jest to zwykła historia o miłości i choć prawie przez cały film oglądamy faceta ze słuchawką w uchu to nawet ta jednostronna miłość ma w sobie dużo uroku.
 
 
Pod względem kulinarnym film jest bardzo ubogi co wcale nie odbiera mu na wartości. Szczerze mówiąc cieszę się, że tego jedzenia nie było zbyt wiele, bo skupiałabym się bardziej na tym niż na całości, a przy tak ciekawej filmowej kreacji lepiej skoncentrować uwagę na całości.
Mamy tu scenę, gdy Theo umawia się na randkę w ciemno. Siedzą w restauracji, która na co dzień serwuje kuchnię fusion. Kolejna scena kulinarna to obiad podczas którego Theo podpisuje dokumenty rozwodowe. Później krótka scena gotowania w domku w górach, oraz gdy Theo ma zamknięte oczy, a Samantha kieruje go do budki z fast foodami i prosi, żeby zamówił coś z podwójnym serem. I to by było na tyle 😉 Jednak tak jak napisałam, jedzenie wcale nie było tu potrzebne. Przynajmniej dla mnie. Zbyt dużo jest tu do zastanowienia, żeby jeszcze myśleć nad tym co leży na talerzach bohaterów 😉
 
 
Film jest piękny, każe się zatrzymać i zastanowić. Czy faktycznie technika pójdzie do przodu, aż tak, że będzie w stanie chwycić nas za serce? 
 
Premiera filmu „Her” 14 lutego 2014 
 
 
*wpis powstał w ramach kampanii reklamowej filmu
 

Related Posts

by
Previous Post Next Post
  • Zobaczę ze smakiem, pomimo że tego jedzenia tam tak mało 😉

     
  • Dziękuje za wpis:) Przy okazji na pewno obejrzę:)

     
  • Anonymous

    spodziewalam sie czegos lepszego po tym filmie.. niestety rozczarowalam sie.

     
  • Anonymous

    Film zdobył tyle nagród, wiele pozytywnych recenzji, a dla mnie to jakieś… nieporozumienie. Nie wykorzystano potencjału.

     
  • http://www.youtube.com/watch?v=Su7bvWtT5vE 🙂 Te jego oczy. Ja to chyba jestem staroświecki słoik, ale niewykluczone, że niedługo ludzie będą na baterie. 😀

     
  • serio uważasz, że to świetny film? ja się umęczyłam na nim jak mops… dwa razy mi się usnęło… film, w którym główny bohater ma dziwny wąsik, za wysokie spodnie (też to zauważyłam), a ja przez około 1,5 muszę patrzeć na jego twarz to jednak za dużo jak na moje słabe serce… wg mnie to najsłabszy film w tegorocznej oscarowej paradzie (a widziałam wszystkie). ale szacun dla Ciebie za wyłapanie, że jedli kuchnie fusion, he he, ja w ogóle nie zauważyłam co było na talerzach (przez ten wąsik chyba…)

     
  • Przyznam, że jestem ciekawa tego filmu, zwłaszcza po opisanej przez Ciebie metaforze 😉

     
  • Obejrzałam go kilka dni temu i muszę przyznać, że jakoś mnie nie porwał. Świetna rola J. Phoenixa, to prawda, zjawiskowa muzyka, ciekawy scenariusz…ale po złożeniu tych wszystkich elementów do kupy, coś mi jednak nie zagrało. Całość jakoś strasznie mi się dłużyła…Uważam tak jak olacom, że to najsłabszy film w tegorocznym wyścigu po Oscara.

     
  • Obejrzałam wczoraj. Dziwne – wciąż nie wiem czy mi się podoba czy nie. Porusza ważne kwestie, myślę że jest adekwatny do naszej zmieniającej się rzeczywistości i pokazuje jak bardzo jesteśmy na nią jeszcze nieprzygotowani i jak mało znamy siebie chociaż nam się wydaje że już wszystko wiemy. Tak mi się nasunęło:)
    pozdrawiam

     
  • Naprodukowałam się i mi zjadło komentarz. Obejrzałam wczoraj ten film – mam mieszane uczucia.
    Porusza ważne kwestie w bardzo współczesnej oprawie, pokazuje jak bardzo słabo znamy siebie choć wydaje nam się że wiemy już wszystko, a tak łatwo dajemy wciągać się w różne sytuacje.
    A faktycznie zabawne te ciuchy bohatera i wysuwaja się na pierwszy plan, albo to po Twojej sugestii mi się wysunęły 😀 pozdrawiam

     
  • Anonymous

    ok

     
0 shares