Kilka miesięcy temu dostałam mailową prośbę o przygotowanie przysmaku, którym Biała Królowa poczęstowała Edmunda w filmie „Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”. Nie było to jednak tak proste jak myślałam, moje zadanie jeszcze w zasadzie nie zostało do końca wykonane, ale zrobiłam pierwsze próby i postanowiłam podzielić się nimi z Wami. 

Na początek coś o filmie… Wydaje się, że cykl „Opowieści z Narnii” prawie dorównuje Harry’emu Potterowi. Podejrzewam, że ma równie wielu fanów jak cykl historii o chłopcu z charakterystyczną blizną na czole. I słusznie, bo historia o magicznej krainie, która znajduje się za drzwiami starej szafy jest naprawdę świetna. Można powiedzieć, że to bajka dla dzieci i dorosłych. Pełna magii, fantastycznych postaci i humoru. 

źródło: kadr z filmu „Opowieści z Narnii”, producent: Andrew Adamson
źródło: kadr z filmu „Opowieści z Narnii”, producent: Andrew Adamson

Autorem książkowego cyklu jest C.S Lewis. Czwórka rodzeństwa – Edmund, Łucja, Piotr, oraz Zuzanna odkrywają magiczną krainę zwaną „Narnią”. Epizod dotyczący Edmunda i Białek Czarownicy bardzo przypominał mi „Królową śniegu”. Praktycznie ten sam motyw – zła królowa z zamarzniętym sercem porywa młodego chłopca. Cała reszta jest już inna. Lew, bobry, faun – fantastycznych postaci tu nie brakuje 🙂

 
źródło: kadr z filmu „Opowieści z Narnii”, producent: Andrew Adamson
I na koniec napiszę o samym przepisie, który wymaga wytłumaczenia. W filmie Edmund życzy sobie, żeby Biała Czarownica wyczarowała mu „turkish delight”. Inna nazwa na te słodkie kostki to rachatłukum, lokum. Trukish delight jest to deser przygotowywany głównie ze skrobi kukurydzianej i cukru, a znany jest najbardziej na bliskim wschodzie, oraz półwyspie bałkańskim. Od razu uprzedzam, że nie próbowałam oryginału i zapewne wersja, którą Wam pokażę jest mu daleka, ale to co przygotowałam smakowało całkiem przyzwoicie więc pozwolę sobie podać Wam przepis. Znalazłam już przepis na najbardziej zbliżony do oryginału, ale brakuje mi dwóch rzeczy – „cream of tartar”, oraz termometru kuchennego. 
 
 
Miałam duży problem ze znalezieniem w sklepach stacjonarnych skrobi kukurydzianej (nie mąki, ani nie skrobi ziemniaczanej), ale w końcu udało mi się ją kupić w Warszawie, w sklepie Eko Młociny. Drugi produkt, który właściwie może jest zbędny, ale jego dodatek zbliża do oryginalnego rachatłukum – woda różana. Owszem miałam butelkę takiej wody, ale do prasowania ubrań, niestety nie była jadalna 😉 
Najprościej będzie kupić te produkty przez internet, mi się udało tego uniknąć. Wodę różaną kupiłam w Gdańsku, w Galerii Bałtyckiej w sklepie „Kuchnie świata”. Przygotowanie jest bardzo proste (komplikuje się przy przygotowywaniu oryginalnej wersji, którą podam za jakieś 3-4 tygodnie)
 
SKŁADNIKI:
(na ok. 18-20 kostek)
  • 100 g skrobi kukurydzianej
  • 150-200 ml wody
  • 1 łyżka wody różanej
  • 1-2 łyżki galaretki truskawkowej (do zabarwienia)
  • 1 łyżeczka żelatyny
  • 100 g cukru
  • 3-4 łyżki cukru pudru (do posypania)
PRZYGOTOWANIE:
  1. W garnuszku umieść wodę, oraz cukier. Mieszając podgrzewaj cały czas aż cukier się rozpuści i zacznie gotować. Gdy się zagotuję zmniejsz płomień/palnik.
  2. Skrobię wymieszaj z żelatyną, oraz galaretką. Dodaj do wody z cukrem.
  3. Mieszając cały czas gotuj na małym ogniu aż masa zacznie gęstnieć.
  4. Na koniec dodaj wodę różaną i wymieszaj jeszcze raz dokładnie.
  5. Gęstą masę wylej do pojemnika wyłożonego folią spożywczą, lub do silikonowych foremek na lód/czekoladki i odstaw do ostygnięcia.
  6. Gdy masa w formie ostygnie, włóż ją do lodówki na godzinę. 
  7. Po tym czasie wyciągnij i pokrój na małe kwadraty, które następnie obtaczaj w cukrze pudrze. 

 

 
  • Strasznie interesująca sprawa. Dzięki za przepis! 🙂

     
  • Zawsze byłam ciekawa co Edmund wtedy jadł 🙂 Fajnie że podjęłaś próbę odtworzenia tego deseru.

     
  • Jak oglądałam ten film (albo czytałam książkę), to zawsze wydawało mi się, że to jest tak strasznie słodkie i zamulające 🙂 Uwielbiam przepisy, w których składniki są trudno dostępne 🙂

     
  • Ja ostatnio pofatygowałam się o zakupienie takiegoż termometru, wspaniała rzecz 😀

     
  • W Grecji nazywają ten deser λουκουμια czyli loukoumia. Moja córka uwielbia je. Osobiście zajadałam się nimi przez wiele lat jednak nigdy nie poznałam przepisu i nigdy sama ich nie robiłam. Są mega słodkie 🙂

     
  • Herrego Pottera?! 😮 :c

     
    • Człowiek zrobi literówkę i to jest aż takie zaskakujące? matko…

       
  • skrobia kukurydziana dostępna jest w carrfourze na dziale dla osób na diecie bezglutenowej 😉 a cream od tartar mam, używałam parę razy do usztywnienia białek.. chyba nie zauważyłam różnicy jak go używałam, a jak nie 😉

     
  • te turkish delight jest do kupienia praktycznie przy każdym stoisku z orzechami (chodzi mi o takie wysepki w centrach handlowych :D)

     
  • Trochę boję się, że mi nie wyjdzie 🙂
    Chętnie spróbowałabym przepisu na cebulową zupę, którą pani Weasley zawsze karmiła Harrego 🙂

     
  • Ooo pamiętam tę scenę! Aż nabrałam ochoty na te smakołyki 😀 Pozdrawiam, gingerbreath.blox.pl

     
  • Ooo pamiętam tę scenę! Ale nabrałam ochoty na te pyszności 😀 Pozdrawiam, gingerbreath.blox.pl

     
  • O.o czyli to smakuje… czym? 😀 mnie jakoś Opowieści z Narni nigdy nie brały, wolałam jednak HP. 🙂

     
  • jeśli chodzi o galaretkę – jak zobaczyłam zdjęcie Pani kostek, to pomyślałam, że są arbuzowe 😉 a potem sama użyłam truskawkowej z firmy „Wodzisław” i moje bardziej przypominają truskawki niż arbuza ;D

     
  • Zawsze byłam tego ciekawa ale jakoś nigdy nie mogłam znaleść czegoś takiego. Świetne! 🙂 Oby tak dalej

     
  • Gaba XDDD

    ale przepis! Ale Opowieści z Narni to zarąbista książka!