Dziś premierowo wpis o książce „Wayward Pines. Szum.” autorstwa Blake’a Crouch’a. Pierwsze informacje o tej książce, które najbardziej rzuciły mi się w oczy to porównanie do Miasteczka Twin Peaks. Jako, że jestem ogromną fanką Lyncha, a Twin Peaks to serial, który uważam za absolutnie kultowy i sądzę, że zupełnie nic nie może się z nim równać, a co za tym idzie nie przyjmuję do wiadomości faktu istnienia czegoś co może przypominać Twin Peaks. Czytając nie brałam pod uwagę tych porównań. Chciałam jak najbardziej zrozumieć klimat małej, tajemniczej miejscowości jaką jest Wayward Pines, oraz wczuć się w sytuację, w której znalazł się agent Ethan Burke.

 
 
Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Otwartego w genialnej paczce, a właściwie amerykańskiej skrzynce pocztowej. 
Czytając o pierwszych chwilach Ethana w miasteczku i o tym jak oglądał skrzynki pocztowe szukając znajomych numerów, czy nazwisk od razu wyobrażałam sobie taką skrzynkę jak teraz mam w domu.
Świetny sposób promocji książki, duży plus dla Wydawnictwa za kreatywność 🙂
 
Zabrałam się za lekturę tej książki z wielką nadzieją. Oczekiwałam historii, która mnie wciągnie na tyle, że przeczytam tę książkę w kilka dni. Nic z tego. Pochłonęłam ją (dosłownie) w jedno popołudnie robiąc sobie tylko przerwę na obiad. Długo zastanawiałam się nad tym co czeka mnie przeglądając kolejne strony tej książki. Z każdym kolejnym rozdziałem, gdy myślałam, że już rozgryzłam zagadkę tego miasteczka, dostawałam po prostu prztyczka w nos od autora. 
 
Historia zaczyna się akcją. Raczej nie ma tu nudnych przerw, opisów i metafor, które nie raz czytelnicy próbują porównać do swojego życia. Tutaj mamy ciągły ruch, a w miarę wgłębiania się w opowieść pojawiają się elementy z dreszczykiem, oraz science-fiction. Już od pierwszych stron bardzo zżyłam się z głównym bohaterem. Wraz z bliższym poznaniem jego rodziny, historii oraz jego samego czułam, że dalsze sploty wydarzeń będą dla mnie równie emocjonujące co dla niego. Fajnie, że udało się Blake’owi Crouch’owi stworzyć tak charakterystyczną postać. Były momenty, gdy naprawdę sama czułam irytacje kiedy sytuacja agenta Ethana Burke’a wydawała się krytyczna. 
 
W tej książce jest kilka mocnych zwrotów akcji, w których czytelnik może poczuć się, jakby autor podśmiewał się z niego pod nosem mówiąc: „Myślałeś, że rozwiązałeś zagadkę mojej książki? Nic z tego… Zgaduj dalej”. Dochodząc do końca zdecydowanie chce się więcej i więcej. Całe szczęście, że Szum to pierwsza część trylogii o Wayword Pines, bo jeśli to miałby być koniec, to czułabym wielki niedosyt. 
 
Gdybym nie wiedziała, że powstał serial na podstawie tej książki to pomyślałabym właśnie, że idealnie nadaje się na scenariusz filmu, albo serialu 😉
Matt Dillon idealnie pasuje mi do roli agenta Ethana Burke’a, a kogoś takiego jak Juliette Lewis widziałam w swojej wyobraźni w roli Beverly czytając książkę. Czekam z niecierpliwością na pierwszy odcinek, który ma być w USA podobno jeszcze w maju. 
 
Biorąc na warsztat kulinarną część książki, również się nie zawiodłam. Nie ma tu co prawda czegoś tak charakterystycznego jak czarna kawa, czy placek wiśniowy z Twin Peaks, ale pierwsze co rzuciło mi się w oczy to cheeseburger którego Ethan zamawia w barze u tajemniczej dziewczyny imieniem Beverly. 
 
kadr z serialu Wayward Pines
Oburącz podniósł z talerza gorącego cheeseburgera.
Beverly wycierała dalszy odcinek baru. Zawołał ją,
z burgerem przy ustach.
Co jest nie tak? – spytała.
Nic. Jeszcze. Chodź tutaj.
Barmanka podeszła i stanęła przed Ethanem.
Z doświadczenia wiem, że w blisko osiemdziesięciu
procentach przypadków, kiedy zamawiam niedosmażonego
hamburgera, jak teraz, dostaję wysmażonego. Nie
wiem, dlaczego większość kucharzy nie potrafi przyrządzić
hamburgera jak trzeba, ale tak właśnie jest. Wiesz,
co robię, kiedy dostaję przesmażonego?
Odsyłasz go do kuchni? – Beverly nie wyglądała na
rozbawioną.
Otóż to.
Cholernie trudno cię zadowolisz, wiesz?
Zdaję sobie sprawę – powiedział i ugryzł.
Żuł dobre dziesięć sekund.
No i? – spytała Beverly.
Ethan odłożył burgera na talerz i przełknął, wycierając
dłonie w lnianą serwetę.
To jest zdumiewające dzieło sztuki – stwierdził, wskazując
na cheeseburgera.
Beverly roześmiała się i przewróciła oczami.
 
 
Cheeseburger z Wayword Pines
 
Składniki:
  • 6 bułek
  • 6 plastrów żółtego sera
  • 500 g mielonego mięsa (wołowego,drobiowego, wieprzowego)
  • 1 średnia cebula
  • 5 niedużych korniszonów
  • 2 łyżki mleka
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka soli
  • słodka i ostra papryka, pieprz mielony, mielona kolendra
Dodatki:
  • pomidor
  • świeży lub kiszony ogórek
  • sałata
  • papryczki jalapeno
  • ketchup
  • majonez
Przygotowanie:
 
  1. Cebulę, oraz korniszony pokroić w drobną kostkę. Dodać do mięsa.
  2. Czosnek przecisnąć przez praskę i również dodać do mięsa razem z przyprawami.
  3. Dodać mleko i wymieszać bardzo dokładnie.
  4. Uformować równej wielkości kotlety.
  5. Na patelni rozgrzać trochę oleju. Smażyć burgery według preferowanego stopnia wysmażenia ( agent Ethan Burke lubił niedosmażone). Po przewróceniu burgerów na drugą stronę na każdym ułożyć plaster sera. 
  6. Bułki przekroić na pół i podpiec przez chwilę w piekarniku
  7. Na połowie bułek układać gotowe kotlety, oraz dodatki. Przykryć wierzchnią połową.
  8. Podawać ze szklanką zimnego piwa.