Zapisałam się na siłownię. Pierwszy raz w moim całym życiu. Początkowo miałam z tego powodu wiele wątpliwości. Bo jak to ktoś o mojej sylwetce pokaże się w miejscu gdzie w zasadzie widuje się same „fitneski”? Jak ja mam się pocić i dyszeć i sapać i w ogóle robić cokolwiek krępującego w towarzystwie innych, wysportowanych osób?

Przeczytałam wiele artykułów na temat tego od czego zacząć pierwszy trening na siłowni. Jak się rozgrzać i jak nie przeciążyć na samym początku. Najważniejszą rzeczą, która mnie interesowała było to, jak ćwiczyć, aby skutecznie spalać tłuszcz.

Jeśli chodzi o mnie i moją sylwetkę, to nigdy nie byłam szczypiorkiem. Zawsze miałam więcej tu i ówdzie i zawsze miałam z powodu mojej wagi ogromne kompleksy. Z każdym kilogramem czułam się gorzej i gorzej. Przepłakałam wiele dni i nocy obiecując sobie, że od jutra zacznę od nowa i na pewno dam radę, nie złamię się… I takie obiecanki wmawiałam sobie za każdym razem, a trwało to zazwyczaj tydzień, dwa, a w najlepszym przypadku miesiąc.

Pierwsze dni mojej jakiejkolwiek diety to była pełna mobilizacja. Masa motywatorów w całym domu, playlisty przygotowane specjalnie do ćwiczeń, lodówka pełna wszystkiego co chude i fit. Moją „grubą” historię opowiem innym razem. Dziś chciałabym napisać kilka słów o tym co ludzie w rozmiarze XXL mogą robić na siłowni. Nie jestem specjalistką, a wszystko co opisuję to tylko moje doświadczenia.

1

Nie pójdę na siłownię, bo jestem za gruby/a! Wstydzę się pokazać. 

To była moja główna wymówka. Na siłownię, czy do klubów fitness, czy nawet na ulicę żeby pobiegać nie chodzą tylko wysportowane osoby. Myślenie, że spotkasz tam same szczupłe laski i umięśnionych kolesi jest błędne. Spotkasz tam ludzi w każdym wieku i z naprawdę różnymi rodzajami sylwetki. Chude, szczupłe, grube, otyłe. K A Ż D E. Nie wstydź się pójść poćwiczyć. Wstydź się, jeśli zamiast aktywności fizycznej wybierasz paczkę chipsów jedzoną przed telewizorem. To trzeba sobie uświadomić. I na początek najlepiej do pomocy w realizacji zaangażować kogoś bliskiego. We dwójkę zawsze raźniej. Dlatego poproś chłopaka, przyjaciółkę, czy swoją żonę, albo brata o towarzystwo podczas aktywności fizycznej.

W moim przypadku pójście na siłownie to był impuls, który nieświadomie wywołała moja koleżanka Kasia informując na fejsie o otwarciu siłowni, w której zaczęła pracę. Siłowni, która dodatkowo znajduje się bardzo blisko miejsca mojego zamieszkania.  Myśl o tym, że przychodząc ćwiczyć mogłabym zobaczyć czasami znajomą, uśmiechniętą twarz dała mi motywacje do tego, aby ruszyć dupę i przynajmniej spróbować. Chodzę regularnie, chce mi się, jestem weselsza i mam więcej energii. Czary?

IMG_20140604_104258

Zastanawiasz się od czego zacząć? Też miałam taki problem, więc zaczęłam od tego co znam dobrze. Rowerek, był pierwszym sprzętem, na którym zaczęłam ćwiczyć. I wyszłam z założenia, że na początek dla grubaski takiej jak ja będzie dobrze, jeśli w ogóle zacznę się ruszać. Niezależnie od tego, czy będę spacerować przez godzinę na bieżni, czy robić specjalnie ułożone ćwiczenia. Najważniejsze jest, aby po prostu zacząć.

Sprawdź czy w Twoim mieście jakaś siłownia nie ma akurat fajnej promocji, albo może Twoja koleżanka planuje się zapisać i wybierzecie się razem. A może po prostu ubierzesz się w dresy i wyjdziesz na szybki spacer?

Spróbuj i zobacz jakie to uczucie dostać endorfinowego kopa 😉

Niedługo napiszę jak wyglądał mój pierwszy trening personalny i dlaczego warto choć raz zdecydować się na trening z profesjonalnym trenerem.

Ściskam!

Paulina

 
  • Miałam ten sam problem, co prawda w pojsciu pierwszy raz bardziej przeszkadzało mi lenistwo niż dodatkowe kilogramy, ale gdy w końcu się zdecydował am, okazało się ze przekrój wiekowy i sylwetkowy jest ogromny. Grubaski z tluszczykiem wcale nie wyglądają tam gorzej od napakowanych panów na odzywkach 🙂
    Na poczatek najlepsza jest bieżnia, czasem orbitreki, jakiej zajęcia typu pilates, tbc dla poprawy wydolnosciowo-krazeniowej organizmu. Bez poprawy tego, można zapomniej o jakimkolwiek spalaniu- serducho nie wytrzyma a i nabawimy się masy niepotrzebnych kontuzji 🙂

     
  • Natalia Tw

    Oj tak. Ja może jednak zacznę od spacerów i ćwiczenia w domu, a później się zapiszę na aerobik czy coś.

     
  • Tekstualna

    wow wow wow, trzymam kciuki i fajny blog {nie wiem czemu to Marek mi o nim powiedział} hłe hłe 🙂

     
    • Paulina Wnuk

      Bo Marek jest trendy 😀 😀 #heheszki Dziękówka :*

       
  • Też nie chciałam chodzić na publiczną siłownię, więc zorganizowałam sobie taką w domu. Bieżnia, rowerek, ciężarki, maty, dużo miejsca do tańczenia zumby i te sprawy. Ostatnio jednak zaczęłam się zastanawiać czy nie zapisać się na jakieś zajęcia grupowe, bo jednak w kupie siła 😉

     
  • KasiaPremium

    Niedługo ta sama Kasia osobiście Cię znajdzie i skopie Ci dupę. Trening nie pyta, trening rozumie!

     
  • gosi@

    Fajny blog. Może dlatego tak mi sie podoba, że mam wrażenie że piszesz o mnie…
    Ja też biore sie za siebie. Wracam na aquaerobic, pilnuję tego co jem- choć wałek na brzuchu to mi chyba od powietrza rośnie. Pewnie efektu nie będzie, ale samopoczucie się poprawi;-)
    Gocha

     
  • Sama właśnie dołączyłam do grona grubasek na siłowni. Oczywiście, kosztowało mnie to trochę wewnętrznej walki, ale zaraz właśnie wybieram się na ósmy trening i na razie nie mam dość, mimo że poszłam tam dla samego ruchu, a nie efektów 🙂

    Spisałam swoje wrażenia i motywuję też inne dziewczyny: http://celownik.net/jestem-za-gruba-na-silownie/