„Słowo się rzekło, kobyła u płotu”

Jesteśmy! Ja i moja nowa blogowa przestrzeń. Nosiłam się z tym od prawie roku. Chodziłam z kąta w kąt i nie wiedziałam od czego zacząć. Wiadomo – najlepiej od początku. Trudno jednak zaczynać coś od początku, kiedy jest się już w środku CZEGOŚ. Tym CZYMŚ było oczywiście From movie to the kitchen. Czasami trzeba sentymenty odstawić na bok i aby się nie cofać trzeba postawić wszystko na jedną kartę. Zrobić jeden krok do przodu, a potem dwa do tyłu, ale tylko po to, aby  nabrać rozpędu.

Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia. Przecież sama zawsze powtarzałam, że gdy się robi coś co się kocha i gdy robi się to całym sercem to nie ma to tamto – musi się udać. Z resztą, nie zrobiłam tu ogromnej rewolucji. Wszystko to drobiazgi i na pewno szybko się przyzwyczaicie.

Co się zmieniło?

Nazwa – cokolwiek opublikuję, będzie to podpisane moim nazwiskiem. From movie to the kitchen to nadal część bloga, ale odeszłam od tej nazwy, bo: A) jest za długa B) jest kiepska C) zbyt skomplikowana.

Wygląd – cokolwiek nie powiecie, moim skromnym zdaniem teraz jest ładniej, czytelniej, przejrzyściej i lepiej po prostu. Wszystko śmiga jak trzeba, a jak nie śmiga to proszę o wiadomość i będę naprawiać. Spędziłam nad układaniem wszystkiego ostatnie kilka dni. Pijąc litry kawy i jedząc UWAGA zupki chińskie i snickersy (szok). Nie mogłam się powstrzymać przed oglądaniem seriali, więc mój dzień kończył się około trzeciej nad ranem.

Dodatkowe kategorie – mam zamiar powymądrzać się również w innych dziedzinach, nie tylko w gotowaniu. Nie bójcie się, nie zacznę nagle udawać specjalistki od kosmetyków i eksperta od gatunków ptaków drapieżnych żyjących w Ameryce Południowej. Będzie samo życie i trudne sprawy. Pamiętniki z wakacji też.

To tyle. Zapraszam do zwiedzania i oczywiście czekam na informacje jak bardzo Wam się podoba (albo nie podoba) 😉

 
  • Blog prezentuje sie pieknie! Gratuluje pomysłu i odwagi:) trzymam kciuki

     
  • Beata_Maria

    Wygląd rzeczywiście lepszy 🙂 Za to nie zgadzam się ani z A, ani z B, ani również C jeśli chodzi o nazwę „From movie to the kitchen” – to była rzecz, która mnie przyciągnęła do tego bloga, ciekawa, wpadająca w pamięć. Ale ważne, żebyś Ty się czuła dobrze ze swoim blogiem, więc jeśli obecna bardziej Ci pasuje, to ja nie mam zastrzeżeń 🙂 A i tak najważniejsza jest treść 🙂 Powodzenia!

     
  • Paulina Kwiatkowska

    Bardzo ładnie, z chęcią będę zaglądać!

     
  • amej505

    Co mnie obchodzi, że jadłaś przez 5 dni snickersy i zupki chińskie? Większa część studentów tak się żywi. Nazwa From movie to the kitchen była genialna, w punkt, idealna, można na niej było świetnie zarobić. Posty z przepisami czytałam z największą przyjemnością, często do nich wracając i pokazując matce, ciotce, sąsiadce i opowiadając o nich babci. Wszystkie inne omijałam szerokim łukiem. Cóż, zobaczymy co będzie się działo tutaj.

     
    • Co mnie obchodzi co Cię obchodzi?

       
      • Justyna Tederko

        Ciebie może nic, ale nie wiem czy czytałeś, ale Paulina prosiła o wszystkie opinie 😉 Może trochę sympatyczniej? Zresztą… „Co mnie obchodzi co cię nie obchodzi?”

         
      • amej505

        Mam prawo wyrazić swoją opinię, zresztą autorka bloga o nie prosiła… więc, obrońco uciśnionych, nie czepiaj się 😉

         
        • madafaka

          do swojej matki tez powiedz co mnie obchodzi ze mnie urodzilas…

           
          • amej505

            Twój argument jest bez sensu, wiesz o tym. Te dwie sprawy nie mają żadnego powiązania 😉

             
    • Paulina Wnuk

      Blog to moje miejsce, którym dzielę się z innymi. Poświęcam na to swój czas, energię, pieniądze. Jak nie obchodzi Cię, że przez ostatnie kilka dni ciężko pracowałam na to, żeby poprawić mojego bloga, a przychodzisz tu tylko po przepisy, to generalnie mnie Twoje zdanie również nie obchodzi.

       
      • amej505

        No to jesteś ciekawa opinii, czy generalnie Cię nie obchodzą…?
        A czy From movie to the kitchen nie opierało się na przepisach potraw z filmów, które widziałaś, lubisz, jakoś zapadły Ci w pamięć? Uważam, że nie było w nim nic, co wymagało aż takich poprawek. Przepisy pojawiały się często, przyjemnie się to czytało i aż chciało się pobiec do kuchni by przygotować tę potrawę, z Twoją pomocą. To było naprawdę dobre, Ty się w tym sprawdzałaś. Teraz coraz więcej jest o Tobie, podróżach i życiu, a przepisów coraz mniej. Może trzeba było zrobić drugiego bloga, lifestylowego, albo pokazywać to na fanpage’u czy instagramie.
        Pamiętam blog sprzed kilku miesięcy i widzę ten obecny. From movie to the kitchen było rewelacyjne, a to co teraz jest… średnio mi się podoba. Tyle.

         
        • Karol Kochanowski

          Uwaga, cytuję autorkę owego bloga – „From movie to the kitchen to nadal część bloga” .Jakbyś czegoś nie zrozumiał[a,o] to dodatkowo informuję, iż praktycznie wszystkie przepisy zostały przeniesione i będą pojawiać się następne. Jeśli tak bardzo boli ciebie nadmiar treści to naucz swój móżdżek aby czytał tylko to co chce, bo przecież nikt cię do niczego nie zmusza a tym bardziej tutaj nie trzyma.

          PS. mnie też nie obchodzi czy ciebie coś obchodzi, zachodzi, czy tam dochodzi.

           
          • A wracając do sprawy – gdzie ten drugi blog, który założyłaś jakiś czas temu, ten lifestylowy? Ten będzie połączeniem „from movie to the kitchen” i tego drugiego?

             
  • Agniecha

    Bardzo mi się podoba! Jest tak profesjonalnie.
    Nie, żeby wcześniej nie było, bo „From movie to kitchen” z marchewką filmową było samo w sobie znakiem rozpoznawczym.
    Nie mniej, życzę powodzenia!
    I pozdrawiam :*

     
  • ależ tu ładnie! 🙂

     
  • M.

    na pewno przyda się lista przepisów taka jak była wczesniej, by można było z niej wybierać (lista potrwa i lista filmów, bo na razie jej nei widzę

     
  • NARESZCIE! <3 Wygląda super, trzymam kciuki by się rozwijało! 🙂