Zapraszam Was na indyka w sosie mole inspirowanego filmem, opowiadającym historię Fridy Kahlo, czyli wybitnej meksykańskiej malarki. Frida jest dla mnie postacią absolutnie ponadprzeciętną, barwną, utalentowaną i piękną. O jej sile świadczą nie tylko genialne obrazy, ale to, że stała się ponadczasową ikoną inspirującą innych artystów na całym świecie.

Mogę powiedzieć, że Frida Kahlo jest moją ulubioną malarką. Jej obrazy trafiają w sam środek mnie. Podziwiam ją za to, że tak trafnie potrafiła przelać na płótno swoje cierpienie. Należy wspomnieć o tym, że życie Fridy nie należało do najłatwiejszych, ale podziwiam ją za ten ogromny apetyt na życie, oraz to jak trafnie potrafiła przelać swoje emocje (często ciężkie i trudne) na płótno. Obrazy Fridy zainteresowały mnie kilka lat temu, gdy przygotowywałam swoją pracę maturalną z języka polskiego. Temat o którym pisałam dotyczył obrazu matki w literaturze i malarstwie. Frida, choć nigdy dzieci nie miała, wydawała mi się pozycją obowiązkową w mojej pracy.

Frida nazywana byłą surrealistką, ale jak sama powiedziała o sobie „Nigdy nie malowałam snów, malowałam tylko własną rzeczywistość.”

W 2002 roku Julie Taymor nakręciła film biograficzny, przedstawiający głównie wątek związku Fridy Kahlo i Diego Riviery. Jest to taki szybki przegląd najważniejszych wydarzeń z życia tej artystki. Rozpoczyna się w momencie, gdy Frida ma kilkanaście lat, a kończy na jej śmierci.

skrin 2 skrin

„W swoim życiu przeżyłam dwa wypadki. Jeden to autobus, który mnie połamał, drugi to Diego. Diego był jak dotąd, tym najgorszym”

Czy Frida źle ulokowała swoje uczucia wiążąc się z mężczyzną, który notorycznie zdradzał ją i okłamywał? To może wydawać się dziwne, ale w tej całej sprzeczności Frida uważa Diego za największą radość swojego życia. Kochała go całym sercem i była do niego bardzo przywiązana. Była żona Diego powiedziała o nim kiedyś, że jest on najlepszym przyjacielem, ale najgorszym mężem. Bezsprzecznie, między Fridą a Diego istniało niezwykłe uczucie, dlatego też Frida z miłością gotowała dla swojego męża. Uwielbiała kolory, kwiaty, owoce. Oglądała je, dotykała i wąchała – po prostu zachwycała się naturą. Ostatni obraz namalowany przez Fridę przedstawiał stos arbuzów. Na jednym z nich widniał napis „Viva la vida”, czyli „Niech żyje życie”, co wydaje się prostym, ale jakże idealnie pasującym do Fridy mottem.

Diego był bardzo potężnym mężczyzną pochłaniającym ogromne ilości jedzenia. Lubił dobrą kuchnię meksykańską, do której przyzwyczaiła go pierwsza żona – Lupe Marin. Frida czuła, że musi nauczyć się dogadzać mężowi w ten kulinarny sposób, stąd o naukę ulubionej potrawy Diego poprosiła nikogo innego jak właśnie pierwszą żonę Diego. Mieszkali oni wtedy wszyscy w jednym domu – Diego z Fridą na parterze, a Lupe z dziećmi na trzecim piętrze. Trzeba przyznać, że Frida do gotowania miała tak ogromny zapał, jak do malarstwa.

Sercem domu Fridy była kuchnia. Tu, przy ogromnym drewnianym stole rozmawiała ze służbą, gotowała, siekała warzywa, stała przy garnkach mieszając mięso, a następnie nakładała je do pięknych ceramicznych naczyń. W kuchni Fridy wszystko było kolorowe, pachnące, po prostu piękne. Gdybym kiedyś mogła spełnić swoje marzenie i zaprojektować własną kuchnię tak jak będę chciała, to zrobiłabym to tak, aby choć odrobinę przypominała kuchnie Fridy.

nadesce

I przechodząc do sedna (rozpisałam się, wybaczcie, ale szaleję za Fridą) przedstawiam Wam przepis na indyka w sosie mole dostosowanym do polskich możliwości i trudności w zdobyciu sześciu rodzajów papryk 🙂 Podobno oryginalna i jedna z pierwszych receptur na mole zawierała około stu składników. Ja postawiłam na minimalizm i użyłam tych kluczowych.

Składniki:

  • 500-800 g indyczego mięsa (proponuję uda lub podudzia, pierś może być zbyt sucha)
  • 2 cebule
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 puszki pomidorów krojonych
  • 2 papryki słodkie
  • 2 papryki chili
  • 1 papryka habanero
  • 50 g gorzkiej czekolady (użyłam czekolady Lindt z dodatkiem chili)
  • 2 łyżeczki kminu rzymskiego
  • 2 łyżeczki papryki słodkiej
  • 2 łyżeczki papryki ostrej
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonych goździków
  • 2 łyżeczki soli
  • 2 łyżki posiekanych orzechów ziemnych (najlepiej niesolone)
  • 2 łyżki posiekanych migdałów
  • 2 łyżki sezamu
  • 2 łyżki oleju sezamowego
  • 4 łyżki oleju rzepakowego

Przygotowanie:

  1. Mięso z indyka umyć, pokroić na kawałki o wielkości 2-3 cm. Doprawić przyprawami: 1 łyżeczką kminu, 1 łyżeczką papryki słodkie, 1 łyżeczką papryki ostrej, 1 łyżeczką soli. Odstawić do lodówki na 2-3 godziny, lub na całą noc.
  2. Cebulę, czosnek i wszystkie papryki posiekać w bardzo drobną kostkę. Na patelni rozgrzać 2 łyżki oleju rzepakowego i dodać pokrojone warzywa. Gdy będą już odrobinę miękkie i podsmażone, wtedy można dodać pomidory wraz z zalewą. Dusić całość na średnim ogniu przez ok. 30 minut.
  3. Po tym czasie dodać do sosu czekoladę, posiekane migdały i orzechy ziemne.
  4. Na drugiej patelni rozgrzać 2 łyżki oleju sezamowego i pozostały olej rzepakowy. Olej powinien być mocno rozgrzany, a indyk mieć temperaturę pokojową. Podsmażać indyka krótko na dużym ogniu przez chwilę, aż będzie zarumieniony z obu stron.
  5. Podsmażonego indyka dodać do sosu i dusić go około 40 minut. Czas jest orientacyjny, musicie pilnować, zaglądać, mieszać i próbować.
  6. Gdy mięso jest miękkie to znaczy, że nasze mole jest już gotowe. Indyka podajemy z ugotowanym ryżem, a całość posypujemy sezamem.

W trakcie gotowania wplećcie we włosy kolorowe kwiaty, ubierzcie długie spódnice, włączcie meksykańską muzykę i poczujcie się jak Frida gotująca mole dla swojego męża 😉

IMG_3965

IMG_3988

 
  • Mokka

    Widać, że jesteś wkręcona w Fridę! Też lubię jej obrazy 🙂 A przepis świetny i wydaje się być prosty, wypróbuję w weekend 🙂

     
  • Ola

    Super! Nie mogę się doczekać kolejnych przepisów z tej serii 😉 Czuję, że szykujesz coś ciekawego 🙂 Pozdrawiam 🙂

     
  • Karol Kochanowski

    Danie było przepyszne! Dodatkowo to zdjęcie Pani Blogerki – pewna ręka fotografa.

     
  • Marta

    Jadłam mole będąc w Meksyku, smak nie do odtworzenia w Polsce właśnie z powodu braku odpowiednich gatunków papryk, ale i tak skusiłabym się na Twoje mole, pięknie wygląda!

     
  • Kinga

    Fajny przepis, pozdrawiam 🙂

     
  • Ola Małkowska

    no i teraz to chcę ! Jak zerkam na Twoje gotowanie to za każdym razem myślę, czy moje zachcianki to to, że lubię jeść, czy o trzecia ciąża 😉

     
  • Meksykański współlokator gotował mi mole regularnie… Tęsknię za tym bardzo, więc koniecznie spróbuję przyrządzić Twoją wersję! 🙂

     
  • Student

    Pięknie Pani pisze. Wyobraziłam sobie kuchnię Fridy z całym tym bogactwem kolorów i wciągnęłam w opowieść, a tu nagle… zostałam wyrwana z sielskich myśli. Zupełnie niepotrzebnie Pani przeprasza 😉 Wiem, że piszę mocno opóźniona, ale ten post mnie zachwycił. Do tego zdjęcia potraw – majstersztyk!

     
    • Bardzo dziękuję! O Fridzie mogłabym opowiadać na okrągło. Jest ona moją wielką inspiracją i kilka lat temu przygotowując się do matury pochłaniałam setki publikacji na jej temat. Poza tym, Meksyk jest jednym z miejsc, które chciałabym odwiedzić, dlatego ten film darzę szczególną sympatią 🙂

       
  • Zgadzam się z poprzednikiem (który swój komentarz dał rok temu :D) – pięknie wszystko napisane. Przepis na mole sprowadził mnie na ziemię! Zapisuję i zrobię niedługo 🙂 brzmi bombowo… może nawet założę do gotowania długą spódnicę, czemu nie?
    A co do filmu – to jeden z nielicznych, który naprawdę dobrze pamiętam (pamięć do filmów mam kiepską), film był wyrazisty, jakiś taki… ciężki, ale jak najbardziej warty obejrzenia.

     
  • Oooo, ja też uwielbiam Fridę, choć zawsze boli mnie, gdy myślę o jej historii. Ze swojej strony niesamowicie polecam książkę Barbary Mujicy „Frida” (Wyd. Marginesy), na którą natrafiłam ostatnio i od której nie mogłam się oderwać – opowieść oparta na faktach z jej życia, ale sama w sobie będąca fikcyjną opowieścią jej siostry Cristiny. Na pierwszy rzut oka tak nie brzmi, ale to chyba jedna z moich Książek Życia. A mole na pewno zrobię:-)