Dlaczego poszłam do psychiatry?

autor rysunku: Alessandra Hogan

Poniedziałek: Leżę w łóżku i myślę o tym, czy znajdę siłę, że zrobić sobie kawę. Czy chce mi się wstać i zejść po schodach na dół do kuchni? Czy chce mi się czekać 3 minuty, aż zagotuje się woda? Co będę robić w tym czasie? Stać i patrzeć na stertę naczyń w zlewie? Chyba mi się nie chce, zostaję w łóżku.

Wtorek: Włączam komputer i zastanawiam się czy sprawdzić pocztę. Nie lubię tego robić, bo zaraz okaże się, że miałam coś zrobić, a tego nie zrobiłam. Nie chciało mi się, zapomniałam, nie mogłam się zebrać, nie umiałam zacząć. Ktoś będzie coś ode mnie chciał. Lepiej nie sprawdzać. Może lepiej położę się na drugim boku. Może prześpię się jeszcze trochę.

Środa: Muszę pójść na pocztę. Muszę wysłać dokumenty. Jeśli tego nie zrobię, nie zarobię pieniędzy. Jak ich nie zarobię, to nie będę miała jak zapłacić rachunków. Czy rachunki są ważne w tej chwili? Może jednak poczekam z tym do jutra. Przecież nic się nie stanie jak pójdę na pocztę jutro, ewentualnie pojutrze. Jakoś to będzie. Albo nie będzie.

Czwartek: Pisze do mnie koleżanka. Znowu pyta czemu się nie odzywam. Co mam jej powiedzieć? Że mam gorszy dzień? Gorszy tydzień? Gorszy miesiąc? Że nie umiem ułożyć myśli? Że chce mi się płakać, bo wyglądam jak gówno? Nie odpisuję.

Piątek: Uwielbiam piątki. Już jutro nikt nie będzie niczego ode mnie chciał. Nikt nie zadzwoni, ani nie napisze maila. Nikt nie napisze mi wiadomości – dlaczego nie odpisujesz, dlaczego się nie odzywasz, dlaczego, dlaczego, dlaczego? Nie wiem dlaczego, nie mogę odpisać, bo po prostu nie wiem. Przecież nie napiszę Ci, że czuję się jakbym była z kamienia i nie wiem co się ze mną dzieje.

Sobota: Budzę się około 10 rano. Proszę chłopaka – „zrób mi kawę i przynieś do sypialni”. Nie chce mi się wstawać, ale jak wypiję kawę to na pewno mi się zechce. Leżę do 14, a potem próbuję wstać. Myślę o tym, że muszę posprzątać. Boli mnie głowa, więc zostaję w łóżku.

Niedziela: Ten dzień zawsze nadchodzi zdecydowanie za szybko. Niedziela oznacza, że jutro znowu rozpoczyna się nowy tydzień i znowu ktoś coś będzie ode mnie chciał. W niedzielę czuję ścisk w żołądku i dziwne napięcie mięśni. Czuję niepokój. Myślę o tym co miałam zrobić i czy dam radę się zebrać. Ok, dam radę. Wstanę wcześnie, zrobię sobie kawę i wezmę się do pracy.

Poniedziałek: Leżę w łóżku i myślę o tym, czy znajdę siłę, że zrobić sobie kawę…

/ tak było osiem miesięcy temu, krótko przed tym jak pierwszy raz poszłam do psychiatry. Teraz mój tydzień wygląda całkiem inaczej. Zdecydowanie lepiej. 

AKTUALIZACJA:

W żadnym miejscu nie napisałam, że chorowałam na depresję. Nie chorowałam na nią. Poszłam do psychiatry, a nie do psychologa z wielu powodów. Nigdzie nie piszę jak przebiegała moja choroba, jak się leczyłam, ile trwała moja terapia, ani jakie leki brałam. Bardzo proszę wszystkich „specjalistów” o nie wygłaszanie diagnoz, ani swoich teorii. To o czym napisałam, to tylko pewien schemat, który powtarzał się przez wiele tygodni. Nie miało to nic wspólnego z lenistwem. Zapewniam, że potrafię być wobec siebie krytyczna, a to, że nie stoję po 10 godzin dziennie w kopalni, to nie znaczy, że nie pracuję ciężko. I choć nigdy tego nie robiłam, to teraz informuję, iż jeśli pojawią się pod tym wpisem kolejne „mądre” komentarze od domorosłych psychologów, to będę je kasować.

 

Related Posts

by
Previous Post Next Post
  • Mokka

    Podziwiam, że się tym z nami podzieliłaś. Szacunek…

     
  • Ola

    Znam te uczucie z autopsji. Dzielić się takimi uczuciami to odważny krok. Twój wpis jest dla mnie bardzo budujący, zwłaszcza ta końcówka.

     
  • Ola

    Kochana Paulino, dziękujemy za te słowa. Ja i z pewnością wszyscy ci, którzy walczą z tym cieniem. Ja z autopsji wiem, że nawet psychologom trudno się przed nim skryć.

     
  • Basia Andrejczuk

    oby było tylko lepiej i lepiej! 🙂

     
  • Ania

    Dziękuję, nawet nie wiesz jak mi pomogłaś.

     
    • Paulina Wnuk

      To ja dziękuję 🙂

       
  • Agniecha

    Zupełnie jakbym czytała swój tygodniowy harmonogram.
    Tylko, że u mnie jest intensywniej. Śpię- myślę o pracy, nie śpię bo myślę o pracy. Nie mam siły wstać. Nie mam siły nic oglądać. Nie mam siły czytać książek. Nie mam siły pisać. Nie czuję nic.
    Mój psychiatra okazał się bardziej potrzebować pomocy niż ja, ale już w poniedziałek wybieram się do psychoterapeuty. Może mi pomoże, tak jak Tobie.
    Gratuluję, że udało Ci się uciec z tego stanu i tak jak inni podziwiam, że się tym podzieliłaś z czytelnikami :*
    Powodzenia!

     
    • Paulina Wnuk

      Podobno psychoterapia to jeszcze lepszy sposób na poprawę zdrowia psychicznego. Też się nad tym zastanawiam, bo chciałabym utrzymać obecny efekt i nauczyć się radzić z innymi rzeczami na co dzień. Brak siły jest okropny, pamiętam dobrze, że po prostu ciągle czułam się wyczerpana, choć tak naprawdę nie robiłam nic. To jest fatalne uczucie. Trzymam kciuki za Ciebie i dziękuję Ci za ten komentarz.

       
  • Daria

    może to zabrzmi brutalnie, ale ja też chciałabym móc wstać sobie w poniedziałek rano i zastanawiać się czy robić sobie kawę czy herbatę. Ale zrywam się bladym świtem żeby zapieprzać w robocie. I wiem co to znaczy mieć depresję, a miałam ją wtedy kiedy jak widać miałam za dużo wolnego czasu. Teraz kiedy muszę zapieprzać i harować codziennie po 10 godzin żeby dostać minimalną krajową, depresja mi przeszła, a załączyło się – byle przetrwać do pierwszego.

     
    • Kasia

      Nie miałaś depresji, byłaś po prostu leniwa.

       
      • To było po prostu chamskie.

        Zupełnie jakby nie było możliwości załapać depresji właśnie z tego powodu, że danej osobie brakowało stałego zajęcia czy też uporządkowanego harmonogramu dnia.

         
        • glon

          Depresji się nie załapuje. Depresja jest chorobą i ludzie muszą to sobie w końcu uświadomić. Jest OGROMNA różnica między depresją a złym samopoczuciem / jesienną chandrą.

           
          • To tylko fraza, że też akurat do tego trzeba było się przyczepić…

            Zdaję sobie sprawę z tego, że depresja to choroba. Co w żadnym razie nie zmienia tego co napisałam powyżej. Nie napisałam przecież: „Miałaś złe samopoczucie, bo nie miałaś stałego zajęcia”.

             
          • glon

            Zwracam honor, nieco źle zrozumiałam komentarz. Niestety jestem przyzwyczajona, że ludzie raczej nie rozumieją jak wygląda depresja albo mają dziwne przekonania co do tej choroby. Akurat jeśli chodzi o brak zajęć i depresję to znam do doskonale, przez kilka miesięcy prawie nie wychodziłam przez to z domu, większość czasu przesypiałam albo leżałam w łóżku.

             
          • Nic dziwnego, większość osób nadal uważa, że depresja to fanaberia albo dla odmiany umniejszają znaczenie tej choroby. Stety albo niestety aż za dobrze poznałam „z czym to się je” 😉

            Wiem coś o tym. Regularne zajęcie bardzo pomaga nie myśleć zbyt wiele, ale czasem nawet to jest za mało.

             
    • Paulina Wnuk

      Ja też muszę pracować, nic mi z nieba nie spada przecież. I chyba nie przeczytałaś dokładnie – ja się nie zastanawiałam czy sobie zrobić kawę czy herbatę, tylko czy w ogóle mam wstać. Wiem czym jest ciężka praca i też miałam w swoim życiu takie etapy, że pracowałam po 12 godzin dziennie, a nawet zdarzało się więcej. To nie było życie, a pusta egzystencja, bo wracałam do domu i zasypiałam na siedząco, a o życiu osobistym mogłam pomarzyć. To też nie było zdrowe, ale ze wszystkim można się zmierzyć i zawsze trzeba próbować zmieniać siebie i to co dookoła na lepsze.

       
      • Beata

        rozumiem Cię nie miałam zdiagnozowanej depresji ale stany lękowe i adaptacyjne a to oznaczało że nie chcicło mi sie nic a wczesniej też aktywnie pracowałam ,,,,lenistwo nie ma tu nic do rzeczy ….ktoś kto pisze ze depresja jest z lenistwa jest lekko mówiąc niepowazny

         
        • Piotr Biernacki

          Sam pół roku nie wstawałem z łóżka i dalej się to za mna ciągnie, ludzie nie zrozumieją jak to jest wstać i nie móc nic zrobić, to już jest inwalidztwo, ciężkie.

           
    • Gdyby to był lek na depresję, to trzeba by było za niego płacić w aptekach.

       
    • disqus_NX5BTbufHQ

      Za dużo wolnego czasu nie ma nic wspólnego z depresją. Ja nie mam za dużo wolnego czasu. Codziennie chodzę do pracy, uczę się zaocznie, wieczorami mam próby a rankami zajęcia z języka… Wśród ludzi, zakładam maskę pod którą, przeraźliwie krzyczę. Gdy jestem sama, albo z osobą, która mnie dobrze zna… Zaczyna się kocioł. Depresja to nie tylko, leżenie w łóżku i patrzenie w sufit.

       
    • kakuka

      Utwierdzam się coraz częściej w przekonaniu, że nie każdy powinien umieć czytać!!! Ale jak już czyta i nie rozumie, to po co się wypowiada, ja pytam? Najgorsze, że myśli, że z sensem.

       
    • „I wiem co to znaczy mieć depresję, a miałam ją wtedy kiedy jak widać miałam za dużo wolnego czasu. Teraz kiedy muszę zapieprzać i harować codziennie po 10 godzin żeby dostać minimalną krajową, depresja mi przeszła,”
      Wiesz… Każdy człowiek jest inny i wcale przez to nie gorszy. Zazdroszczę Ci takiej ‚depresji’ bo w tym momencie ciśnie mi się na usta żeby napisać, że to były jakieś żarty a nie depresja skoro ‚wyleczyła Cię ciężka praca”. Nawet jeśli ktoś Ci ją zdiagnozował medycznie.
      Co inna głowa, to inaczej może się zepsuć, dobrze o tym pamiętać i wykazać się empatią – czyli próbować się wczuć w drugą osobę, zamiast ją oceniać.
      Dziwi mnie ilośc polubień Twojego komentarza, chyba świadczy o tym, że wciąż łatwiej jest oceniać i wartościować, niż rozumieć.

       
  • Martyna Skrzypczak

    Cieszę się, że jako popularna blogerka masz odwagę o tym mówić. Depresja „zjada” życie wielu ludziom, którzy nie potrafią się przynzać, że potrzebują pomocy. Mam nadzieję, że nigdy już nie wrócisz do stanów, jakie opisałaś w tym poście.

     
    • Paulina Wnuk

      Bardzo dziękuję. Wahałam się, czy powinnam o tym pisać, czy lepiej, gdy zachowam to dla siebie. Stwierdziłam jednak, że może ktoś to przeczyta, stwierdzi, że dotyczy to także jego i być może dzięki temu zrobi krok do poprawy swojego psychicznego zdrowia. Ja miałam taki impuls w postaci koleżanki, która opowiedziała swoją historię, a potem poleciła mi lekarza.

       
  • Kromek

    Znam to uczucie, mam tak na co dzień… mam nadzieję, że znajdę siłę. Uściski, pozdrawiam!

     
    • Paulina Wnuk

      Mocno trzymam za Ciebie kciuki!

       
  • Bardzo się cieszę, że zdecydowałaś się na ten krok i teraz Twój tydzień, a raczej Twoje myślenie wygląda całkowicie inaczej. W różnych okresach życia przychodzi nam borykać się z problemami, które czasem są zbyt duże na naszą głowę, a raczej sami nie potrafimy na nie spojrzeć z innej perspektywy, potrzebujemy osoby niezaangażowanej, żeby pomogła uświadomić nam rzeczy tak naprawdę oczywiste. Pamiętaj, zawsze i wszędzie, że jesteś cudowną, twórczą i bystrą osobą, która naprawdę wiele wnosi w życia innhych ludzi (mi zawsze poprawiają humor Twoje trafne spostrzeżenia i na pewno nie jestem sama!), a do tego masz cudownego synka i dla niego zawsze warto się starać 🙂 Trzymaj się ciepło i liczę, że będzie co raz lepiej i jeszcze lepiej 🙂

     
    • Paulina Wnuk

      Dzięki Aniu! Twoje komentarze to dla mnie zawsze takie miłe promyczki <3 🙂

       
  • Anna

    Depresja to choroba jak każda inna i może przytrafić się każdemu (to nie jest żadna fanaberia). Bardzo się cieszę że przestaje być wstydliwym tematem tabu.

     
  • Asia

    Dziękuję.

     
  • Kaśka

    Jesteś niesamowita, bardzo Cię podziwiam i obserwuję Twojego bloga od ponad roku. Nigdy nie powiedziałabym, że miałaś taki problem, ale to dowodzi tylko tego jak mocno udawało Ci się trzymać to w sobie. Fajnie, że tak się otworzyłaś i napisałaś o tym. Dzięki!

     
    • Paulina Wnuk

      Nie było widać, bo długo trzymałam to sobie, ale niestety przyszedł moment, że już sama nie dałam rady sobie z tym poradzić. Dziękuję za Twój komentarz.

       
      • Renata Kossak

        Paulino w koncu spotkaam kogos takiego jak ja-dziekuje ze jestes,zapraszam na mojego FB

         
  • www.today-ornever.blogspot.com

    Gratuluję!!! Zrobiłaś dla siebie najwspanialszą rzecz jaką mogłaś zrobić! Najtrudniejsze masz za sobą. Uświadomienie sobie, że to nie lenistwo, nie niechciejstwo, że to może być choroba. Dalej wyjście z tym z domu, decyzja o lekarzu, powiedzenie najbliższym-idę do psychiatry. A po wyjściu, z diagnozą, jaka by ona nie była, założę się-poczułaś wielkie uff. Najtrudniejsze masz za sobą, naprawdę!
    Jakąkolwiek otrzymałaś diagnozę, leki cokolwiek, wierz mi, teraz będzie lepiej.
    Pół roku temu też poszłam do psychiatry. Bo moje życie zaczęło się walić. Zrezygnowałam ze studiów, ze znajomości, z życia at all. Okazało się, że od roku cierpię na depresję. Dzisiaj jestem innym człowiekiem. Tym sprzed choroby. I chociaż nie wszystko wróciło do normy, wiem, że powoli, się ułoży. Trzymam za Ciebie kciuki! Super, że podzieliłaś się tym ze swoimi czytelnikami, naprawdę!

     
    • Paulina Wnuk

      Ja długo myślałam i tłumaczyłam sobie to tym, że przecież taka po prostu jestem. Bo to fakt, że jestem bałaganiarą i że wiele rzeczy robię na ostatnią chwilę i tak, jestem bardzo leniwa, ale gdy przez miesiąc nie mogłam się zebrać, żeby cokolwiek ugotować, wykonać pracę, czy po prostu wstać z łóżka i się ubrać, to wtedy wiedziałam, że tylko wizyta u lekarza będzie w stanie mi wyjaśnić to co się ze mną dzieję. Trzymam kciuki za Ciebie i wierzę, że też uda Ci się wszystko do końca poukładać. Tak naprawdę ważne jest to, żeby znaleźć dobrego lekarza i żeby po prostu się odważyć.

       
      • aga

        porównanie lenistwa do depresji to jak porównanie nocy do dnia….ktoś kto nie przezył depresji nigdy tego nie zrozumie:((

         
  • Aga

    Pierwszy raz ten potwór zjadał mnie cztery lata temu. trzepnęło porządnie. Nie wiedziałam co się działo, wielu rzeczy nie pamiętam, Spadanie , spadanie, spadanie. Smutek. Obojętność. Najchętniej spać i nie wychodzić z domu. Jeść byle co. W mieszkaniu bajzel. Praca dom praca dom. I znowu bum , psychiatra , piguły , miesiąc zwolnienia. Wygrzebałam się z tego po ponad pół roku.
    W tym roku od marca walczę, nie zjada aż tak mocno , nie ciągnie w przepaść, kąsa łagodniej. Ale nadal walczę, to już 10 miesięcy od pierwszej wizyty. Jest dużo lepiej.
    Trzymam kciuki. Za Ciebie i za siebie. nie damy się .
    Pozdrawiam Aga.

     
  • Zuza

    Nie wiem co psychiatra Ci zdiagnozowal/ zalecil, nie wiem czy czegos tutaj nie brakuje, ale z calym szacunkiem i sympatia dla Ciebie ten wpis obrazuje zniechecenie,lenistwo, przytloczenie codziennoscia, wypalenie. z takim czyms nie leci sie do psychiatry, tylko raczej do terapeuty. Na dluzsza mete nie ma cudownej tabletki, ktora pokoloruje zycie i sprawi, ze nam sie zachce, a leki odejda. Sama na depresje zachorowalam lata temu, w koncu bylo tak zle, ze trafilam do psychiatry. bylo to pare lat temu- gdy depresja wciaz byla stygmatem. Ciesze sie, ze dzieki otwartosci wielu osob tak byc przestalo, ale niepokoi mnie gdy teraz rozmawiajac z kims na ten temat slysze”wiesz, tez mi sie jakos nie chce, moze tez to mam?”. mam ochote wtedy krzyczec. przygnebienie i zniechecenie to nie depresja, ale ryzyko zignorowania pacjeta jest tak duze, ze lekarze byle komu przepisuja leki. i gdy teraz wspomne o swojej chorobie jestem traktowana jako ktos, kto po prostu w pewnym momencie byl przybity, z przymrozeniem oka, tez to mialem. rownowaga biologiczna mozgu jest bardzo delikatna i pochopne stosowanie lekow(mimo, ze wpierw po magicznych 2 tygodniach jest lepiej) moze miec dlugoterminowe powazne skutki. Nie wiem jaka jest Twoja historia i nie chce Cie oceniac po tak krotkim poscie, ale bardzo mnie on zaniepokoil. Mam nadzieje, ze poza lekami stosujesz tez terapie- sama przez lata ignorowalam, lub swiadomie omijalam ten temat, myslalam, ze depresji endogennej to nie dotyczy. Na szczescie trafilam na kogos, kto otworzyl mi oczy i mimo, ze wiem, ze z ta suka, depresja nigdy sie raczej na dobre nie rozstane to nauczylam sie z tym zyc i reagowac przy objawach nawrotow. Zycze Ci, zeby to byl jednorazowy epizod, zebys szybko i bez problemow mogla odstawic leki(oczywiscie we wspolpracy z lekarzem), zebys kiedys wspominala ten czas jako ksztaltujace doswiadczenie i bez ppzeszkod realizowala sie dalej. pozdrawiam 😉

     
  • J.

    wspieram 🙂

     
  • Agata Piętak

    Rozumiem Twój problem, przede wszystkim jako druga strona. W moim domu rodzinnym mieszka Depresja. Będzie już ze 20 lat, jak tak z nami mieszka. Ostatnio, parę lat temu się uspokoiła, ale zbiera, suka, ogromne żniwo. Męczy się chora osoba, ale też jej otoczenie.
    Wbrew temu, co przeczytałam w komentarzach – nie jest to choroba leniwców, którzy mają za dużo czasu. Można mieć też za dużo na głowie, żeby przytłoczyła.
    Bardzo jestem jednak w temacie przeczulona i nie lubię, kiedy ktoś chwilowy spadek formy nazywa depresją. Depresja jest chorobą, której nie da się wyleczyć bez wizyty u lekarza. Psychiatra z psychotropami to jedno (widzę, jakie sieją zniszczenie w mózgu u najbliższej mi osoby), ale psycholog! Psycholog czyni nieocenione cuda!
    Tulam.

     
  • kat

    Dzięki za tego posta. Pamiętam jak kilka miesięcy sama gapiłam się w sufit mając niby wszystko w życiu ok – miłość, przyjaźń, fajną rodzinę, pracę, którą lubię. A gapiłam się w sufit i bałam się wstać rano. I miałam tylko przeświadczenie, że to nie jestem ja, ja się tak nie zachowuję. I jak czytam te komentarze „tak nie wygląda depresja/to lenistwo” to… Po prostu nie życzę nikomu takiego stanu. Depresja to straszna suka. Życzę siły 🙂

     
  • shade

    Dziękuję za ten wpis. Jest odważny, potrzebny i ludzki. Pokazałaś inny, ważny kawałek siebie, wystawiłaś go na widok publiczny, bo chciałabyś pomóc innym – i ja to bardzo doceniam i szanuję. Zerknęłam na komentarze… Widzę, że osiągnęłaś cel. Gratulacje.

    Widzę też niestety parę wypowiedzi w innym tonie, dlatego proszę tylko pięknie, autorko bloga, żebyś nie brała do siebie niektórych wypisywanych bzdur. (Wiem, łatwo się mówi „nie przejmuj się”, nawet sam człowiek mówi „mam to w dupie”, czy że się już przyzwyczaił, a jednak ciągle czasem jakoś zaboli). Przesyłam pozytywne myśli.

     
  • Gość

    Z całym szacunkiem dla choroby, ale ten wpis taki… słaby. A Twojego chłopaka nie dziwiło, że coś jest nie tak? Poza tym, to ludzie przestają po pewnym czasie do Ciebie pisać i pytać, więc mam wrażenie, że to trwało tydzień lub dwa u Ciebie 😉 A do psychiatry niesamowicie rzadko osoba z depresją się zgłasza z własnej chęci…..

     
    • Paulina Wnuk

      Ani nie napisałam co mi dolegało, ani jak długo to trwało, ani czym było spowodowane, ani co zmotywowało mnie do pójścia do lekarza, więc skoro nie możesz tego ocenić, to jedyne co tu jest słabe, to Twój komentarz.

       
      • Gość

        Tytuł sugeruje, że poszłaś, bo tak wyglądał Twój dzień… Może warto zmienić tytuł więc?

         
        • Paulina Wnuk

          Tak wyglądały moje tygodnie (we wpisie po „niedzieli” znowu następuje poniedziałek i zdanie zakończone wielokropkiem sugeruje powtarzalność). Pójście do lekarza jako sama wizyta to jedno, a motywacja do tego, żeby to zrobić, to drugie. Poza tym nigdzie nie napisałam, że choruję na depresję, tylko że poszłam do lekarza. Problemy ze zdrowiem psychicznym miałam przez wiele miesięcy i oczywiście nie każdy mój tydzień wyglądał w ten sposób. Ten wpis jest tylko METAFORĄ, tym jak widzę to z perspektywy czasu.

           
  • lux

    Niektóre komentarze poniżej aż mnie wykrzywiają. Ludzie, nie porównujcie czyjejś choroby ze swoim własnym stanem! Depresja depresji nierówna. Czy ma się napięty grafik, czy sytuację gdzie akurat jesteśmy w takim punkcie życia, że mamy sporo wolnego czasu, depresja jest nadal poważnym zaburzeniem. Istnieje opinia, że im bardziej pracujemy, gonimy tym mniej o tym myślimy i po części to prawda, ale jeśli ktoś większość czasu pracuje stacjonarnie, to nie znaczy, że „ma za dużo wolnego czasu” i staje się leniwy co ‚myli mu się z depresją’.
    Ja właśnie tak pracuję, jestem grafikiem i większość zleceń wykonuję w domu, do tego kończę magistra więc czasem jeszcze muszę zawitać na uczelni, dodatkowo pracuję 3 razy w tygodniu w firmie i wieczorami spędzam czas na ćwiczeniach – ktoś mógłby powiedzieć, że idealnie mi się trafiło i powinnam się cieszyć. I cieszę się, ale kiedy są tygodnie zastoju a sprawy trzeba pozałatwiać to też zastanawiam się, jaką w ogóle mam motywację żeby wyjść z łóżka. Kiedy trafiają się tygodnie gdzie zapieprzam jak osioł ten problem NADAL zostaje bez zmian. Więc nadganiam ze wszelkimi obsuwami po nocach, bo i tak spać nie mogę często do 2-3 w nocy. I rano koło się zamyka.

    Robię rzeczy dla siebie, jakimś cudem wywiązuję się ze swoich zobowiązań, ale problem mentalny i wszelkie ‚przegadane’ myśli pozostają. I wygląd mojego grafiku naprawdę nie ma większego znaczenia, nigdy nie wiadomo kiedy człowiek poczuje się jak wrak.
    Więc licytowanie swoich stanów nie ma najmniejszego sensu. A słowa w stylu „Nie miałaś depresji, byłaś po prostu leniwa” są najwyższym stopniem ignorancji. Tak to się zaczyna, że człowiek sam już nie wie czy zrobił się leniwy czy coś jest z nim nie tak, a kończy się na tym, że już nawet wejść pod prysznic nie ma siły. Kiedy masz chory umysł, masz chore wszystko.
    Dodam jedynie, że ja osobiście nie cierpię na przewlekłą depresję, a Hypomanię, co również jest niesamowicie wycieńczające momentami, bo już człowiek myśli, że zmienił nastawienie, jest dobrze…a potem życie znów przychodzi i daje kilofem w łeb.
    Ale takie to są czasy, smutne czasy. Depresja, chandra, czarne chmury – coraz więcej osób się z tym zmierza, dzieci i dorosłych.

     
  • GF

    Witam, natrafiłem na ten wpis (jak i całego bloga) zupełnie przypadkowo. Długo zastanawiałem się czy w ogóle coś napisać jednak… po prostu nie mogę milczeć. Z całym szacunkiem do Ciebie, ale to co opisałaś w tym poście nie ma nic wspólnego z prawdziwą depresją. Dlaczego? Nie ma tutaj ani miejsca, ani czasu żeby się dłużej rozpisać. Opisałaś tylko jeden tydzień, aby stwierdzić depresję, stan wysokiego obniżenia afektu musi występować bez przerwy minimum 3 miesiące, po za tym przy depresji bardzo często (prawie zawsze) występują objawy dodatkowe np. lęki, fobie czy bezsenność. Zapomniałaś też chyba najważniejszego, jakie leki przepisał Ci lekarz, jakie dawki. To co opisałaś niczym nie przypomina stanów depresyjnych a raczej zaburzenia osobowości, gdzie podstawą jest leczenie psychoterapeutyczne a farmakologia jest dodatkiem. Dlaczego tak twierdzę? Jeśli chcesz poznać moją historię napisz do mnie.

     
    • Paulina Wnuk

      Prawdziwa depresja? Nigdzie nie napisałam, że choruję na depresję, więc ciężko jest mi się odnieść do tego co napisałeś. Niemniej, chętnie poznam Twoją historię, jeśli zechcesz się nią ze mną podzielić.
      Podkreślałam już w innych komentarzach, że ten wpis to METAFORA, nie opis mojej choroby, ani jej przebiegu, bo jak już pisałam nigdzie nie wspominałam na co choruję, jakie leki biorę/brałam, ile czasu chodziłam do psychiatry i ile czasu trwało moje leczenie. Co z mojego postu wynika? Nic. Tylko tyle, że każdy może się zmagać z jakimiś problemami. Nawet osoby, po których pozornie tego nie widać.

       
    • glon

      Myślę, że psychiatra umiał postawić odpowiednią diagnozę i na pewno ocenianie przez internet po jednym wpisie czy ktoś ma „prawdziwą depresję” (co to ma w ogóle znaczyć?!) jest zupełnie pozbawione sensu. Poza tym Paulina napisała to w taki sposób, że widać (choć chyba część osób tutaj ma z tym problem), że opisała jedynie schemat jak przebiegały jej dni, jakie myśli ją dręczyły. Nie napisała nigdzie jak długo to trwało, a sama końcówka wpisu przecież sugeruje powtarzalność tego schematu. Mam do czynienia z depresją od 16. roku życia i zupełnie nie zgadzam się z twoim stwierdzeniem, że to, co napisała nie przypomina stanów depresyjnych. Poza tym nawiązując do zaburzeń osobowości, to depresja często występuje z nimi w parze. Leczenie zależy już od podejścia, znam masę przypadków, gdzie przy zaburzeniach osobowości stosuje się jedynie farmakoterapię.

       
    • IceQueen

      A ja się nie zgodzę z tym, że lęki i fobie albo bezsenność zawsze występują w depresji. Długo nie przyjmowałam do wiadomości tego, że mogę potrzebować pomocy kogoś z zewnątrz i że to może być depresja. Przecież w miarę normalnie funkcjonowałam. Chodziłam do pracy – może nie codziennie na 8 bo wstać było ciężko ale mimo wszystko ostatkiem sił zwlekałam się z łóżka i byłam w stanie się zmobilizować do działania. Jedyne co mnie zaniepokoiło to trudności ze wstawaniem, niechęć do kontaktów nawet z najlepszymi przyjaciółmi i brak zadowolenia/radości wewnętrznej z czegokolwiek. Owszem – uśmiechałam się, śmiałam, ale to nie było coś co płynie z głębi serca. Poszłam do lekarza. Dostałam jakieś tabletki i nawet zastanawiałam się czy na pewno chcę się pakować w jakieś „wspomagacze” farmaceutyczne. I powiem szczerze, że nawet przez myśl mi nie przeszło że to może być tak skuteczne. Odczułam ogromną różnicę w swoim życiu odkąd zaczęłam się leczyć na depresję. Potrafię się cieszyć z różnych rzeczy tak jak kiedyś i znów jestem tą samą osobą którą byłam kiedyś. Bardzo mnie cieszy ten powrót do stanu normalności.
      I moim zdaniem to pokazuje, że depresja u każdego może przebiegać inaczej. I że nie zawsze musi paraliżować caluteńkie życie. Czasem po prostu pozbawia nas radości. Widzę u siebie ogromną różnicę i cieszę się że postanowiłam się leczyć. Żałuję jedynie że tak późno bo wiele miesięcy męczyłam się sama ze sobą

       
  • Alicja

    Wiem czym jest depresja aż za dobrze, nie można jej ubrać w słowa tak, by każdy zrozumiał. Próbujesz opisać czy podzielić się z kimś, dostajesz wsparcie z jednej, z drugiej plaskacza słowem „leniwcze”. Czy to Twoja wina, czy wina słowa, które nie ogarnia? A może umysł, który nie wyobraża sobie? Nie empatyzuje? Nie ważne, ważne – że świadomość zaiskrzyła i poszła za ciosem. Warto po tę kawę wstać. Za każdym razem. Pozdrawiam Cię serdecznie! Gdynianka.

     
  • Renata Kossak

    Dario! to TY nie mialas depresji….czlowiek w depresji nie ma SILY NA NIC…. TY mialas dola…

     
  • Renata Kossak

    PIERWSZY RAZ ZACHOROWALAM NA DEPRESJE W 1995 ROKU,w ostatnim momencie dzieki mojej siostrze trafilam do lekarza….potem depresja wracala jak bumerang kiedy zmarla moja corka i w innych traumatycznych okolicznosciach,rok temu trafilam na swietna terapie grupowa i indywidualna -polecam! Dzisiaj umie cieszyc sie zyciem,choc nie na 100% ale wszystko przede mna mam nadzieje.Mam 57 lat:)

     
  • Basia

    Moja siostra, która dodatkowo studiuje psychologię, przekonuje mnie, że najlepszym lekarstwem na depresję, jest: wziąć ścierkę do podłogi i ją umyć. Biedni ci, którzy trafią do niej jako pacjenci. Niestety tak się dzieje, że ludzie wybierają psychologię, aby sobie pomóc. Jeżeli nie potrafią sobie pomóc, to czy potrafią pomóc osobom chorym na depresję? Wątpliwe. Bardzo wkurzył mnie post Darii. To jest to samo myślenie, jakie prezentuje moja siostra. Znam więc to z autopsji. Często depresja jest wynikiem zaburzeń serotoniny w mózgu i to trzeba leczyć. Leczę się od siedmiu lat. Mam różne fazy: intensywnie pracuję, potem nie jestem w stanie nic pożytecznego zrobić, bo nie mam siły. Teraz po dwóch tygodniach intensywnej pracy choruję i nie mam siły na nic. Trzeci dzień próbuję przygotować się do kolejnego projektu i mam pustkę w głowie. Trzeci dzień czas przelatuje mi między palcami i to powoduje jeszcze większy stres. W nocy śnią mi się koszmary, choć od siedmiu lat łykam też tabletki na lepszy sen. Zastanówcie się, czy ktoś, kto jak Paulina, przyznaje się do depresji musi czytać Wasze wynurzenia na temat tej choroby? Jeżeli nie chorowaliście, nie macie pojęcia o czym piszecie. To jest po prostu nieludzkie. Nie osądzajcie mnie, nie szukam u Was pomocy ani współczucia.

     
  • Kapciuszek

    Znalazłam się tu zupełnym przypadkiem, w sumie to nawet nie wiem jak zebrałam siły na to żeby włączyć komputer i poszperać w internecie, a tu proszę, jaka miła niespodzianka. Kto by pomyślał, że ten przypadkowo znaleziony wpis tak zupełnie przypadkiem mnie zmotywuje. Czytając go, miałam wrażenie że przyglądam się w lusterku powiększającym. Zabolało. Jutrzejszy poniedziałek będzie chyba nowym poniedziałkiem. Anioły jednak istnieją.

     
  • Depresja jest trudna do ogarnięcia. Czasem ciężko jest wychwycić jej symptomy. W sumie to nawet lepiej czasem jak nas powala z nóg i tracimy ochotę na cokolwiek. Gorzej jak zasuwamy od świtu do nocy i niby mamy energię ale to są tylko pozory. Ważne jest uświadamianie ludziom, że depresja istnieje i to, że czasem człowiek nie ma ochoty wstać z łóżka to żadne lenistwo. Pozdrawiam.

     
  • Widzę, że ten problem dotyka wielu ludzi. Ja u psychiatry nie byłem, jednak doświadczyłem podobnego schematu, który nazywał się, nic mi się nie chce. Kilka miesięcy takiego leniuchowania sprawiło że poukładałem sobie wszystko w głowie i przyszedł dzień, w którym mi się chciało. Był to jeden z tych dni, które zapamiętam do końca życia. A skoro depresja dotyka nawet te bardzo optymistyczne osoby, z radosnym nastawieniem do życia, oznaczać to może jedno – jest do czegoś potrzebna ;-). Cieszę się, że wróciłaś do żywych 😉

     
  • A ja powiem tylko tyle, że uwielbiam gdy ŻADEN krytyczny i negatywny komentarz nie jest podpisany imieniem i/lub nazwiskiem, tylko nickiem 🙂

     
  • Patrycja Karbowska

    czuje sie, jakbym czytalam wlasny pamietnik… tez wlasnie probuje wygrzebac sie z tego marazmu… ale po roku – chyba znow nadchodzi kryzys 🙁 pisz koniecznie, jak Ci idzie, jak sobie radzisz, jakie masz sposoby, by zmienic cos na lepsze. na pewno osob, ktore chetnie o tym poczytaja, jest wiecej!

     
  • xoxo

    Ososbiście uważam,że wpis jest lekko mówiąc bez…. sensu. Owiane jest tajemnicą na co chorowałaś,jak długo, co Cię skłoniło do pójścia do lekarza? Jaki jest więc sens pisania o tym? Z perspektywy czytelnika można to odebrać jako brak zajęć/ obowiązków w ciągu dnia. Powodzenia

     
    • Bo moim celem nie było zwierzanie się z tego co mi dolegało, ale podkreślenie, że jeśli czujemy, że coś jest z nami nie tak, to warto wybrać się do specjalisty. Wiem jak wiele osób tego unika, boi się, czy po prostu wstydzi. Gdybym chciała pisać o przebiegu mojej choroby i leczenia, to bym to zrobiła. Na tamten moment, gdy pisałam ten wpis, był on dla mnie ważny, żeby przyznać się przed innymi, że leczyłam się u psychiatry. Nie będę teraz tłumaczyć dlaczego. Pytanie ode mnie – dlaczego nie podpiszesz komentarza imieniem i nazwiskiem?

       
  • Anna Cziken

    Paulino, trafiłam tu dzięki przekierowaniu z posta, który wrzuciła Kasia z cookitlean… Zupełnie jakbym czytała o sobie… Teraz jest trochę lepiej i w tygodniu wstaję choć nadal jest mi ciężko… ale najgorzej jest w weekendy…Budzę się i leżę do oporu…dopóki faktycznie nie muszę wyjść gdzieś np. na obiad do rodziców chłopaka… Nie robię nic bo chcę, a bo muszę i bez tego muszę nie umiem funkcjonować…

     
0 shares