Cel jest na końcu każdej drogi

kKvwBPaT9ucgomTWSQx9_switzerland-photo

Przez długi czas miałam problem z tym jak oddzielić marzenia, pragnienia i potrzeby. Wszystko zlewało się w jedną całość. Z jednej strony miałam w sobie głęboką potrzebę stabilizacji, porzucenie codziennych zmartwień i problemów. Myślałam: „marzę po prostu o tym, aby świat się na chwilę zatrzymał”. Miałam na myśli to, że moje problemy przerastały mnie i jedyną rzeczą, o której marzyłam był święty spokój. Jednak z czasem zrozumiałam, że nie o to w marzeniach chodzi. Zaczęłam rozumieć różnice między pragnieniami wynikającymi z konieczności, a tymi które są po prostu moim wyborem.

Wydaje mi się, że do celu docieram zawsze jakby przez przypadek. Splot wydarzeń, napotkanych ludzi i sytuacji, które się pojawiają – to wszystko pozwala mi jakoś zdobywać kolejne szczyty, ale mam wrażenie, że to ciągle za mało. W ciągu ostatniego roku zmarnowałam bardzo dużo czasu, straciłam wiele okazji, zlekceważyłam kilka możliwości. Czy jestem zła na siebie z tego powodu? To trochę tak jak z promocją w sklepie na ulubioną czekoladę. Nie zdążyłam kupić jej w lepszej cenie, mogłam coś mieć, a nie mam. Jest mi trochę żal. Jednocześnie mam do siebie dużo dystansu i czasami traktuję siebie zbyt ulgowo. Próbuję tłumaczyć swoje wady i niedociągnięcia, bo ogólnie brakuje mi motywacji do aktywności. Błędnie oceniam swoje możliwości, więc realizacja moich celów opóźnia się, efekty często mnie nie zadowalają.

Postanowiłam (zbyt duże słowo). Będę starała się w tym roku nauczyć się konsekwencji i tego jak nie utrudniać sobie samej docierania do własnych celów, marzeń i pragnień. Pomyślicie pewnie, że jak to możliwe, żeby samemu sobie rzucać kłody pod nogi – to nie tylko możliwe, ale podobno nawet bardzo częste. Nigdy nie jest tak, że jak mam przed sobą wizję czegoś bardzo ważnego, to rzucam wszystko inne i biegnę w kierunku tego co na horyzoncie. Przyłapałam się na tym, że często robię wszystko, aby moje marzenia odłożyć na bok i zajmuje się milionem innych rzeczy. Myślę sobie, że przecież się nie pali, zdążę milion razy, a oczywiście jak się pewnie domyślacie rzadko kiedy jestem dobrze przygotowana i zawsze robię wszystko na ostatnią chwilę. Do tej pory próbowałam to przekręcać w pozytywną stronę. Myślałam – uff, zdążyłam… na ostatnią chwilę, ale jednak się udało. Teraz zaczęło mi to przeszkadzać.

W 2015 roku stawiam na swój osobisty rozwój, poprawę siebie, walkę ze swoimi słabościami. Będę się mierzyć ze swoimi słabymi punktami i eliminować je krok po kroku. Będę więcej planować, robić jak najmniej tzw. partyzantki. Pewnie przejdę też na dietę, ale nie dlatego, że nowy rok zobowiązuje do takich postanowień, ale dlatego, że chcę się czuć ze sobą jeszcze lepiej i bardziej zadbać o swoje zdrowie.

Bez zmian pozostawiam radość z drobiazgów i dostrzeganie nawet małych pozytywnych rzeczy. Rzadko zdarza mi się marudzić i mam nadzieję, że ten rok nie przyniesie mi wielu powodów do narzekań. I nadal będę „kolekcjonować” momenty, wspaniałych ludzi i piękne miejsca.

Życzę sobie, żeby ten rok był dobry. Albo nie. Życzę sobie, żeby ten rok był wspaniały, a ja żebym była jeszcze bardziej zajebista 😉

I na koniec noworoczna piosenka. Co prawda tekst sugeruje, że chodzi o jakieś silne uczucie do ukochanej osoby, ale ja proponuję stanąć przed lustrem i „The time is now” zaśpiewać do siebie samej 😉

 
Tagi: , ,

Related Posts

by
Previous Post Next Post
  • Czego i ja Tobie (i sobie) życzę 🙂 U mnie też szykuje się rok pełen zmian 🙂 Złożyłam wypowiedzenie w pracy, wracam na freelance, odpimpowuję na maksa bloga i to co się na nim i wokół niego dzieje, startuję z mega projektem (na samą myśl się jaram), zaczynam realizować kolejne punkty z mojej Bucket List. Nie widzę innej możliwości, jak to, by ten rok był zajebisty 🙂

     
  • Joanna Glogaza

    Wszystkiego dobrego Paulina, trzymam mocno kciuki, też planuję unikać partyzantki bo oprócz tego, że mam wrażenie, że kiedyś się jednak nie uda, to jeszcze strasznie jest wyczerpująca. Uściski!

     
  • Piękne słowa. Oblizałam się ze smakiem 🙂

     
  • Ola

    Jakby trochę o mnie. Zwłaszcza ten fragment o kłodach. Należę do tych, którzy nigdy nie idą prostą, łatwą drogą tylko lubią sobie wszystko utrudniać. Dzięki za ten tekst 🙂 poprawił mi trochę humor 🙂 Pozdrawiam!

     
0 shares