„Jeśli chcesz, aby w ogrodzie zakwitły piękne kwiaty, najpierw musisz pozbyć się chwastów.” – przeczytałam ostatnio na blogu Michała Pasterskiego. Pozbycie się bolesnego ciężaru w postaci wspomnień jest bardzo trudne. Jest to praca na lata, ale w mojej opinii jedynym wyjściem, aby móc zacząć żyć swobodnie, jest przepracowanie wszystkiego co drażniące.

Mając kilka, kilkanaście lat prowadziłam pamiętniki. Spisywałam wszystkie myśli, przelewałam na papier cały swój żal, wszystko co było dla mnie przykre i męczące. Te rzeczy nabierały wtedy innego wymiaru. Mogłam się z nimi zmierzyć, przeczytać jeszcze raz i wyśmiać je, albo przekreślić słowa, czy podrzeć kartki na setki małych kawałeczków. Pozbyć się tego co było dla mnie złe. Myślę, że wielokrotnie właśnie te spisywanie myśli dało mi możliwość nabrania odpowiedniego dystansu. Prowadzenie pamiętnika był jednym z tych kluczowych doświadczeń, które konstruuje i decyduje o wszystkim.

Z czasem jednak przestałam to robić. Nie miałam czasu na prowadzenie mojej własnej „myśloodsiewni”. Spisywanie bieżących spraw było prostsze, niż grzebanie we wspomnieniach. Nie wszystkie przecież są zalane tęczą, kwiatkami i serduszkami. Na myśl o niektórych coś pęka i boli. Gdzieś tam zaczyna kłuć i ściskać w gardle. Następuje rozgrzebanie ran i ekshumacja przykrości. Wracając pamięcią do złych rzeczy w ciągu kilku sekund można przenieść się z raju do piekła. Przez to nie da się przejść gładko z uśmiechem na twarzy, ale trzeba uświadomić sobie co trwa, a co przeminęło.

Życiowy scenariusz jest różny dla każdego człowieka. Możesz źle wspominać poprzedni związek, cierpieć z powodu kiepskiego dzieciństwa, czy własnych błędów popełnianych w przeszłości. Możesz żyć w cieniu tych wydarzeń, ale nie musisz. Ja jestem na mojej drodze do wyrzucenia ze swojego życia przykrych wspomnień. Próbuję pracować nad tym, żeby myśli o przeszłości nie zdominowały mojego teraźniejszego życia. Nie jest to proste. Powiem więcej – to prawie niemożliwe. Tworzę fikcyjne scenariusze, w głowie zmieniam fakty i kreuję swoje życie na nowo. Żałuję, że nie mogę zmienić pewnych rzeczy, a potem układam to w głowie. Podobno ludzki umysł spędza 70% czasu na odtwarzaniu wspomnień oraz tworzeniu scenariuszy doskonałych chwil. W moim przypadku się to sprawdza.

Ja w tej chwili wracam do pisania osobistego pamiętnika. Muszę przyznać, że jest to bardzo ciężkie. Czasami po spisaniu kilku wspomnień zdarza mi się płakać, innym razem nie mogę zasnąć przez kilka godzin. Jednak z każdym słowem, każdym zdaniem, czuję się lżej. Zaczyna się pojawiać ten dystans o którym napisałam. Każdy z nas inaczej może radzić sobie ze złą przeszłością, ale uniwersalną radą jest to, aby nie spychać wszystkiego na bok, bo prędzej czy później wszystko do nas wróci. Nie ważne jak głęboko ukryjemy to co sprawia przykrość.

Jak (spróbować) poukładać przeszłość i jak sobie z nią poradzić? Od czego zacząć?

1. Nabierz dystansu do złych wydarzeń z Twojego życia.

Spisz wspomnienia, zapisz wszystkie emocje, które temu towarzyszą. Przeczytaj je kilka razy, tak jakbyś czytał książkę. Spróbuj nazwać to co czujesz. Jesteś wściekły? Rozgoryczony? Masz żal? Uświadom sobie swoje emocje.

2. Pamiętaj, że przeszłość, to nie przyszłość

Znajdź drogę swoich emocji, zrozum jak powstały. Nie możesz oceniać siebie przez pryzmat tego co działo się kiedyś. Czasami błędów nie da się uniknąć, ale prawie zawsze można potraktować je jak lekcje na przyszłość. Wyciąganie wniosków to proces, który wymaga poświęcenia, ale jeśli chcesz pozbyć się balastu, warto nad tym pracować.

3. Zacznij myśleć o sobie w czasie teraźniejszym

Czy zawsze chcesz żyć w cieniu przeszłości? Czy chcesz ciągle wspominać i przeżywać na nowo? Każdy powrót do bolesnych wydarzeń wiążę się z ogromnym ładunkiem emocji. To wszystko ma ogromny wpływ na fizyczny i psychiczny dobrobyt człowieka. Powoduje frustracje, złość, gniew, a często też smutek, żal i współczucie. Pamiętaj, że czasami istnieją pytania bez odpowiedzi. Z tym po prostu trzeba się pogodzić

4. Skorzystaj z pomocy psychologa lub terapeuty

Czasami dobrym wyjściem jest spojrzeć na nasza sytuację oczami drugiej osoby. Pomoc psychologa pozwala zrozumieć procesy, które towarzyszą próbie porządkowania bałaganu z przeszłości. Pamiętaj, że pójście do psychologa to nie wstyd. Warto zadbać o swój stan emocjonalny i w razie potrzeby skierować się po pomoc do specjalisty.

Wiem, że każdy z nas się różni. Niektórzy przeżywają mocniej, a inni mają mniejszą wrażliwość. Nie jestem psychologiem, ale mam bagaż doświadczeń i kilka lat osobistej pracy nad sobą i nad tym, żeby nie powielać błędów, o które otarłam się i których doświadczyłam w przeszłości. I mam wewnętrzną potrzebę dzielenia się z Wami moimi refleksjami na wiele tematów. Teksty takie jak Dlaczego poszłam do psychiatry i Czego dowiesz się o sobie, jeśli jesteś gruba to w zasadzie dopiero początek tego co tu się znajdzie. Przez długi czas myślałam, że brakuje mi jaj, żeby pisać o przykrościach i grzebać w niemiłych tematach często wskazując na to co mnie kiedyś spotkało. Teraz rozumiem, że to ważne, aby nadawać pewnym sprawom odpowiedniego znaczenia.

 
  • Punkt trzeci jest dla mnie szczególnie ważny.

     
  • To prawda, często zamiast myśleć o tym co tu i teraz, rozgrzebujemy to co było i na co nie mamy już wpływu. Niby idziemy do przodu, jednak z twarzą zwróconą ku przeszłości.

     
  • Diana Cloudlet

    I like this post in your blog! You did a great job!
    Can’t wait to see the new one!)

    Diana Cloudlet

    http://www.dianacloudlet.com/

     
  • Ostatnio coraz częściej odnoszę wrażenie, że każdy (a przynajmniej zdecydowana większość) ludzi, która pisze blogi, miała jakieś problemy w przeszłości. Gdzie bym się nie odwróciła, na jaką stronę nie weszła, trafiam wyznania ludzi z wyciąganymi „trupami” z szafy. Zastanawiam się, na ile to przypadek, a może faktycznie głównie tacy ludzie mają potrzebę uzewnętrzniania się? Potem zaś przypominam sobie, że „ciągnie swój do swego”, więc może trafiam na to nie przez przypadek? 🙂

     
    • O rany, dopiero teraz znalazłam ten komentarz!
      Masz rację, coś jest w tym co napisałaś 🙂 Również znam wiele osób z blogosfery, które mają lub miały jakieś problemy w swoim życiu. Często to właśnie z tymi osobami mam najlepsze kontakty. Potrzeba uzewnętrzniania moim zdaniem jest silniejsza u tych osób, które mają za sobą dużo bolesnych doświadczeń. To chyba jest coś w rodzaju „naturalnej odporności”, bo podświadomie chcemy walczyć z tym co nas męczy i szukamy odpowiedzi oraz próbujemy jakoś pozbyć się problemów właśnie poprzez spisywanie ich.

       
      • Uzewnętrznianie się czy to w postaci bloga czy pisanego do szuflady pamiętnika czy też rozmowy z np. psychologiem, to całkiem dobra forma terapii. Jeśli oczywiście potrafimy to zrobić prawidłowo i z nastawieniem na pomoc przede wszystkim sobie 🙂

         
  • Piszę pamiętnik od kilku lat i potwierdzam, że jest to naprawdę pomocne. Na ogół całkiem nieźle radzę sobie ze swoimi emocjami, ale tak czy siak przelanie ich na papier sprawia, że nabieram do nich więcej dystansu i zaczynam analizować na chłodno to, co czuję.

     
    • Mi to również bardzo pomaga, choć przyznam, że mam z tym większy problem, niż kiedyś. Jednak lubię patrzeć na moje wspomnienia z perspektywy czasu, przypomnieć sobie co wtedy czułam i zastanowić się ogólnie nad jakimś konkretnym wydarzeniem.

       
  • Monika

    „Próbuję pracować nad tym, żeby myśli o przeszłości nie zdominowały mojego teraźniejszego życia. Nie jest to proste. Powiem więcej – to prawie niemożliwe. Tworzę fikcyjne scenariusze, w głowie zmieniam fakty i kreuję swoje życie na nowo. Żałuję, że nie mogę zmienić pewnych rzeczy, a potem układam to w głowie. Podobno ludzki umysł spędza 70% czasu na odtwarzaniu wspomnień oraz tworzeniu scenariuszy doskonałych chwil. W moim przypadku się to sprawdza.”
    Czyli nie tylko ja….
    Ale czasem mam wrażenie, że zwariuję od tego. Staram się odpychać te myśli, nie pisać nowego i nowego scenariusza, ale to przychodzi samo, nagle. Nie grzebie się masochistycznie we wspomnieniach, chcę się od nich uwolnić, ale one nie chcą się odciąć ode mnie. One żyją we mnie jak robak, drążą coraz nowsze tunele do moich emocji i nie dają odpocząć.
    Miałam się za silną, myślałam, że dam radę, że wszystko się ułoży w mojej głowie, jak pozbędę się problemu..
    Złe minęło w końcu, a ja zamiast czerpać teraz radość z życia, to zapadam się w otchłań wspomnień, jakby na złość nowemu szczęściu.
    Praca nad tym jest strasznie trudna, chyba potrzebuję wsparcia. Tylko, że nadal nie chce do końca pozwolić komukolwiek na wniknięcie w moje wspomnienia.
    Upycham je , zadeptuję, nie chcę , aby wyszły, bo rana tryskała by krwią, że tak patetycznie powiem. A nie chcę się wykrwawiać, nie mam już na to siły.
    Pewnie jak kiedyś się w końcu wydobędą , to mogę mieć poważniejszy problem.
    Na razie jednak udaję, że jest ok….