„Jestem gruba, mam dość życia”

tumblr_no743cp7lV1teue7jo1_1280

Spasiona, słoń, spuchnięta, nadmuchana, baleron, gruba berta, maciora, spaślak, wieloryb, waleń, morświn, świnia

Miesiąc temu poprosiłam, aby dziewczyny, które należą do mojej fejsbukowej grupy motywacyjnej wypełniły krótką ankietę. Do stworzenia tej ankiety „zainspirowały” mnie hasła poprzez które można trafić do mnie z Google. Oprócz standardowych typu „kremowe piwo” i „kuchnia filmowa”, których co miesiąc w statystykach jest pełno, od dawna widzę jak wiele osób trafia do mnie poprzez bardzo przykre zwroty.

dogrubej

To jest właściwie tylko niewielka część, ale najgorsze z nich typu „mam dość życia, jestem gruba” powtarzają się miesięcznie kilka, czasami kilkanaście razy. Ankieta miała określić czy kobiety kiedykolwiek spotkały się z niemiłym zachowaniem ze strony obcych, ale również bliskich osób. Ale także to w jaki sposób siebie postrzegają, czy mają wsparcie w swoich bliskich oraz jak wygląda ich samoakceptacja. Wiele z tych kobiet, napisało w ankiecie, że przez swoją sylwetkę czują się gorsze, myślą, że nic nie osiągną, że są słabe i nieatrakcyjne. Krytyka z jaką podchodzą do siebie jest ogromna. Co ma zrobić słaba psychicznie osoba, która tak źle o sobie myśli, a jeszcze do tego spotyka się z krytyką otoczenia? Zwroty, które znajdują się na samym początku tego postu, to również odpowiedzi ankiety. To określenia jakimi kiedykolwiek zostały nazwane. Grube osoby codziennie spotykają się z nienawiścią. Standardem jest nazwanie kogoś tłustą świnią czy obleśnym spaślakiem.

Dlaczego inność jest tak kontrowersyjna? 

Media stale pokazują, że ciało jest walutą. Ciało jest towarem, które musi być jak najlepszej jakości, aby mogło przynieść jak największy zysk. Od dziecka wbija się małym dziewczynkom do głowy, że muszą być szczupłe i zgrabne, bo jeśli tylko będą odstawać od większości, to automatycznie ich wartość się obniży.

Życiem kierują skrajności, nienawiść i zazdrość. Ja nienawidzę jednej rzeczy – tego, że zamiast wyciągnięcia ręki czasami wolimy podstawić komuś nogę. 

Widzicie u góry hasło „co zrobić, gdy jest się grubym i chce się, żeby ktoś Ci pomógł”? Dlaczego widząc swoją grubą koleżankę wolisz pomyśleć o niej „spaślak”, zamiast zaproponować jej wspólny trening? Przecież wzajemna pomoc jest taka prosta. To drobiazg, a dla kogoś może być zalążkiem motywacji. Małą iskrą, która spowoduje wzrost pewności siebie.

Moje ciało zawsze było dla mnie strasznym problemem. Nigdy nie wiedziałam jak mam z tym walczyć. W gimnazjum nienawidziłam siebie. Ciągle oglądałam się w lustrze, myślałam o swoim grubym brzuchu i ramionach. Nienawidziłam nosić bluzek z krótkim rękawkiem, bluzek na ramiączkach nie nosiłam nigdy. Zawsze marzyłam o tym, żeby ubrać sukienkę z odkrytymi ramionami. Wiele razy spotkałam się z przykrymi komentarzami dotyczącymi mojej wagi, wiele razy płakałam i myślałam o tym dlaczego ludzie potrafią być tacy podli. A teraz siedzę i myślę, jaki ze mnie badass i jak silna stałam się na przełomie kilku lat. Jak wiele kosztowało mnie to, żeby choć w małym procencie zacząć siebie akceptować i nie patrzeć na swoje odbicie z nienawiścią, a przede wszystkim jak zacząć odbijać nienawiść, z którą się spotykałam.  Teraz nikt nie jest w stanie zdołować mnie na tyle, żebym jeszcze kiedykolwiek pomyślała o sobie „faktycznie wyglądasz jak spasiona świnia”. To czego chcę w tym momencie, to dojść do tego etapu, w którym będę zadowolona ze swojego ciała. Bycie „zadowolonym” nie równa się dla mnie z „akceptowaniem”, a „akceptacja” nie równa się z „pogodzeniem się”.

Wiem, że liczy się to jaki człowiek jest, a nie to jak wygląda, skąd pochodzi, jakiej jest orientacji i jaki ma kolor skóry. Ludzie powinni być oceniani tylko i wyłącznie przez ich czyny i słowa. Cała reszta nie ma znaczenia.

Nie sądzę, aby mój wpis trafił do serca jakiegoś hejtera, ale wiem, że wśród Was jest wiele kobiet, które mają duży problem z akceptacją siebie.  Nie ma cudów, nic nie przychodzi samo. Trzeba nad sobą pracować, zarówno zewnętrznie i wewnętrznie. Akceptacja nie jest tym co możesz nabyć z dnia na dzień, ale nie pozwalajcie siebie obrażać. Reagujcie na hejt, podłe i obraźliwe komentarze. Po prostu nie dajcie się. Pokażcie, że nikt nie może i nie powinien Wami pomiatać.

CSTH

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie kampania #StopMowieNienawiści.

 
Tagi: , , ,

Related Posts

by
Previous Post Next Post
  • Orcia Kochanowska

    Paulina poczytuję Cię z wielu powodów, zawodowych, blogerskich i tuszy też. Przyznam Ci się, że nie rozumiem (DZIŚ) jak można nie kochać siebie i swojego ciała. Mam 30 lat, długo szłam drogą do zrozumienia co się kryje za moją tuszą i za brakiem miłości do sobie. Moją drogę pomógł mi przebyć psycholog i mój ukochany mężczyzna. Temat akceptacji siebie samej jest bardzo trudny, na to czy ktoś nas akceptuje nie mamy wpływu, ale już na to, kogo mamy przy sobie już tak. Kocham każdą swoją fałdkę, ale nie kocham mojego bólu pleców, który się pojawił. Tylko dlatego staram się sobie pomóc. 😉 A mój sposób na radzenie sobie z wszędobylskim hejtem jest poczucie własnej wartości. Tak mam wielki tyłek i zajebistego faceta, prace i osobowość! 1:3 ! 😉

     
  • Kinga Kałuzińska

    pokochać siebie – to czasem najtrudniejsza rzecz. Brawo Paulino 🙂

     
  • Kasia

    A ja chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Byłam gruba. Już nie jestem. Kosztowało mnie ta lata ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Teraz też nie ma mowy o opuszczeniu wieczornych ćwiczeń, czy jedzenia tego, czego chcę, bo muszę się pilnować. Mimo wszystko cały czas czuję się grubasem. Najgorsze lata w moim życiu to lata szkolne. Miałam astmę, od małego byłam na sterydach, a więc puchłam i byłam jedyną większą dziewczynką w klasie. Była jeszcze jedna jeszcze grubsza, ale ona nie miała mamy i nauczyciele nie pozwalali się z niej śmiać. Mogę powiedzieć, że nie miałam dzieciństwa. Nie mogłam jeść słodyczy, wymieniać się żetonami z czipsów, czy naklejkami z lizaków. Z jednej strony dlatego, że mama mi nie pozwalała, a z drugiej, bo kiedy tylko jadłam jakąś niezdrową rzecz to szkolni oprawcy wyzywali mnie od loch, świń, spaślaków. Byłam wykluczona, wiecznie zamknięta w sobie. Do dziś unikam ludzi i nie umiem w kontakty towarzyskie. Nauczyciele też mieli to w dupie, bo przecież idź pobiegaj dziecko czy poćwicz to schudniesz. Rodzice wprowadzali w domu surowy rygor i chowali przede mną jedzenie. Ja wtedy z nerwów obżerałam się kupionymi w najbardziej oddalonym sklepie od domu i szkoły batonikami. W liceum było dobrze, bo wymiotowałam i schudłam i byłam ładna i nagle wszyscy mnie lubili. Ja siebie też lubiłam. Aż trafiłam do szpitala i znowu przytyłam i znowu znienawidziłam siebie.

    Bolą mnie ludzie, bolą mnie ich spojrzenia, boli mnie to, że wygląd jest kartą przetargową, a nie to jakim jest się człowiekiem, czy pracownikiem.

    Wywaliłam przed tobą wnętrzności Paulino…

     
  • Agnieszka Czerwińska

    Z ta akceptacja to niestety jest bardzo ciezko. Przede wszystkim, zaczyna byc moda na tloczenie wszystkim do glowy, ze trzeba sie akceptowac bezwarunkowo. Kochaj siebie bezgranicznie, bezkrytycznie i na slepo. Co gorsza, wielu psychologow stosuje taka metode. Pomagam wielu kobietom, to sa najczesciej panie od 40 lat w zwyz. Ich historie zyciowe moglyby stanowic scenariusz do filmow i kazdy film mowilby o zupelnie innym aspekcie otylosci. Jedna z tych babeczek przez dwa lata chodzila na psychoterapie. Ona nie chciala pomocy w akceptowaniu siebie, ale byla bezsilna a raczej nie potrafila wytrwac w dazeniu do upragnionego celu jakim bylo 100 kg. Wazyla ponad 140 kg. Byla na tyle silna kobieta aby zlewac i olewac komentarze zlosliwe. To bylo poza nia. Chciala tylko i wylacznie nauczyc sie tej determinacji. Otyla pani psycholog tloczyla jej do glowy, ze przeciez ona nie musi sie odchudzac bo wyglada super i apetycznie. Prala jej glowe haslami, ze musi siebie akceptowac i nie potrzebuje sie odchudzac, bowiem nie musi. Ale ona chciala, marzyla, snila o tym i czula, ze gdzies gleboko w tym duzym ciele ukryta jest kobieta duzo szczuplejsza. Wracajac z kazdego spotkania co raz bardziej nienawidzila siebie i nienawidzila innych otylych kobiet. Psycholozka wtlaczala jej, ze wcale nie musi dostrzegac swoich wad, ze jest idealna taka jaka jest. Ktoregos dnia juz nie wytrzymala. Siadla ze swoja przyjaciolka i zapytala ja wprost – nad czym musze popracowac? Jakie mam wady? Jakie zalety? Tak siedzialy, siedzialy i wypisywaly dluga liste. Polozyla sie spac a rano po przebudzeniu powiedziala sobie – moja najwieksza wada jest slomiany zapal. Przypomniala sobie ile spraw odkladala na pozniej, ilu ludzi oszukiwala a przede wszystkim jak oszukiwala sama siebie. Klamstwo po klamstwie, punkt po punkcie. Wtedy tez dostala takiego kopa energetycznego, ze nikt i nic nie mogl jej powstrzymac. Skoro tyle lat tylam, to chudnac tez moge dlugo- ale tak sie stanie. Poznalam ja jak juz wazyla 95 kg. Teraz schodzi do 70 kg. Jest swiadoma zarowno wad jak i zalet. Nie wmawia sobie, ze jest idealna bo takich ludzi nie ma. Sama przepracowala w sobie najwieksza wade, ktora ja blokowala. Poukladala w glowie i dzisiaj z podniesiona glowa idzie do przodu.

     
  • Agnieszka Czerwińska

    A co do hejterow, to tego nikt ani nic nie zmieni. Napewno nie zmienia ich akcje spoleczne dotyczace tolerancji, ani pokazywanie nagich duzych kobiet. Oni maja samo ze soba jakis problem. Bardzo czesto hejtuja otyle kobiety inne otyle. Dlaczego? Bo nie lubimy u innych swoich wad. Ci ludzie albo z tego wyrosna (tylko wtedy bedz kolejni), ale cos na tyle w ich zyciu sie zmieni, ze nie beda mieli czasu na takie rzeczy.

     
  • Były czytelnik

    Widocznie profesjonalizacja bloga i reklamy na nim, a w tym także zarobki są ważniejsze niż odpisanie czytelnikom. Nawet na tak osobiste i dramatyczne komentarze, jak te poniżej.

     
    • Pisałam już w drugim wpisie, w którym napisałaś ten złośliwy komentarz – Na komentarze odpisuję raz w tygodniu (nie dostaję bieżących powiadomień o komentarzach), a zawsze można do mnie napisać maila, na które zazwyczaj odpowiadam o wiele szybciej. Przykro mi, ale nie jestem w stanie odpisywać na bieżąco, a jeśli nie rozumiesz, że ludzie mają swoje życie, zajęcia, pracę i obowiązki, to cóż więcej mogę powiedzieć? Wystarczyła by odrobina cierpliwości i zrozumienia.

       
  • Ingriana

    Pamiętam artykuł w Cogito o kompleksach, nosił tytuł Małe piersi, grube uda – jak w mordę strzelił o mnie, spodnie dwa rozmiary większe od bluzki, normalnie gruszka z katalogów sadowniczych. Teraz po latach wiem że to nie ma wielkiego znaczenia, jeśli ktoś ocenia mnie po tym jak wyglądam to mogę mu tylko współczuć że jest płytki i próżny. Moim zdaniem świat oszalał, jest moda na chudość, wszyscy się odchudzają, trenują, zdrowo odżywiają i opowiadają jak to mają wszystko zaplanowane i zorganizowane. Ja nie umiem być taka zaplanowana, a nawet jak zaplanuje to mi realizacja siada. Bo bardziej liczą się dla mnie relacje z ludźmi niż cele, kino z koleżanką a nie trening czy inny sport w tym czasie. A co do hejterów to Kubuś Puchatek mawiał tak oni zamiast mózgu mają biały puch, który ktoś przez pomyłkę wdmuchnął im do głowy, oni po prostu nie myślą. I tym optymistycznym akcentem kończę, pozdrawiam.

     
  • „Gruba” z przypadku

    A ja napiszę o innym aspekcie bycia „grubą”. Mianowicie… Nigdy nie byłam i teraz też nie jestem gruba. Zawsze byłam chudzinką, która mimo jedzenia wszystkiego, co wpadło jej pod rękę trzymała swoją wagę. Niezmiennie od końca szkoły podstawowej do liceum ważyłam około 56kg. Wtedy też zaczęłam brać różnego rodzaju leki hormonalne ze względu na problemy ze zdrowiem. Przytyłam do 61-62 kilo, co było i tak naprawdę niewielkim skokiem wagi, ale po takiej drobince jak ja nie było tego prawie w ogóle widać. Tylko waga pokazywała więcej. W czym problem? Pewien chłopak, na którym mi wtedy zależało, powiedział mi, że jestem „spasioną świnią” i jeżeli przytyłabym jeszcze ze 3 kilo to nigdy w życiu nie chciałby ze mną być, a tym bardziej iść ze mną do łóżka. Załamało to moją pewność siebie i przez kilka lat miałam problemy z zaakceptowaniem swojego ciała, a tym bardziej z uwierzeniem w to, że jakiemuś mężczyźnie moje ciało może się podobać, mimo że nie było zupełnie podstaw do tego, żeby nazywać mnie grubą. Dzisiaj nadal ważę 60 kilo i jestem dumna ze swojego ciała. Ale ta historia pokazuje, że nie trzeba ważyć 140 kilo, żeby być dla kogoś „grubasem”…

     
  • o !

     
  • www.kuradomowawsieci.pl

    Wszędzię jest trąbione o tym, że kobieta powinna wyglądać jak modelka. W reklamach pokazywane są piękne szczupłe dziewczyny. Jest okropna presja na bycie szczupłą. Nastolatki coraz częściej popadają w anoreksję, głodzą się, żeby być z pozoru piękne. Dziś nie liczy się środek, a okładka. W sklepach ciężko dostać większy rozmiar niż 44. Tak, więc kobiety przy tuszy są dyskryminowane. Mieszkam w UK, tutaj to wygląda zupełnie inaczej w sklepach dostaniesz prawie każdy rozmiar. W reklamach zobaczysz dziewczyny size plus. I nie jest to nic dziwnego. Angielskie dziewczyny czują się ze sobą zawsze sexy. Nawet jak ważą dużo za dużo. My Polacy po prostu jesteśmy zbyt mało tolerancyjni.

     
    • On

      są „grube” i „grube” w UK najwiecej grubasów na kontynencie a Ty sie dziwisz że ciuchy tam są. Ruszyć zady i mniej żryć ot cała tajemnica.

       
0 shares