Nadszedł dzień, na który wszyscy czekaliśmy od prawie 30 lat. Przyszłość – latające deski, samozawiązujące się buty, dehydratyzowana pizza. Czy właśnie tak wygląda przyszłość, do której w końcu dotarliśmy? Częściowo tak. Nie mamy latających samochodów, ani tym bardziej latających desek, za to od premiery filmu zmieniło się wiele pod względem technologicznym. Za to kulinarnie zmieniło się niewiele. Dalej na obiad robimy schabowe, po imprezie jemy burgery (no dobra, częściej kebaby), a na kaca jemy zupki chińskie (krewetkowe najlepsze).

07ce1201-a1cf-48ad-92e8-ffc19c5bd242

kadr z filmu „Powrót do przyszłości”

Przede wszystkim, to dobrze, że żywność dehydratyzowana nie zdominowała kulinarnego świata. Jeśli przypomnimy sobie filmową pizzę, to mega cieszę się, że takie wynalazki do nas nie dotarły. Aby przygotować pizzę nadal trzeba zrobić drożdżowe ciasto, poczekać aż urośnie, pokroić składniki i upiec ją.

Na czym w ogóle polega dehydratyzacja? Mówiąc bardzo prostym językiem, jest to po prostu wysuszenie, pozbawienie produktu wody. Taką metodę stosuje się przy produkcji karmy dla zwierząt, ale nie tylko. W ten sposób można wysuszyć m.in. owoce, warzywa albo mięso. Nowoczesna technologia dehydratyzacji pozwala w bardzo krótkim czasie wysuszyć produkty, zachowując przy tym wszystkie enzymy, witaminy i minerały. Podobnie jest z liofilizacją. Żywność liofilizowaną robiono już w latach 50 tych poprzedniego wieku. Korzystali z niej astronauci podczas podróży kosmicznych. Ponieważ żywność musiała być przede wszystkim lekka i bogata we wszystkie składniki odżywcze.

Vlcsnap-2009-10-13-16h17m07s232

kadr z filmu „Powrót do przyszłości”

Czy takiego „wysuszonego” jedzenia należy się bać? Czy niedługo zdominuje naszą przyszłość? Choć zapewne zupki chińskie z suchym makaronem są głównym pożywieniem studentów, to wydaje mi się, że nie mamy się czego obawiać. Ludzie uwielbiają gotować, kulinaria to dziedzina, w której rozwijamy się coraz bardziej. Uczymy się gotować, próbujemy nowych rzeczy i raczej nikt nie dąży do tego, żeby wysuszyć całe jedzenie świata. Uspokajam – pizzy dehydratyzowanej prędko nie będzie. Nie po to się uczyłam robić pyszną drożdżowe ciasto, żeby kupować sobie jakieś wysuszone krążki. Poza tym – DEHYDRYBLABLABLA – co to w ogóle jest za słowo?

str2_cn_1505_mctfuture_food

kadr z filmu „Powrót do przyszłości”

Tymczasem, z okazji tego wyjątkowego dnia, zalecam upiec pizzę z przyszłości, a w zasadzie teraźniejszości.

Składniki:

  • 2 i 1/2 szklanki mąki
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 1/4 kostki świeżych drożdży
  • 1 szklanka letniej wody
  • szczypta kurkumy (dla koloru)

Dodatkowo:

  • 100 g salami pepperoni
  • 1 duża zielona papryka pokrojona w cienkie paski
  • 100 g sera cheedar
  • 1/2 cebuli
  • 1/2 szklanki śmietany kremówki 30% lub 36%
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

  1. Do dużej miski wsypać mąkę, dodać ciepłą wodę oraz pokruszone drożdże. Wymieszać delikatnie. Następnie dodać sól, cukier, oliwę i kurkumę. Wyrobić gładkie i elastyczne ciasto. Przełożyć do miski i przykryć ściereczką. Odstawić na czas przygotowywania sosu.
  2. Na patelni rozgrzać łyżkę oleju. Cebulę pokroić w drobną kostkę i podsmażyć ją przez chwilę. Dodaj śmietanę kremówkę, sól oraz pieprz. Podgrzewać, aż sos odrobinę odparuje i zgęstnieje.
  3. Ser zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Jedną połowę odłożyć, a drugą dodać do sosu na patelni. Wymieszać sos z serem i odstawić do ostygnięcia.
  4. Ciasto rozwałkować, przygotować brzegi. Na rozwałkowane ciasto wyłożyć biały sos. Posypać jeszcze drugą częścią sera i ułożyć składniki. Na jednej połowie pokrojoną w paski paprykę, a na drugiej pepperoni.
  5. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 20 minut

Przygotowanie alternatywne:

  1. Wyciągnąć z szafki opakowanie z dehydratyzowaną pizzą.
  2. Otworzyć ją i położyć na tacy.
  3. Włożyć pizzę do hydrazatora (polecam markę BLACK&DECKER – to nie jest polecenie sponsorowane)
  4. Włączyć dehydrytazor, a następnie po chwili wyciągnąć gotową pizzę.

IMG_1308

IMG_1309

 

 
  • Pizza wygląda obłędnie, ja mam tylko jedno pytanie – skąd przekonanie, że zupki chińskie są głównym pożywieniem studentów? 😛 Kończę właśnie ten zacny etap w moim życiu i zupką taką raczyłam się tylko na wyjeździe majówkowym i to przy ogromnym kacu 😛 Na co dzień nigdy nie jadam takich rzeczy i nie znam nikogo, kto by używał zupki jako głównego składnika swojej diety 😀

     
    • Lui1313

      Teraz jestem na trzecim roku studiów, wcześniej trzy lata mieszkałam w bursie w trakcie liceum i ani wtedy, ani teraz zupka chińska nie stanowi(ła) mojego głównego pożywienia; bardzo rzadko kupowałam ją w ramach kaprysu :). Wśród moich znajomych też nie ma osób, które by kupowały zupki chińskie; nawet ci, którzy nie przepadają za gotowaniem, wolą sobie zrobić jakieś proste danie. Myślę, że to przestarzałe stereotypy z czasów, kiedy studenci mniej przejmowali się jakością zjadanych dań; teraz wszyscy skupiają się na tym, by jeść mnóstwo zdrowych produktów, bo to pozytywnie wpływa na naszą energię i chęć do nauki :).

       
    • Tesia

      true, za to już makaron z jakimkolwiek gotowym kupnym sosem święci triumfy;)

       
      • No na pewno częściej, aczkolwiek ja wolę po prostu postawić na pomidory z puszki – taniej, zdrowiej i można dosmaczyć jak tylko się chce 😀

         
  • Magdalena Galbierz

    Serio krewetkowa na kaca? Bo ja właśnie nie piję bo kaca znieść nie mogę 😉

     
  • O nie! Pizza a kilka sekund! Ja uwielbiam przygotowywać pizzę. Wyrabiać ciasto, czekać aż wyrośnie. Odczuwać dreszczyk emocji… A może nie wyjdzie! Potem zbiorowe komponowanie z własnoręcznie przygotowanych składników. Pieczenie, krojenie… Aha! Zapomniałbym o sosach, które uwielbiamy. Na to też trzeba poświęcić parę minut. UWIELBIAM! Do luftu z taką przyszłością, w której nie ma czasu 🙂

     
  • O nie! Pizza w kilka sekund! Ja uwielbiam przygotowywać pizzę. Wyrabiać ciasto, czekać aż wyrośnie. Odczuwać dreszczyk emocji… A może nie wyjdzie! Potem zbiorowe komponowanie z własnoręcznie przygotowanych składników. Pieczenie, krojenie… Aha! Zapomniałbym o sosach, które uwielbiamy. Na to też trzeba poświęcić parę minut. UWIELBIAM! Do luftu z taką przyszłością, w której nie ma czasu 🙂