Od dwóch tygodni jestem testerką siebie i swojej wytrzymałości. Tak, jestem na diecie. Znowu. Nie jest to żadną rewelacją, a kto jest na mojej fejsbukowej grupie, ten wie, że ja przecież odchudzam się cały czas (z przerwami na jedzenie). Pomyślałam sobie jednak, że idzie jesień i już coraz trudniej ruszyć tyłek, lato minęło, a ja znowu nie w formie, więc lepiej się do aktualnego odchudzania przyłożyć.

tumblr_monfp0b76p1su7sauo1_500

Wiem, wiem, że to już kolejny raz, a z każdym kolejnym razem jest coraz trudniej, ale powiedzmy, że postanowiłam podejść do siebie na luzie, dzięki temu przeżyłam ostatnie dwa tygodnie całkiem bezboleśnie i choć nie obyło się bez kilku maleńkich czitów, to cały ten czas oceniam na plus dla siebie.

Postanowiłam pocisnąć, bo o ile kocham siebie miłością absolutną, to mam też w sobie dużo krytyki. Wiem, kiedy muszę powiedzieć stop, zamknąć lodówkę na cztery spusty i wywiesić swoją podobiznę w okolicznych sklepach z podpisem – tej pani słodyczy nie sprzedajemy.

Od jakiegoś czasu usilnie próbuję znaleźć swoje dawne rysy twarzy, bezskutecznie, gdyż moja twarz bardziej przypomina purchawkę, aniżeli lico. Nie wspominając o dupie, która mieści się jedynie w ciuchy uszyte z plandeki na samochód. Mogę sobie pogratulować tego osiągnięcia, ale jak to mówią: widziały gały co brały (a raczej co żarły).

2006-09-07_1157631230kkk

Pan Jan Tomczak z Kijewa prezentuje purchawkę-giganta nazwaną moim imieniem. Jestem wzruszona. / fot. Konrad Wojtyła

Nie ma niczego, na co mogłabym zrzucić winę za swoją wagę.

  • zbadałam swoją tarczycę od A do Z
  • zbadałam siebie całą od A do Z
  • już nie mogę mówić: przytyłam po ciąży! (to był mój ulubiony argument, ale minęło od niej ponad 7 lat)
  • nie mam żadnych hormonalnych problemów
  • nie mam też grubych kości

Niestety, jestem po prostu gruba. W zasadzie to otyła, a otyłość jak wiemy nie jest czymś naturalnym i prowadzi do wielu chorób m.in. cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia, niektórych nowotworów i innych cholerstw. Przede wszystkim jednak, otyłość prowadzi do wieczornych płaczów w poduszkę, wyrzutów sumienia po jedzeniu, złego samopoczucia i ogólnego rozbicia. Czy chwilowa przyjemność z żarcia jest tego warta? Fuck no. Czy chudnięcie jest prostym procesem? Nie.

no

Po przetestowaniu chyba wszystkich możliwych sposobów na odchudzanie, od natur house zaczynając, na magicznych chińskich tabletkach kończąc, stwierdziłam, że muszę oddać się w ręce niekwestionowanego specjalisty (kim jest owy specjalista i co to właściwie oznacza napiszę później). Mam za sobą tyle diet i odchudzającego doświadczenia, że już oczywiście nie dam sobie wcisnąć kitu w stylu: nie jedz po 18, kupuj tylko produkty light itd, a nawet mam wrażenie, że mogłabym założyć swój fanpejdż Paulina Wnuk Personal Trainer and Diet Coach, bo doradzanie innym szło mi lepiej, niż stosowanie się do własnych wszystkich porad.

Co ma być (mam schudnąć), to będzie. Tak czuję! Tak więc spodziewajcie się tony motywacyjno-żalących wpisów. Będzie o czitach, słabościach, mocy, treningach, grubej dupie, jedzeniu zajebistym i mniej dobrym. Będę przelewać tu hektolitry potu i tłuszczu.

No to heja!

go


Klasycznie – zapraszam na grupę wszystkich, którzy potrzebują dawki motywacji, kopniaków i pomysłów na to jak ruszyć tyłek.

hey-holets-go-1

 
  • Trzymam kciuki!! Mam podobny problem, będę Ci kibicować

     
  • Małgorzata Gil

    Osobiście czekam na wpis o grubej dupie 😉 hahaha 🙂 powodzenia i trzymam kciuki!!!! ;*

     
  • Powodzenia! Swietnie, ze zdecydowałaś sie na pomoc specjalisty.

     
  • Powodzenia, trzymam kciuki. Też powinnam spiąć poślady i coś ze sobą zacząć robić…