Halo świecie, jestem na diecie! (od miesiąca)

facebook-975bbc

Od zawsze powtarzam, że to mój wewnętrzny pech, czarny kot przebiegający mi drogę i te lusterko zbite kilka lat temu. Może jeszcze fatum i przekleństwo jakieś – to wszystko powoduje moje nieszczęścia. Wszystko co powiem na głos, każdy największy plan upada, gdy tylko podzielę się nim ze światem. I zawsze tak sobie tłumaczyłam moje dietetyczne porażki, to że na diecie potrafiłam wytrzymać tydzień, no góra dwa i kończyłam niepowodzeniem. Z łyżką w słoiku nutelli i ręką w paczce czipsów…

…na kilka miesięcy, po których miałam kolejny zryw, że oto ja, Paulina Wnuk, uroczyście oświadczam, że teraz będę odchudzać się tak na serio. SERIO, SERIO. Biorę się w garść, dietka, wszystko fit, hasztagi #healthyeating na Instagramie, nowe dresy, nastawienie, wizualizacja, że już zaraz będę mogła pokazać przed i po i wszystkim opadną szczęki.

0b1c5813d4443332a34fde2aa17c14dc_original

No ale nie. Góra dwa tygodnie i przychodzi kryzys. Czipsy, pizza, dwa drinki. A nie, dwa to za mało, jeszcze dwa. Czekolada w promocji? Żal nie skorzystać. Ptasie mleczko? Dawno nie jadłam, zjem rządek, albo pięterko. Dieta? Jaka dieta? Po co mi dieta? Przecież jestem fajna, ładna, lubię siebie, inni mnie lubią, na co mi ta dieta?

pizza

fdfsdf

Nie tędy droga

Ostatni zryw miałam ponad rok temu. Wtedy napisałam na blogu, że będę się odchudzać, zrobiłam podsumowanie dwóch tygodni, założyłam grupę motywacyjną (pozdrawiam moje Duperki z grupy! :* ). Naprawdę myślałam, że może mi się udać, ale poddałam się. Nie walczyłam. Po prostu wzruszyłam ramionami i stwierdziłam – no trudno, już nigdy nie schudnę i do końca życia będę smutną grubaską z buzią brudną od nutelli.

W grudniu zachorował Tymek, a to przeorganizowało nam trochę życie i jedzenie, choć też nie całkiem. Już pod koniec grudnia wiedziałam, że w styczniu chcę zrobić Detoks Cukrowy. Od dłuższego czasu byłam na grupie Czystożerców i nawet nie chodziło mi wtedy o schudnięcie, a o uregulowanie się, o odstawienie śmieciowego jedzenia i wywalenia cukru. Wtedy udało mi się przez 21 dni utrzymać założenia detoksu. Poczułam się super. Potem to zawaliłam, bo znowu rzuciłam się na pizze, słodycze i inne, ale jednak trochę zostało mi w głowie i wiedziałam już więcej na temat tego co mi szkodzi i bez czego czuję się lepiej.

Zaczęłam też trochę biegać, w sumie to maszerować i biegać. Nie traktowałam tego poważnie, raczej chciałam dzięki temu poprawić trochę kondycję, nabrać więcej energii, poczuć się lepiej. Dalej bez żadnej diety i ciśnienia.

W czerwcu przebadałam się od A do Z, zaczęłam nową dietę, która niestety zupełnie mi nie podpasowała, a że był wakacje, to już odpuściłam do końca sierpnia, a we wrześniu stwierdziłam, że teraz to ja już mam dosyć eksperymentów i pójdę do specjalisty.

tumblr_inline_mi162nuqzx1qz4rgp

I tak trafiłam do Przemysława Kozaka (którego większość zna z ksywki Koniu151) już od dawna obserwowałam na FB, a od mojego chłopaka, Karola,  dowiedziałam się, że to kozak nie tylko z nazwiska, więc stwierdziłam – spróbujmy.

Karol wie, jaka jestem marudna. Byłam już na wielu dietach i nigdy nie było tak, żeby wszystko mi pasowało. W zasadzie to każda z diet zawsze nie pasowała mi tak w około 60-70%. Dietą od Konia byłam zachwycona, bo była naprawdę DOPASOWANA. Nie wciskał mi owsianek, omletów z wheyem, obrzydliwych shake’ów i stosu suplementów. Poprosiłam o takie przepisy, które nie zajmą mi dużo czasu, które będę mogła powtarzać dwa dni pod rząd no i z tych produktów, które lubię. I żeby to były normalne posiłki, nie żadne cuda na kiju. I wszystko, zgodnie z moją prośbą, było takie normalne, jakbym wcale nie była na diecie, a niektórych posiłków to wręcz nie możemy się z Karolem doczekać (bo oboje jesteśmy na tej samej diecie, z innymi ilościami). Pierwszy dietetyk-trener, który naprawdę ogarnia, jest na bieżąco, nie wciska kitów, nie jest szalonym fitnesiakiem i ma normalne podejście.

giphy

Zawsze mi się wydawało, że dieta to musi być taka super wypasiona, co tydzień inny zestaw posiłków, zupki, owsianki, budynie jaglane i inne super hipsterskie rzeczy, ale podświadomie miałam już dosyć komplikacji, trudnych przepisów, przez które spędzałam przy garach cały dzień. I to tylko po to, żeby zjeść tego fikuśnego liścia sałaty z grillowaną piersią indyka w glazurze z powietrza. I tak 5 razy dziennie.

Teraz jem 3 razy dziennie i mam wszystko w nosie. Zdarzają mi się słabsze dni, gdy nie chce mi się pójść na trening, czy gdy mam ochotę zjeść coś czego nie powinnam. Ale mówię sobie, no trudno, zdarzyło się. Nie padam na kolana, nie płaczę, że to już koniec. Zawaliłam, ale lecę dalej.  Jestem zaangażowana, bo chcę schudnąć, czuć się lepiej. A przede wszystkim, nie chcę za 20 lat trafić na oddział diabetologii, albo skończyć z zawałem. Bo otyłość to choroba, a choroby się leczy.

A więc leczę się już od miesiąca. Jest nieźle.


 Zobacz też:


Klasycznie – zapraszam na grupę wszystkich, którzy potrzebują dawki motywacji, kopniaków i pomysłów na to jak ruszyć tyłek.

hey-holets-go-1

 
Tagi: , ,

Related Posts

by
Previous Post Next Post
  • Basia Michalska

    Od kiedy jestem w grupie, czuję się cudownie. Na fejsa wchodzę codziennie, wiec codziennie mam dawkę motywacji. To BARDZO pomogło. Dziękuję!!! Wiadomo, że sie zdarzają kryzysy, ale to nie powód żeby rezygnować. DAMY RADĘ!

     
    • Och, dziękuję <3 Miło to czytać, baaardzo się cieszę, że grupa pomaga! Pewnie, że damy radę!

       
  • Kasia Jot

    Super wpis!
    Ja też zawsze miałam wyobrażenie, że dieta to zajebiste posiłki, co tydzień inne, takie na które jak spojrzałam jak je gotować i ile czasu i jakie dziwne produkty trzeba użyć i ile hajsu wyrzucić to odechciewało mi się od samego patrzenia. Jestem na diecie od roku, generalnie udało mi się schudnąć już 25kg. Jem tak naprawdę te produkty które lubię, a także nie przeszkadza mi, że jem kilka dni z rzędu to samo. Teraz jestem już w takim rozmiarze i w takiej wadze jakiej nie byłam w życiu. (apogeum: miałam rozmiar 48/50, teraz 42/40dół, a 44góra-mam niestety BARDZO DUŻY biust i dlatego m.in. zaczęłam się odchudzać, ale zmalał tylko miej więcej o 1,5rozmiaru….. mam typowe kobiece kształty, zad i cyc) i boję się już o stan skóry, bo zaczynają się delikatne obwiski,pojawiają się rozstępy, na razie nie ma tragedii,ale chciałabym schudnąć jeszcze z 10-12kg. Teraz mi jest ciężko, bo moje wahania wagi są mniej więcej w granicach 1-3kg, a teraz jem często tego co raczej nie powinnam i piję alkohol (imprezki,imprezki), dzisiaj nie było źle i staram się wracać do nawyków żywieniowych, a także muszę znowu ruszyć dupsko do ćwiczeń. W domu pląsam przy muzyce, ćwiczenia jakieś tam, elementy jogi, a na co dzień łażę wszędzie z buta. Teraz się z kumpelą zapisałam na fitness na trampolinach, we dwójkę zawsze raźniej, bo od wakacji mam strasznego lenia do sportów. 😀
    I ostatnia taka refleksja a propo diety…najlepiej jak mało osób wie o tym, że na niej jesteś, wtedy jest Ci prościej, przynajmniej u mnie tak to działało. I co najważniejsze, musisz SAMA o tym zdecydować. JA chcę schudnąć. Dla SIEBIE. A nie, rodzinka, która Ci gada JESTEŚ GRUBA ZRÓB COŚ Z TYM. Wtedy na złość żarłam jeszcze więcej xDD K…WAA KOCHAM SIEBIE WIĘC WPIERDALAM CO CHCĘ XDD
    Dobra żartowałam-ostatnia już refleksja, tym razem naprawdę, na zakończenie:
    Prawidłowe żywienie weszło mi w nawyk-co myślałam, ze jest nieosiągalne. Sama podświadomie liczę kalorie, myslę co lepiej zjeść, nawet jak wychodzę ze znajomymi, sama stwierdzam.. „okej Kasia, dzisiaj poćwiczymy trochę, chociaż 15minut”. A jak zaszaleję za bardzo-na następny dzień ostry detoks, warzywka, owocki, jogurciki.
    Życzę Ci powodzenia i trzymam kciuki za Twój sukces, nie jesteś sama!
    Buziaki
    PS. A z Twojej książki o gotowaniu korzystam! Lembasy, makaron zapiekany z serem (świetna podstawa do improwizacji i dorzucania na co się ma ochotę do niego), ciasto czekoladowe Minnie, kurczak, zupa Remyego-pyszka!

     
    • Duży biust, to też moja zmora. Jak uzbieram hajs, to zmniejszam cycki 😀 Gratuluję Twoich 25 kg, to mega robotę zrobiłaś! Za mną dopiero 5, ale jaram się bardzo, że się zebrałam, minął ponad miesiąc, a ja dalej cisnę.No i niestety tak jest, że to nie zależy od innych czy chcemy schudnąć, czy nie. To wszystko leży tylko w nas samych. Czasami jak czytam różne blogi osób, które schudły, to najczęściej pojawia się tam stwierdzenie, że to po prostu była jedna myśl – chcę i zrobię to. Bo już dochodzi się do takiego momentu, w którym człowiek naprawdę czuję się bezradny, zły na siebie i przede wszystkim też przerażająco smutny, ale z drugiej strony czuje się energię i siłę. I te rzeczy, które wydawały się nieosiągalne, nagle stają się dostępne np. ograniczenie słodyczy, słodkich napojów, ćwiczenia itd. Moim zdaniem, to wszystko siedzi w głowie, trzeba tylko do tego dotrzeć i jakoś przepracować ze sobą. A wiadomo, jak ktoś chce nam wciskać zmiany na siłę, to włącza się mechanizm obronny – spadaj, nie mów mi co mam robić, chce być taka jaka jestem itd.

      Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz i za miłe słowa <3 I gratuluję jeszcze raz! 🙂

       
      • Kasia Jot

        Z tym zmniejszaniem cycków to też poważnie myślę….. ale najpierw waga docelowa, a potem pieniążki </3
        I tak jak mówisz-wszystko zależy od siebie samej-nikt inny nie zmotywuje Ciebie, jak Ty. 😀
        PS. W poniedziałek byłam na pierwszych zajęciach z fitnessu na trampolinach. Super sprawa, mega wycisk i dobra zabawa. Cycki trochę latają, ale jakoś nie zwraca się na to uwagi, nie jest to niekomfortowe aż tak jak myślałam, no i nic nie bolą, a czego się obawiałam.
        Polecam!
        Dziękuję za odpowiedź
        Buziaki i trzymam kciuki!<3

         
  • Anna Sałacka

    Prezesie, gorące gratulacje! <3 😀 grupa jest zajebista, codziennie ktoś coś dorzuci od siebie i jak tak popatrzę to myślę sobie, że nieładnie byłoby odwalać lipę, kiedy tyle dziewczyn walczy. Od wczoraj mam kryzysową fazę, zezłościłam się i w ramach rekompensaty psychicznej zeżarłabym wszystkie Rafaello i inne słodyczki świata :c Szczęście w nieszczęściu że zjadłam tylko parę, ale i tak nieuszanowanko, a od jutra nowe życie na śniadanie. Nie poddaję się, bo przecież co powie na to Bijons, nie mogę zawieść!

     
    • Pani Kochana, Bijons to nawet dzisiaj dzwoniła do mnie i się pytała – „a ta Sałacka to dalej żre to rafaello?”. I już prawie numer do Ciebie chciała, żeby dać Ci srogi opierdol, ale ją powstrzymałam, więc wiesz… Trzeba się spiąć i ustawić sobie limit – jedno rafaello (kulka, nie opakowanie) tygodniowo 😀 Albo może trzeba jakiś fit werszon zrobić, żeby wyrzuty sumienia były mniejsze 😀 I dziękuję za te serdeczne słowa, cieszę się, że grupa działa jak trzeba 😀

       
      • Anna Sałacka

        Pani Kochana, ja wiem, u Bijons to już mam srogiego minusa jak nie z dziesięć :/ Może jakby zadzwoniła z tym opierdolem to by coś ruszyło, a najbardziej to by ruszyło jakby zamiast Bijons mi jakiś Rajan zadzwonił czy coś 😀 Mam limit na jeden słodyczowy dzień w tygodniu, ale aktualnie sprawa się troszkę rypła i wyszły dwa dni. Obiecuję nie wpierdolić już całej paczki Rafaello (nawet nie mam, będzie łatwiej :D), nie dawać się złym ludziom, przez których jem potem takie rzeczy, ćwiczyć codziennie i płynąć dalej do portu, gdzie czeka na nas Bijons z drineczkami 😀 Besos i cała przyjemność po mojej stronie! <3

         
  • Gratuluję decyzji i właściwego podejścia do problemu. No i powodzenia.

     
  • Trzymam kciuki! 🙂 Nie chodzi o to, żeby katować się dietami, ale dokonywać świadomych, żywieniowych wyborów. Niestety otoczeni jesteśmy tak dużą ilością niezdrowego jedzenia, że trzeba znaleźć w sobie siłę, żeby dokonywać dobrych wyborów i wrzucać do koszyka zdrowe produkty. Warto, by później nie dźwigać koszyków z lekami… Pracuję w aptece i niestety jestem codziennie świadkiem tego jak ludzie stracili zdrowe przez złe odżywanie i brak ruchu…

     
  • Basia

    Znalazłam Twojego bloga dopiero dziś w nocy, bo wstałam o 12 w południe i nie chce mi się spać.
    Może i nie masz studiów(ja też nie mam), ale za to masz niesamowity dar do pisania. Tak lekko i z niewymuszonym humorem. Świetnie się Ciebie czyta. Buziaki:-)

     
0 shares