Moim jednym z najlepszych dziecięcych wspomnień są obiady. Pamiętam, gdy wracałam ze szkoły, a w domu zawsze czekała na mnie miska ulubionej zupy (pomidorowa była najlepsza). Obraz domowego jedzenia utkwił mi w pamięci tak mocno, że gdy urodziłam Tymka, to jednym z moich planów było nauczenie się gotować. Chciałam, żeby w dorosłym życiu również tak jak ja mógł wspominać rodzinny dom i dobre jedzenie. Niestety, uwielbienie do jedzenia nie do końca szło w parze z umiejętnościami i moje pierwsze próby gotowania były totalną porażką.

Kiedyś nie sądziłam, że można zrobić dobry rosół, który nie miałby w sobie grama proszku. A ciasta? Zupełnie nie miałam do tego ręki i wszystkie próby upieczenia dobrego sernika czy jabłecznika kończyły się totalną klapą. Byłam zawiedziona, bo sądziłam, że skoro tak lubię jeść, to i gotowanie powinno wychodzić mi idealnie, a jednak było zupełnie odwrotnie.

Pamiętam, gdy kiedyś zamarzyłam o domowej pizzy. Wiecie, ideał to cienkie ciasto, idealnie dobrana ilość składników, kruche i dobrze wypieczone brzegi… Marzenie! Tak właśnie miała wyglądać moja pierwsza pizza. Miała, bo oczywiście coś co stworzyłam nawet nie przypominało pizzy. Był to ogromnie gruby, przypalony placek, który w smaku był mieszanką dużej ilości drożdży, koncentratu pomidorowego i mąki. Na wierzchu było wszystko – salami, pomidory, ogórki, 3 rodzaje serów, oliwki. Chciałam, żeby pizza była na wypasie i faktycznie, tak było. Wypas jak na odpuście w Swarzewie.

collage

Best ever – ale miałam poczucie humoru!

Mimo tych porażek, rosołu z proszku i wiecznie opadających serników ze zbyt dużą ilością mąki, nadal nie poddawałam się i czułam, że talent kulinarny jeszcze po prostu się we mnie nie wykluł. Metodą prób i błędów próbowałam gotować różne podstawowe potrawy. Z każdym razem było coraz lepiej i w końcu postanowiłam założyć bloga, a w zasadzie to dwa blogi. Pierwszy, ten na którym właśnie jesteście, przetrwał do dziś, zaś drugi, o bardzo pasującej nazwie „Trying to cook and bake” umarł śmiercią naturalną po około roku. Na tym pierwszym pojawiały się same filmowe przepisy, a na drugim wszystko co udało mi się ugotować bez żadnych błędów.

img_5376

img_5700

Zaczęłam również jeździć na różnego rodzaju warsztaty kulinarne i szkolenia, a nawet miałam kilka epizodów w pracy w restauracjach. Tak, w miarę upływu czasu, moje potrawy stawały się coraz lepsze, przepisy bardziej dopracowane. Naleśniki już nie były grubymi plackami, a pizza nie wyglądała jak pobojowisko. Wszystko to oczywiście trwało, ale opłacało się.

img_8184

Uwielbiam gotować, a może bardziej, niż gotować uwielbiam karmić ludzi. Gdyby nie to, że byłam zawzięta i konsekwentna, to pewnie nigdy nie nauczyłabym się dobrze gotować i dalej robiłabym spaghetti bolognese z fixu, a rosół z kostki albo proszku. Teraz w mojej kuchni nie ma miejsca na takie produkty, a ja jestem dumna z siebie, że potrafię ugotować prawie wszystko. A jeśli nie potrafię, to nic! Wszystkiego jestem w stanie się nauczyć.

img_8170

Gdy jakiś czas temu, marka CEWE zaproponowała mi stworzenie mojej własnej fotoksiążki, to stwierdziłam, że to może być fajny sposób na udokumentowanie mojej kulinarnej historii. Zdjęcia, to też jedno z moich codziennych zajęć, bo gdy robię przepisy na bloga, to muszę je również uwiecznić na fotografiach. Moje pierwsze zdjęcia potraw, tak jak i same potrawy nie były najlepsze. Nie wiedziałam nic o stylizacji potraw, o dobieraniu światła, o kompozycji. Z czasem poprawiły się również moje zdjęcia, ale i tak tym co jest dla mnie najważniejsze jest smak.

W mojej fotoksiążce umieściłam kilka zdjęć z początków blogowania. Na pierwszym miejscu pojawił się pasztet z soczewicy, sałatka z brukselki z boczkiem, gazpacho z arbuza i gulasz węgierski, który zrobiłam kiedyś pod wpływem obejrzenia jednego z odcinków Kuchennych rewolucji. Patent na smażenie papryki w proszku na smalcu zachowałam w pamięci do dziś. Reszta zdjęć jest już bardziej teraźniejsza i są to w większości przepisy filmowe m.in. kanapka z peklowaną wołowiną z „Kiedy Harry poznał Sally”, eklery z „Marii Antoniny” czy muffiny z eliksirem słodkiego snu z „Harry’ego Pottera”. Gdybym kiedykolwiek straciła zdjęcia z dysku komputera (a niestety mam już takie doświadczenia za sobą), to przynajmniej będę mogła zajrzeć do fotoksiążki jak do albumu i przypomnieć sobie cóż takiego kiedyś stworzyłam.

img_8208

img_8203

Fotoksiążka okazała się rewelacyjnym sposobem na zapisanie mojej kulinarnej historii. Osobiście lubię proste rozwiązania – zdjęcia bez zbędnych dodatków, ale CEWE oferuje wiele opcji, jeśli chodzi o ozdobienie zdjęć, ramki czy nawet opisy. Ja stworzyłam swoją książkę z samymi zdjęciami i ponieważ lubię pisać odręcznie, to stwierdziłam, że podpisy do zdjęć zrobię sama.

img_8215

img_8237


Jeśli tak jak mi podoba Wam się pomysł na fotoksiążkę z ulubionymi zdjęciami lub jeśli chcielibyście przygotować podobną, aby podarować komuś w prezencie, to mam dla Was 4 kody o wartości 150 zł każdy. Napiszcie w komentarzu jaką fotoksiążkę chcielibyście stworzyć, a ja wybiorę cztery odpowiedzi, których autorzy otrzymają ode mnie kod do wykorzystania na CEWE.pl . Na odpowiedzi czekam do piątku 21.10.2016. Z osobami, które wybiorę skontaktuję się mailowo, więc pamiętajcie, aby przy zostawianiu komentarza podać prawdziwy adres mailowy (nie w treści komentarza).

img_8165

Wpis powstał przy współpracy z marką CEWE

 
  • Małgosia

    Też kiedyś robiłam taką pizzę, a szczególnie pamiętam taką z dzieciństwa, wszystko na niej było – kiełbasa, cebula, kukurydza, ser, szynka, oliwki itd. Mówiliśmy na nią „wiejska” 🙂 Fotoksiążkę chętnie zrobiłabym ze zdjęciami moich dzieciaków 🙂 Pozdrawiam:)

     
  • Gosia

    Fotoksiążka – kulinarno – podróżniczy przegląd 2016 ze szczególnym uwzględnieniem dziwnych min Dziedzica 🙂

     
  • DorosłaPotwornica

    Zbliżają się 50. urodziny mojej Mamy. Chcemy z siostrą odtworzyć nasze zdjęcia z dzieciństwa i zestawić je z tymi sprzed 20 lat.
    Należy jej się wszystko, co najlepsze! Dwa potwory, których pomysły przerosłyby chyba każdego (ale nie ją! warto tu wspomnieć o sytuacjach w stylu łamanie sobie wzajemnie rąk i nóg 😉 wyrosły dorosłę pannice, którym takie pomysły już nie w głowie (może przesada, przynajmniej pomysły nie zawsze są realizowane ;).

    Niech nasza Mama każdego dnia pamięta, jakiego cudu dokonała! Mam nadzieję, że fotoksiążka będzie jej o tym regularnie przypominać 🙂

     
  • A ja zrobiłabym fotoksiążkę dotyczącą naszej „kariery ” przeprowadzkowej. Kiedy, gdzie, jak długo. Byłaby to niezła pamiątka !

     
  • Doris

    W zeszłym roku przywiozłam bardzo dużo zdjęć z pierwszych wakacji z moim chłopakiem. Specjalnie dokumentowałam każdy szczegół z zamiarem stworzenia książki ze wspomnieniami. Niestety, po powrocie, niespodziewana przeprowadzka pochłonęła większość moich finansów i na książkę nie starczyło. Zapomniałam o tym projekcie i jak zobaczyłam Twoje zdjęcie z pisakami, to mi się przypomniało. Też chciałam swoją ozdobić ręcznie 🙂

     
  • Iwona

    Uwielbiam robić zdjęcia, a potem tworzyć z nich fotokolaże dla najbliższych 🙂
    Kolejną taką okazją będą 7 urodziny mojej chrześnicy. Ma mnóstwo pięknych zdjęć, ale większość właśnie w formie cyfrowej. Chciałabym, żeby miała je zawsze pod ręką w bezpieczniej formie. A poza tym funkcja chrzestnej zobowiązuje do fajnych prezentów 🙂

    PS. Dzięki wielkie za ostatnie wpisy Potterowe (uwielbiam!!!) i nadzieję, że można się nauczyć gotować (jestem na etapie proszków i kostek – trzymaj kciuki za moją motywację do nauki!) Uściski, Iwona

     
  • Klaudia Adamczyk

    Moja miłość do jedzenia wyszła z domu.nigdy nie dorównam mojej mamie czy babci w tworzeniu cudów,a moim marzenIem jest ugotowanie choć w połowie Tak pysznego świątecznego bigosu jaki robi moja mama 🙂 Ale ja czuje się lepiej w slodkosciach–ciasta,chałki, torty…chociaż moje początki też były świetne ! Zrobiłam tort dla rodziców na rocznicę ślubu, na kupionym blacie, że śnieżka z torebki i nasaczony cytrynówką znalezioną w lodówce-A przynajmniej wtedy byłam o tym przekonana.. okazało się potem że to był OCET JABŁKOWY !

    Świetny pomysł z tą swoją książką kulinarną. Jeszcze te odręczne notatki… ja bym wykorzystała to bardziej rodzinie i sentymentalnie-fotoksiążka ze zdjęciami młodszej córki, od urodzenia do 12mca… starszej już taką stworzyłam, teraz kolej na młodszą 🙂

     
  • Klaudia Adamczyk

    A jak się dodaje komentarz będąc zalogowanym na Facebooku to meila mam podać osobno czy jak, bo ciemna że mnie masa w tym temacie

     
    • Nie, nie trzeba, widzę maila 🙂 kl*******g19@wp.pl – to ten? Podaję zagwiazdkowany, żebyś nie trafiła na spamerskie listy.

       
      • Klaudia Adamczyk

        to ten 🙂

         
  • Anna Żak

    Fajny wpis. Lubie w Twoich wpisach ta szczerość i naturalność 🙂
    Ja marze o stworzeniu mojej foto książki z pomaturalnego wyjazdu do Stanów. American Dream nigdy nie został przelany na papier a mam tyle przepięknych wspomnień… w końcu spędziłam tam długi i piękny rok życia. Wykorzystalabym taki kupon właśnie na przywrócenie tych wspomnień, bym zawsze mogła do nich wrócić siedząc wygodnie na kanapie 🙂

     
  • anerdylady

    Ja bym chciaka taka książkę stworzyć dla moich rodziców. Odkąd się wyprowadzilam rodzice przeżywają odrobinę rozłąkę i fajnie by było zostawić im coś na pamiątkę wspólnych wakacji i tym podobnych:). Nie ukrywam że więcej zdjec byłoby jednak ich jako pary, żeby przypomnieć im ze teraz mają przed sobą druga młodość, oraz nie są tylko rodzicami, ale przede wszystkim parą :).

     
  • Ania

    Gdybym mogła stworzyć własną fotoksiążkę, posłużyłaby mi ona do treningu wdzięczności 🙂 . Niestety, w codziennym życiu tak rzadko skupiamy się na miłych wspomnieniach, wspólnych chwilach, małych i większych sukcesach. Zapominamy o tym, co dobrego spotkało nas w życiu, przejmując się codziennymi sprawami…

    W takiej książce z pewnością umieściłabym wspólne rodzinne zdjęcia, fotografie z wyjazdów z przyjaciółmi, zdjęcia z miejsc, do których mam sentyment. A także fotografie związane ze studiami i … wiele więcej 🙂 Wypełniłabym to tak, aby podczas oglądania przypominać sobie miłe chwile . Całość opatrzyłabym fajnym, osobistym podpisem podobnie jak Ty 🙂

    Ucieszyłabym się, gdybym otrzymała własną, spersonalizowaną książkę. W dzisiejszych czasach rzadko wywołuje się zdjęcia. Gdy już je wywołujemy – wkładamy do uniwersalnych albumów, które nie wyrażają nas tak, jakbyśmy chcieli 🙂 Dodatkowo w dzisiejszych czasach raczej przechowujemy zdjęcia na komputerze, a wtedy już nie tak często można do nich wrócić i powspominać, pomyśleć co dobrego nas spotkało 🙂

    Ania

     
  • Bee

    Stworzenie fotoksiążki byłoby idealnym prezentem na 4 rocznicę zwiazku, którą obchodzimy z chłopakiem w listopadzie. Z chęcią uzupełniłabym ją własnoręcznymi podpisami, notatkami i wklejonymi biletami, byłaby wspaniałą pamiątką naszych początków. 🙂 Mam taki album stworzony po maturze, ze zdjęciami od narodzin do dorosłości i uwielbiam go przeglądać. A jak przypomnę sobie ile radości sprawiło mi wklejanie zdjęć i pamiątek do tego albumu, to mam ochotę to powtórzyć. 🙂

     
  • Anna Kasprzyk

    Ja zrobiłabym foto książkę dla mojej mamy. Zawsze powtarza, że na starość będzie siedziała w fotelu i oglądała zdjęcia, które ma wszędzie rozwalone. Więc nawet nie wie gdzie są, że nie umie sobie otworzyć na komputerze, to przydałaby się jej taka książka, choć czasem się zastanawiam, że ta jej „starość” chyba nigdy nie nadejdzie. W sumie to dobrze, ale taka książka poczeka, aż będzie miała chęci oglądać.

     
  • O! A ja bym zrobiła książkę podobną do Twojej, ale jednak w innej tematyce. To znaczy podobne byłoby to, że pokazywałaby drogę, którą przeszłam. Tematyka bowiem jest zupełnie inna. Od kilku lat hobbystycznie zajmuję się fotografią koncertową. Na pierwszy ogień poszłyby same pionowe zdjęcia, bo z niewiadomych przyczyn byłam przekonana, że to najlepsza metoda fotografowania na koncertach – jedna postać (WTF, MILENO, ŁOC ŁRONG ŁIF JU?!). Zaraz za nimi te nienaturalnie przekrzywione (KTO, DO CHOLERY, TRZYMA APARAT W TEN SPOSÓB?!), bo… sama nie wiem! Bo najwyraźniej był to mój sposób artystycznego wyrazu 😀 Potem powoli szło by ku lepszemu 😉

     
  • Dorota Kul

    Zapis swojej historii i to w tak nieszablonowej formie jaką jest fotoksiążka jest wspaniałym przeżyciem. Z sentymentem cofamy się do tamtych chwil, z uśmiechem na twarzy śledzimy każdy na kolejny „krok”. Myślę, że każdy ma taką historię w zanadrzu i chciałby uwiecznić w jedynej w swoim rodzaju książce, jedynej bo tylko przez nas stworzonej.
    Ja też mam taką historię – 10 lat wspólnie spędzonych z mężem 🙂 Ale czas leci. Właśnie w zeszłym tygodniu obchodziliśmy rocznicę i niebawem wybieramy się w podróż z tej okazji.

     
  • Ala

    A ja za troszkę ponad tydzień spełniam swoje wieeelkie marzenie i jadę do Rzymu! Co prawda tylko na 3 dni, ale nie mogę się doczekać 🙂 W mojej fotoksiążce uwieczniłabym tę podróż: romantyczne chwile z moim chłopakiem, przepiękne zabytki i oczywiście… jedzenie 🙂 Jesteśmy prawdziwymi łasuchami, więc oprócz planowania, co chcemy zobaczyć, mnóstwo czasu spędzamy, dowiadując się, gdzie warto zjeść (jeśli ktoś ma jakieś tanie i dobre restauracje do polecenia – będę bardzo wdzięczna!). Możliwe, że kiedy już spróbujemy tych wszystkich włoskich makaronów, pizzy, gelato, kawy, tiramisu, risotto… To po prostu nie będziemy chcieli tu wracać 😉 Fotoksiążka z wakacji to taki mój sposób na utrwalenie tych wyjątkowych chwil i miłe powroty do wspomnień podczas chłodnych, zimowych wieczorów spędzanych pod kocem z kubkiem parującej herbaty.

     
  • Ola

    Ja od nastoletnich czasów mam dwie pasje, którymi są poezja i fotografia. Chciałabym w takiej książce umieścić najlepsze z nich, na każdej lewej stronie jeden wiersz, na każdej prawej stronie jedno zdjęcie. Mogłabym wtedy powiedzieć, że to książka naprawdę o mnie.

     
  • Ala

    Hej, zostawiałam tu komentarz, ale zniknął 🙁 Dlaczego?

     
    • W panelu go widzę, ale tutaj nie, niestety nie wiem dlaczego 🙁

       
  • Ala

    No cóż, spróbuję jeszcze raz…

    Za tydzień spełni się moje wielkie marzenie – wraz z moim chłopakiem wybieram się do Rzymu! 🙂 Fotoksiążka mogłaby stać się świetnym sposobem na zatrzymanie spędzonych tam chwil na dłużej. Z pewnością będzie tam wiele rzeczy wartych sfotografowania: nie tylko zabytki i atrakcje turystyczne, ale też pyszne włoskie dania! Oboje jesteśmy prawdziwymi łasuchami i nie możemy się już doczekać, by spróbować prawdziwej pizzy, makaronów, risotto, gelato, tiramisu czy panna cotty 🙂 Obawiam się, że nie będzie nam się chciało wracać! Ale jako że nie jest to możliwe, miło byłoby mieć książkę dokumentującą ten wymarzony, romantyczny wypad. Z pewnością stałaby się wspaniałym umilaczem chłodnych, zimowych wieczorów spędzanych pod kocem z kubkiem parującej herbaty.

     
    • Ala

      Melduję, że faktycznie nie chciało nam się wracać. Jedzenie przepyszne, widoki piękne, a wyjazd zostanie w mojej pamięci na zawsze, ponieważ wróciłam z niego z brylantem na palcu i świeżo upieczonym narzeczonym 😉

       
  • Iwona

    Bylo już rozstrzygnięcie, prawda? To chyba nie wygrałam 🙁