Nigdy nie mam głowy do wcześniejszych przygotowań do świąt. Zazwyczaj wszystko robię na ostatnią chwilę, nie mam serca do pierników dojrzewających, a nawet gdybym takie zrobiła, to z pewnością nie przetrwały by do świąt. Nawet z tych, które widzicie we wpisie udało mi się uchować jedynie kilkanaście. Cała reszta została zjedzona jeszcze tego samego dnia.

Cenię sobie przepisy, które nie każą mi długo czekać. No chyba, że coś jest tego warte jak np.mięso, albo gdy po prostu tego potrzebuje – przykładem może być buraczany zakwas.  Pierniki, które zazwyczaj służą nam jako choinkowe ozdoby i mała słodka przegryzka, a taki wypiek nie wydaje mi się takim, któremu chciałabym poświęcać dużo uwagi i czasu. Mam na myśli dojrzewanie ciasta czy oczekiwanie na to aż zmiękną. Samo wycinanie, pieczenie i dekorowanie uwielbiam. To dla mnie idealny wstęp do wprowadzania w domu świątecznego klimatu. Dlatego też w tym roku upiekłam je dokładnie tydzień przed świętami, gdy w naszym domu pojawiła się już choinka, a piosenki świąteczne grają non stop.

Odpuściłam również dbałość o szczegóły i elegancki wygląd pierników. Zawsze chciałam, żeby każdy piernik był równo polukrowany, obowiązkowo z obrysowanymi brzegami, do tego równomiernie rozsypana posypka i pierniki o idealnej grubości. Nie wiem po co tak się nad tym rozwodziłam i denerwowałam, gdy tylko lukier wyleciał za brzeg ciastka, a sam ostateczny wygląd pierników nie był taki jaki sobie wymarzyłam. To wszystko było niepotrzebne i doszłam do jednego wniosku – święta są po to, żeby się cieszyć czasem spędzonym z bliskimi. Nie ważne, czy pierniki są równo polukrowane, pierogi idealnie ulepione, a karp wysmażony. Najważniejsza jest atmosfera, chwile i ten wyjątkowy klimat.

Pierniki LAST MINUTE, które sobie wymyśliłam są równie smaczne, jak pierniki „dojrzewające”. Są pieczone z sodą, i dzięki temu nie są całkiem twarde, a lekko wyrośnięte, chrupiące i miękkie jednocześnie. Mój przepis zakłada lukrowanie, więc samo ciastko nie jest bardzo słodkie.

Od kilku dni w naszej kuchni gościmy nowy piekarnik. Jest to Amica EB853BA. Zawsze, gdy piekę w piekarniku, którego nie znam, to trochę boję się końcowego efektu. Nigdy nie wiem, czy 170 stopni, które ustawię, będzie „tymi” 170 stopniami, które znałam z poprzedniego piekarnika. Tak samo jak przechodzi się z gazowego na elektryczny – teoretycznie ustawienia podobne, ale różnice w efektach mogą być kolosalne. W przypadku Amici zaskoczenie było jedynie pozytywne. Pierniczki były równo upieczone, nic się nie przypaliło, a z każdą kolejną porcją pierników czułam, jakby znała ten piekarnik od lat. Lubię czuć się pewnie ze sprzętem, którego używam w kuchni, to bardzo zwiększa komfort gotowania i pieczenia.

Składniki:

  • 180 g masła
  • 250 g miodu
  • 1 łyżeczka sody
  • 400 g mąki pszennej
  • 100 g mąki pszennej razowej (możecie użyć innej razowej np. żytniej)
  • szczypta soli
  • 2 jajka
  • 1 duża łyżka kakao
  • 1 duża łyżka przyprawy do piernika

Przygotowanie:

  1. W małym garnuszku umieść masło i miód. Podgrzewaj, aż się rozpuszczą, wymieszaj do połączenia obu.
  2. Do miski wsyp mąkę, sodę, sól, kakao oraz przyprawę do piernika. Wbij jajka i dodaj masło z miodem (lekko ostudzone).
  3. Wszystkie składniki wymieszaj i wyrób z nich gładkie ciasto. Możesz zrobić to w robocie kuchennym.
  4. Gotowe ciasto zawiń w folię spożywczą i włóż do lodówki na około 30 minut.
  5. Po tym czasie rozwałkuj ciasto dość cienko, wycinaj pierniki foremkami, układaj je na blaszce i piecz w piekarniku nagrzanym do 170 stopni. Ja piekłam je z termoobiegiem i pieczenie jednej porcji zajmowało około 8-10 minut.
  6. Gotowe pierniczki możesz polukrować, posypać cukrem pudrem lub zjeść bez niczego.
  7. Jeśli chcesz z pierniczków zrobić choinkowe ozdoby, to pamiętaj, aby przed pieczeniem zrobić w nich dziurki. Ja używałam do tego zwykłej słomki.

Na koniec, chciałabym Was zaprosić do obejrzenia filmu marki Amica z cyklu „Kuchenne historie” 🙂