Długie włosy miałam odkąd pamiętam. Były one oczywiście wielką chlubą i wszystkie koleżanki mojej mamy zawsze dotykały moich włosów, żeby zobaczyć jak grube są. „Och, jakie ona ma grube włosy. A jakie piękne. Och i ach!” – nie ukrywam, że dotykanie moich włosów przez każdą napotkaną osobę wkurzało mnie niesamowicie i w zasadzie od dziecka marzyłam, żeby włosy obciąć, chociaż troszkę.

Z jednej strony nie mam co narzekać. Lepsze grube i mocne, niż słabe i przerzedzone, ale mimo wszystko, jest to ogromny ciężar. Latem jest bardzo gorąco z takimi włosami, ciężko jest je dokładnie umyć i opłukać, dokładne suszenie trwa minimum 30 minut, robią się kołtuny (mój koszmar z dzieciństwa) i grube włosy niestety nie chcą się układać w żaden sensowny sposób.

Ale żeby nie było, że tylko jęczę, że te moje włosy są takie okropne, to poza tym, że w dzieciństwie było mi z nimi ciężko, to później w nastoletnich latach czułam się już o wiele lepiej. To wszystko za sprawą eksperymentów – samodzielnego obcinania grzywki, farbowania na różne kolory (szczególnie upodobałam sobie odcienie czerwieni) i prostowania, dzięki któremu przestałam wyglądać jak król lew. Nie bałam się robić z moimi włosami różnych cudów, bo wiedziałam, że zawsze szybko mi odrastają, a poza tym są mocne i na pewno się nie zniszczą.

Z wiekiem poszłam po rozum do głowy i stwierdziłam, że „balejaż” to ja już sobie odpuszczę, tak samo jak samodzielne obcinanie grzywki, które i tak za każdym razem kończyło się wizytą u fryzjera. Przez długi, długi czas moje włosy były po prostu brązowe. Mój naturalny kolor to taki ciemno-mysi brąz, więc zazwyczaj dopieszczałam go trochę farbą – mokka, kasztan albo coś w tym stylu. W końcu jednak przyszedł moment, gdy stwierdziłam, że skoro mam tak długie, mocne, grube włosy, to wręcz powinnam zrobić z nich pożytek. I tak oddałam ponad 30 cm moich włosów dla fundacji Rak’n’Roll. Tym sposobem po raz pierwszy w życiu miałam włosy takiej długości, że nie mogłam ich nawet związać, ale na głowie czułam cudowną lekkość.

Ciężko było przywyknąć do tak krótkich włosów, gdy moja ulubiona i najwygodniejsza fryzura to było związanie ich w kok na czubku głowy. Mimo wszystko, wiedziałam, że za rok moje włosy będą już idealnej długości, a myśl, że mogę nimi sprawić komuś radość rekompensowała wszystko. Włosy przekazywane w ramach akcji Daj Włos powinny mieć przynajmniej 25 cm długości. Nie mogą być zniszczone, ani rozjaśniane. Farbowanie włosów na ciemniejsze kolory nie jest przeszkodą.

Po tym, jak straciłam taką ilość włosów, na nowo przekonywałam się jak to fajnie jest mieć długie włosy. I teraz, dokładnie 1,5 roku po ich ścięciu znowu są w miarę długie. Bez problemu mogę związać je w kucyk, upleść warkocz, czy zakręcić loki.

Nie stosuję żadnej wyszukanej pielęgnacji. Często miałam problemy ze skórą głowy, więc przetestowałam już chyba wszystkie możliwe szampony przeciwłupieżowe (najdłużej stosowałam Nizoral, Pirolam i Pharmaceris), po czym zaczęłam jeść więcej zdrowych rzeczy, pić więcej wody i brać witaminy, a problem zmalał. Od czasu do czasu posmaruję skórę głowy i włosy olejem kokosowym, raczej nie męczę ich suszarką i prostowaniem, a czeszczę tangle teezerem.

Niestety nie jestem włosomaniaczką (zazdroszę K. z MDCB <3 ), ani nie znalazłam jeszcze kanału na YT z tutorialami, które byłabym w stanie wykonać sama na swoich grubych włosach. Muszę dodać, że jestem takim przypadkiem, że nawet opaska z warkocza mi się nie udaje. Te wszystkie włosowe porażki trochę mnie zniechęciły, dlatego ciągle czuję, że nie wykorzystuję potencjału moich włosów, ale z drugiej strony trochę nie mam do tego cierpliwości. Z awokado wolę zrobić guacamole, a nie maseczkę, a poza tym chyba szkoda mi czasu na te wszystkie domowe zabiegi. Za to bardzo chcialabym umieć zrobić z włosami coś więcej, niż zwykłego warkocza 😉

Dlatego chętnie przyjmę wszystkie rady i sposoby na grube włosy, które zupełnie nie chcą współgrać z ich właścicielką 😀

 
  • wnusia

    https://www.youtube.com/watch?v=eMNSLDqOBk4
    Trochę oszukańcza korona, ale ta musi Ci wyjść – efekt widoczny nawet na moich cieniasach 🙂

    Piękna inicjatywa z oddaniem włosów, jak tylko kiedyś zapuszczę, też to zrobię 🙂

     
  • M.

    olejowanie to dobro <3 i wcale nie zajmuje masy czasu. ja nakładam olej raz w tygodniu, albo na noc, albo na kilka godzin w ciągu dnia (jeśli nigdzie się nie ruszam). druga ważna rzecz: dobra maska. odżywka to zdecydowanie za mało, ona ma za zadanie tylko ułatwić rozczesywanie, nadać gładkość, to maski odżywiają nasze włosiska. trzecia rzecz: szampon! na co dzień delikatny i drugi – oczyszczający, do używania np. raz w tygodniu. i wsjo. nie trzeba cały czas paćkać się w dziwnych miksturach (awokado też wolę na talerzu niż na głowie, haha), żeby być włosomaniaczką. bardziej chodzi o ŚWIADOMOŚĆ tego, co na te włosy nakładamy, co im służy, a co nie. o minimalne ogarnięcie składników siedzących w kosmetykach, żeby nie dać się nabrać producentom (serio, odkąd zaczęłam się interesować włosomaniactwem, jestem w wiecznym szoku, jak jesteśmy oszukiwane i naciągane). A na skórę głowy polecam glut z siemienia lnianego, nic tak nie koi <3
    Ps też oddałam swoje włosy na fundację, piona! 🙂

     
    • Raz zrobiłam sobie gluta z siemieniem na skórę, to potem dwa tygodnie nie mogłam tego cholerstwa wypłukać 😀

       
      • M.

        ale jak to? z ziarenkami kładłaś? 😀

         
        • Tak hahaha 😀 Rozumiem, że miało być bez? 😀

           
          • M.

            generalnie chyba można, ale ja nigdy tego nie robię, właśnie ze względu na wypłukiwanie 😀

             
  • O nie.. jakbym o sobie czytała. Dosłownie! Mam długie, dość grube włosy. NIC nie potrafię z nimi zrobić, moje umiejętności kończą się na kucyku i warkoczu. To dla mnie dosłownie kompleks! 😀
    I kompletnie nie znam się na żadnych maseczkach, olejowaniu etc. Jestem włosowym analfabetą. Będę obserwować komentarze, może ktoś tu coś doradzi :))
    PS fajna sprawa z oddaniem włosów, chyba się na to zdecyduję. Może krótsza fryzura coś we mnie odmieni, skoro i tak żadnych fajnych fryzur nie lubię (a zimą długie włosy = kołtuny, no szlag trafia!!!)

     
    • Ja też miałam trochę kompleks z tego powodu, nawet nie mogę się wypowiedzieć o żadnych kosmetykach do włosów, bo się nawet na tym nie znam…

       
  • Pięknie Ci w lokach 😉

     
  • Ola

    Czuję się, jakbym czytała o sobie sprzed paru lat 😉 Jednak moje włosy przeżyły chyba o parę domowych rozjaśniań za dużo i teraz muszę dbać o nie trochę bardziej (chociaż powoli wracają do zdrowia). O ile udało mi się opanować sztukę olejowania i nawet nie zapominam już o odżywkach / maskach po myciu, to jeśli chodzi o układanie to mam dwie lewe ręce. Nawet loków ładnie zakręcić nie potrafię (jakimś cudem zawsze wyglądam potem jak pudel), włosy są na tyle grube, że koczki nie utrzymują się zbyt długo, a jakieś wymyślne upięcia odpadają zdecydowanie. Ale nawet pomimo tej przedziwnej ułomności udało mi się je ujarzmić! (w zasadzie to pod wpływem właśnie K. z MDCB :)) Spróbuj warkocza holenderskiego – jest naprawdę prosty, działa nawet na gęstych włosach, nie rozwala się zbyt szybko i wygląda olśniewająco. Plus to świetny patent na treningi (przy zwykłym kucyku moje włosy rozwalają fryzurę już po 3 minutach :D). (No i najważniejsze: tuż po uczesaniu od razu można poczuć się niczym Elsa z Frozen <3)

     
    • Właśnie muszę chyba pokombinować z warkoczami, bo to jedyne co względnie może mi się udać 😀 Żadne upięcia nie wchodzą w grę 🙁