Na nic nie mam tak ogromnego uczulenia, jak na narzekanie. Sfrustrowane i wiecznie niezadowolone osoby wywołują we mnie ogromny stres, a wręcz wściekłość. Sama nienawidzę narzekać i nie cierpię marudzić. I choć też miewam bardzo trudne momenty, smucę się, a nawet narzekam to zawsze staram się wewnętrznie doprowadzić do pionu i po prostu znaleźć rozwiązanie na to co mi przeszkadza. Ale marudzenie jest zaraźliwe. To działa jak wirus i gdy tylko znajduję się w towarzystwie marudzących, to czuję się, jakby coś mnie uwierało w tyłek i jakby ktoś po prostu coś ze mnie wysysał.

Gra w radość

Gdy miałam około 10 lat, dostałam od mojej babci książkę – Pollyanna. Przez wiele lat była to moja ulubiona lektura i zawsze chętnie do niej wracałam, bo była bardzo pozytywna, a podejście głównej bohaterki do życia było takim podejściem, które sama chciałam osiągnąć. Pollyanna była pogodną dziewczynką, która w każdej, najwet najbardziej smutnej sytuacji potrafiła odnaleźć coś pozytywnego. W dzieciństwie jej taka nauczył jej gry w radość. Polegała ona na znajdywaniu dobrej strony złych wydarzeń, a zaczęło się to wtedy, gdy Polly otrzymała w prezencie kule inwalidzkie, a bardzo chciała dostać lalkę. Wtedy tata Polly powiedział jej, że radosną stroną tego wydarzenia jest to, że nie musi z tych kul korzystać. Wiadomo, że na mnie, jako na 10-letnią dziewczynkę ta historia zadziałała inaczej, niż gdybym przeczytała tę książkę teraz, jednak przesłanie szukania pozytywów w trudnych chwilach mimo swojej banalności działa bardzo skutecznie.

A co jeśli powiem Ci, że wszyscy mamy problemy?

I czasami, jak widzę takiego malkontenta, który poświęca 3/4 swojej życiowej energii na marudzenie, to mam ochotę wrzasnąć i zapytać się go: SERIO, TAK CI DOBRZE Z TYM NARZEKANIEM? A może poszukasz w końcu czegoś pozytywnego w swoim życiu i przestaniesz truć?

Zauważyłam też, że wraz z marudzeniem w parze idzie też krytyka innych, wyśmiewanie, obrażanie lub porównywanie siebie do innych, co moim zdaniem jest już równią pochyłą do frustracji i jeszcze większej kuli śniegowej zbudowanej z marudzenia, złych emocji, zazdrości i smutku. Wiecie ile razy zazdrość doprowadzała mnie do skraju nerwów i złości? Ile razy miałam żal do siebie, że ktoś coś zrobił lepiej, że ktoś wpadł na jakiś pomysł lepszy od mojego albo że komuś wiedzie się lepiej? Piszę to szczerze, choć nie jest to łatwe – wiele razy zazdrościłam i byłam zła. Na innych i na siebie. Ale wyleczyłam się z tej złości, po prostu postawiłam sprawę jasno. Nie patrzę na innych, nie patrzę w przeszłość, nie rozpamiętuję tego co było, skupiam się na tym co jest tu i teraz oraz na tym co mogę poprawić w przyszłości.

Drogi Marudo, jeśli wydaje Ci się, że:

-> Tylko ty jeden na świecie masz ciężko, to walnij się w łeb. Myślisz, że twoi przyjaciele, rodzina, sąsiedzi nie mają problemów? A skąd ten wniosek? Bo nie widzisz problemów na ich uśmiechniętych twarzach? Nie wiesz wszystkiego o wszystkich i zapewne nigdy nie będziesz wiedział, ale to że twój sąsiad ma lepszy samochód od Ciebie, nie oznacza, że jego życie jest usłane różami.

-> Mało zarabiasz? To smutne. Ale pomyśl o Panu Zenku, który mieszka bez prądu. Ten to dopiero ma przejebane. Może wyłączysz sobie prąd na tydzień, a potem zastanowisz się czy lepiej mieć jeden zaległy rachunek, prąd i szansę na zapłacenie rachunku, czy nie mieć prądu wcale?

-> Nic ci w życiu nie wychodzi? A pomyślałeś kiedyś, że to ty sam odpowiadasz za siebie i swoje życie, a skoro jesteś już dorosły, masz rozum, mózg, sprawne ciało, to już możesz coś tam zdziałać w swoim życiu? Tak tylko mówię, gdybyś zapomniał, że poza rozważaniem nad swoim nieszczęśliwym losem i torpedowaniem każdego pomysłu są też inne sposoby na życie.

-> Nie musisz nikomu za nic dziękować, bo przecież ogólnie to jesteś fantastyczny i najlepszy, tylko inni dają ciała i to przez nich tobie się nie układa. Ogarnij się, serio. Jeśli nie poczujesz choć odrobiny pokory i wdzięczności wobec kogokolwiek, to nie wiem czy jest dla ciebie jakaś nadzieja. Zawsze warto szukać w swoim życiu rzeczy, za które możesz być wdzięczny.

-> Twoje życie to pasmo nieszczęść i nic już się nigdy nie zmieni, to odpowiem ci najprościej i najbardziej banalnie jak potrafię. Wyobraź sobie najprostsze zjawisko meteorologiczne jakim jest deszcz. Deszcz pada, a potem przestaje padać. Tak to już w życiu jest.

-> Wszyscy powinni słuchać twojego użalania, każdy powinien cię pocieszać, klepać po główce i przytakiwać na twoje smutne rozważania. Otóż powiem Ci, że nie. Nikomu nie chce się słuchać jak jęczysz w kółko o tym samym. Spróbuj lepiej wysilić się na jakiś komplement lub w ogóle coś miłego na jakikolwiek temat. Wiem, że to gorzej, niż miałbyś się przyznać do morderstwa, ale warto próbować.

-> Jesteś jeszcze dzieckiem, które może wszystko i nic nie musi, to muszę cię rozczarować. Czas wreszcie wyskoczyć z tych ogrodniczek z dziurą na kolanie i przestać być rozwydrzonym bachorem. Nikt nie zaspokoi twoich potrzeb, nikt nie przyjdzie i nie pocałuje cię w czółko, bo masz taki kaprys. Dorosłe życie, to nie rurki z kremem, owszem, ale poza piaskownicą też jest fajnie. Możesz zjeść tyle farszu do pierogów ruskich ile chcesz, możesz wracać późno do domu, możesz wychodzić zimną bez rajstop i nikt Ci nic nie zrobi. Jesteś dorosły, ciesz się tym!


Tak, wszyscy narzekamy. Wszyscy boimy się, smucimy, złościmy. Jeśli Ci ciężko, to postaraj się być obiektywny wobec siebie. Szukaj rozwiązań, rozłóż problem na czynniki pierwsze, spójrz na siebie z dystansu, poproś kogoś o pomoc, daj sobie chwilę, odetchnij, powstrzymaj złość, weź kąpiel, policz do dziesięciu. Z każdej sytuacji jest wyjście, a nawet jeśli wydaje się, że nie ma, to jest. Może nie być lekko, łatwo i przyjemnie, ale wszystko zawsze i wszędzie można zmienić. Samo narzekanie nic nie zmieni , ale spokój, dystans i plan może pomóc. I zadaj sobie jedno pytanie:

CO SIĘ STANIE, GDY PRZESTANĘ NARZEKAĆ?

 

 
  • Anna

    Coś czuję, że za tym wpisem stoi jakaś większa historia zdenerwowania gatunkiem ludzkim 😀 Myślę, że nie jest z nami aż tak źle, takie rozczeniowe marudy zdarzają się raczej rzadko i zazwyczaj udaje mi się skutecznie ich unikać 🙂

     
    • Ala

      Gorzej, jeśli ktoś taki (lub nawet kilku ktosiów) należy do Twojej rodziny i unikanie nie wchodzi w grę…