Nie mam wykształcenia, czy jestem głupia i gorsza?

IMG_20170220_184757_233

Czy znajdę pracę bez wykształcenia? Czy inni ludzie mają mnie za głupią, bo nie studiowałam? Takie i inne pytania zadawałam sobie ostatnie kilka lat. Kompleks intelektualny towarzyszył mi odkąd przerwałam liceum. Czułam się głupsza, gorsza, wstydziłam się rozmawiać o szkole. W wieku policealnym, gdy słyszałam pytanie „co studiujesz?”, to miałam ochotę schować głowę w piasek, albo wrzasnąć, że nie wszyscy muszą studiować i prawidłowo te pytanie powinno brzmieć – CZY STUDIUJESZ? 

Wiedziałam, że nie jestem głupia. Nie miałam problemów z przyswajaniem wiedzy, uwielbiałam pisać wypracowania i nawet oceny dostawałam bardzo dobre. Zawsze gorzej szło mi z przedmiotami ścisłymi, ale nie przeszkadzało mi to, bo wiedziałam co chcę robić i czego się uczyć. Nauczyciele twierdzili, że mam potencjał, ale jestem leniwa – chociaż to akurat mówi się większości uczniów 😉

W każdym razie, było mi potwornie przykro, że nie skończyłam szkoły, a w dodatku czułam się głupia, pusta i bez wartości. Zwłaszcza, że zostawiłam szkołę nie dlatego, że źle się uczyłam, ale dlatego, że musiałam pójść do pracy. I chociaż to nie samej pracy się wstydziłam, to moje kompleksy były bardzo głębokie, a poczucie wartości tak niskie, że wydawało mi się, że to co było w tamtej chwili, to jedyne co mnie w życiu czeka.


Żadna praca nie hańbi. Twierdziłam tak zawsze i twierdzę również teraz. Nigdy nie wstydziłam się tego co robię, ale chciałam więcej. Moją pierwszą pracą było rozdawanie ulotek (miałam wtedy 13-14 lat). Później, już w wieku licealnym pracowałam w kebabie, sklepie, opiekowałam się dziećmi, myłam okna i sprzątałam. Wszystko to, żeby mieć choć namiastkę samodzielności, z chęci i przymusu zarazem. Jednak coś za coś. W wieku 20 lat, czułam się jakbym miała tak naprawdę 40 lat i całe bezwartościowe życie za sobą, bo przecież, ani nie skończyłam szkoły, ani nie mam świetnej pracy, ani swojego mieszkania, ani samochodu, ani nie byłam nigdy za granicą, nie wiem nic o świecie i w ogóle to już czułam, że po prostu się cofam i jestem coraz głupsza.

Byłam zamknięta w sobie, czułam się też nieatrakcyjna towarzysko, bo wszyscy moi znajomi rówieśnicy byli zajęci studiami, a główne tematy rozmów to wszystkie okołostudiowe rzeczy, których ja zupełnie nie rozumiałam. Zatem do kompleksów spowodowanych brakiem wykształcenia możemy dorzucić samotność i ogólne poczucie niskiej wartości.

Poza tym, na swojej drodze nie zawsze spotykałam samych miłych ludzi. Niektórzy za wszelką cenę chcieli mi udowodnić, że faktycznie jestem głupsza i gorsza, bo nie mam szkoły. I nie ważne było to jakim jestem człowiekiem i co mam w głowie.

I mimo tego wszystkiego co myślałam o sobie wtedy, teraz jestem z siebie dumna. Starałam się i walczyłam o swoje życie jak mogłam. Gdy tylko trzeba było, to pracowałam najciężej jak można było, a jeśli ktokolwiek i kiedykolwiek ocenił mnie przez to co robiłam, to trudno. Teraz znam swoją wartość i nikt mi nie wmówi, że jestem przegrańcem, bo nie mam studiów. W ogóle, jeśli ktokolwiek ocenia drugą osobę w ten sposób, to bardzo prawdopodobne, że sam ma ze sobą duży problem.


Ludzie spieszą się ocenić innych, bo boją się oceniać siebie.

Łatwo jest oceniać innych. Oj, bardzo łatwo. A najłatwiej patrząc na wszystko tylko ze swojej perspektywy i poprzez własne doświadczenia, zupełnie nie biorąc pod uwagę tego, że ktoś nie ma wykształcenia czy dobrej pracy nie dlatego, że jest głupi, ale dlatego, że np. tak potoczyło się życie, miał trudną sytuacje, rodzinne problemy. I niezależnie od starań i chęci, na ten moment nie może mieć więcej, niż ma.

Niestety, to właśnie ocena innych często dobijała mnie najbardziej. Często myślałam tylko o tym, że muszę jakoś udowodnić innym, że mnie stać na więcej, że mogę i chcę czegoś innego, że nie jestem głupia i wcale nie jestem jakaś wybrakowana, bo pracuję w sklepie.

I chyba każdy chciałby w życiu więcej, ale czasami po prostu nie można, a dobrze jest też mieć co do garnka włożyć. Niezależnie czy masz wykształcenie czy nie – musisz zapłacić za mieszkanie, mieć co jeść, co ubrać, a często nie myślisz tylko o sobie, ale też o dzieciach. Praca, jak chociażby osoby pracującej na kasie w markecie nie dość, że jest fizycznie ciężka, to jeszcze stresująca. Takie osoby codziennie muszą spotykać się z kąśliwymi uwagami, złośliwymi klientami, a do tego dochodzi stres związany z pomyłkami, długie godziny pracy i pensja nieadekwatna do wykonanej pracy. Pracowałam w sklepie kilka lat i choć nigdy nie był to duże sklepy, to i tak bywało różnie, a na pewno nie było lekko.

I nigdy nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorsi, bez wartości albo wasze życie nie ma sensu, bo nie robicie w życiu tego co zawsze chcieliście robić. A jeśli to Ty jesteś jednym z tych naśmiewających się, to pamiętaj, że życie pisze różne scenariusze i zawsze może postawić Cię w kryzysowej sytuacji, bez uprzedzenia.


Nikt nie zabroni Ci marzyć, a marzenia to pierwszy krok do zmian. Zawsze można mieć cele, mniejsze lub większe, ale to one sprawią, że możesz pójść do przodu. Chciałam skończyć szkołę? Skończyłam ją. Chciałam nauczyć się gotować i blogować? Robię to i cały czas się uczę. Nie potrzebowałam do tego dyplomu, wielkich pieniędzy i wielkich zasobów czasu. Małe cele, które zostają spełnione, dają motywacje do robienia większych rzeczy. I wiem, że nie wszystko da się zrobić bez wykształcenia, ale jest wiele możliwości, po które można sięgnąć.

Czy można coś osiągnąć nie mając nawet matury? Można, a wiele przykładów możecie znaleźć wśród szanowanych i znanych ludzi pracujących w wielu dziedzinach. Mogłabym tu wymieniać aktorów, dziennikarzy, pisarzy, a także wielu artystów. Naprawdę daleko szukać nie trzeba i zapewniam, że właśnie te osoby nie posiadające wykształcenia widujecie codziennie w telewizji.  Co spowodowało, że im się udało? Może szczęście, może znajomości, a może ciężka praca i umiejętności? Wiem, że nie każdy ma takie same szanse, a życie ogólnie rzadko kiedy bywa fair, ale trzeba iść do przodu i nie oglądać się za siebie. Mówię to ja – wydałam książkę, a nie mam matury, znajomości, ani kasy 😀

Widujecie też osoby wykształcone, które pracują niekoniecznie tam gdzie by chciały. Ale pracują i starają się, aby mieć za co żyć i aby utrzymać rodzinę. Na tym polega życie. I jak komuś przeszkadza wasz standard życia czy pracy, to jest to tylko i wyłącznie jego problem. Nie pozwólcie, żeby cudze kompleksy obniżały waszą pewność siebie.

Życzę wam, żebyście niezależnie od wszystkiego zawsze szli przez życie z podniesioną głową.

 

 
Tagi: , , ,

Related Posts

by
Previous Post Next Post
  • Piekielna Strona Popkultury

    Dziękuję Ci za ten wpis. Nawet nie wiesz, jak bardzo <3

     
    • Nie wiem, ale cieszę się, że pomógł <3 🙂

       
  • Kasia Facciolo

    ❤❤❤

     
  • Gangrelos

    Trochę powtórzę to co sama napisałaś w tekście ale trudno 😉 Mam wyższe wykształcenie. Nawet podwójne. Robię na śmieciówce za niewiele ponad najniższą krajową w miejscu baaardzooo luźno związanym z wyuczonym zawodem. Ot życie. Nie narzekam. Daje się wyżyć a w między czasie się rozglądam. Zresztą nie o to chodzi. Mam znajomego który zaczął chyba 3 kierunki. Nie skończył żadnego. Zarabia podobnie jak ja. Mam innego znajomego. Też nie skończył żadnych studiów. Ale on zawsze był fascynatem informatyki. Fakt że na początku musiał się mocno dobijać do firm bo wielu rekruterów miało „wytentegowane” na wypisane w CV kwalifikacje a patrzyło na brak ukończonej szkoły wyższej. Teraz zarabia koło dwóch ŚREDNICH krajowych. Takich przykładów na pewno każdy zna sporo. Życie układa się rożnie i tyle. Natomiast ludzie którzy kwalifikują innych według ukończonego kierunku/uczelni czy według tego czy w ogóle coś ukończyli (o pieniądzach już nie mówiąc) to buce którzy sami najwyraźniej mają jakieś kompleksy i potrzebę dowartościowania się. Nie ma co się przejmować ale narzekać też nie ma co. Jeśli faktycznie jest nam źle to mimo wszystko trzeba próbować to zmienić ale dla SIEBIE i tylko dla siebie a nie ze względu na innych…

     
  • Bo widzisz sytuacja osób super hiper wykształconych, oceniających innych jest po prostu fatalna. Oni mają tylko swoje wykształcenie, ego i poczucie,że są lepsi bo wmówiono im to w elitarnych szkołach i na studiach. I tym się karmią. Li i tylko. To po prostu nieszczęśliwi ograniczeni ludzie.

    Wiem co piszę jestem nieliczną wśród moich znajomych, którzy mogą powiedzieć,że całkowicie sami się utrzymują po prawie (rocznik 92) bez pomocy rodziców czy bez chłopa,który by utrzymał, alimentów,mieszkania z rodzicami czy datków by mieć na buty czy płaszcz zimowy. Ale jestem tą gorszą,bo pracuje dla „złej korpo”,a wcześniej dla „lewaków” a oni prawi uczą się by zostać mecenasami 😉

    Całe liceum gadka o elitarności, olimpiadach i świetlanej przyszłości. Rodzina karmiąca się dziecięciem co na prawo, medycyne czy archytekturę czy inne urocze kierunki poszło. Będzie w wolnym zawodzie mówili. Będzie dumą rodziców mówili. Potem studia na których oderwani od rzeczywistości ludzie wtłaczają do głów jaka to elitarność czeka, wyjątkowość zawodu tylko początki są trudne. I na studiach zamiast do normalnej pracy idzie się na praktyki – w przypadku prawników darmowe bądź symboliczne. Czasami się trafi taki co poleci z kasą i rzuci osiem/dziewięć stów za pracę 35-40 godzin w tygodniu jako sekretarka i asystent prawny. Góra minimalna krajowa Na tych elytarnych studiach traktują Ciebie przeważnie jak szmatę do podłogi, materiał na egzaminy to kolosalna pamięciówa i jakieś nieporozumienie, sfrustrowani profesorzy w większości gnębią studentów bo mogą i w dupach mają,że źle o nich świadczy gdy większość rocznika uwali przedmiot.Na ostatnich latach studiów z uśmiechem Kota z Cheshire oferują praktyki darmowe;) A na tych pracujących studentów dziennych czekają pisma od dziekana,że zmiana grupy ćwiczeniowej niemożliwa. Nic ich nie obchodzi że pracuje bo to studia dzienne. Ja se chce pracować to won na zaoczne 😀 Dosłownie na palcach jednej ręki mogę wymienić prawników z tytułami naukowymi i klasą,którzy szanowali wszystkich dookoła, w tym moją promotor pracy magisterskiej, którą jako jedyną widziałam gdy mówiła dzień dobry paniom,które sprzątały nam wydział…(i robiła sobie sama kawę to też szok i niedowierzanie w tym środowisku,ale na pół korytarza słychac było ,że ma dwie ręce i dopóki je ma sama sobie kawę zrobi :D)

    Samochody, domy i wakacje zagraniczne to kredyty. I to często na rodziców. Gdy słyszę na ile się zadłużyli (lub planują zadłużyć) moi znajomi bądź ich rodzice to łapię się za głowę. Bo wiesz ten nowy samochód to leasing, kredyt na mieszkanie i wyposażenie, kredyt na wakacje, i karta kredytowa w obrotach (ostatnio w pracy kolega wręcz peany na jej cześć wygłasza) I gdyby nie byli to jacyś moi znajomi obecni czy dawni to nie wierzyłabym,że naprawdę tak to wygląda. I że można oceniać kogoś po samochodzie, mieszkaniu, wykształceniu. I na tym punkcie też zero kompleksów! Bo nie warto się dołować takimi głupotkami.

    Pani na przysłowiowej kasie jest o wiele mądrzejsza od człowieka po studiach. I na pewno zaradniejsza. Ma wielki szacun u mnie w przeciwieństwie do niektórych wykształciuchów. No i pora pomyśleć,że CI ą ę klienci mogą po prostu najzwyczajniej w świcie zarabiać mniej bądź sa na darmowych praktykach czy są po prostu ograniczonymi społeczenie nieszczęśliwymi ludźmi. Więc wszystkie babki głowa do góry i cycki do przodu! Żaden świstek papieru czy stan konta nie świadczy źle o Was! A sio kompleksy!

    Fiolka

    P.S. Nie no nie chcę wrzucać wszystkich do jednego wora, poznałam świetnych ludzi na studiach, znam kilku świetnych prawników z „klasą”, ale większość moich znajomych ze studiów czy LO jest cholernie sfrustrowana i aż przykro z nimi spędzać czas,bo liczą się tylko studia i wykształcenie i doktorat i aplikacja prawnicza a poza tym nic 🙁

    P.S.S. Mój chłop czasami chce powiesić swój dyplom magistra w kiblu,bo twierdzi,że tyle jest wart.

     
  • today-ornever.blogspot.com

    Mam 25 i mam tylko maturę. Moi rówieśnicy właśnie wkraczają w etap po studiach, układają sobie życie. A ja…rzuciłam studia po 5 latach, nie mając nawet licencjatu. Ile trudnych spraw sie na to złożyło? Ogrom. Nikt tego nie widzi. Wtedy, kiedy oni balowali, ja pracowałam.
    Po dwóch latach „przerwy” podjęłam decyzję. Skończę studia, za wszelką cenę. Te wymarzone, na ktore chciałam iść od zawsze. Połączenie pracy i studiów jest cholernie ciężkie. Kiedy je skończę, bede miała 30 lat. Do tego czasu mogę pracować w sklepie. I obsługiwać tych znajomych. I wiesz co? Z uśmiechem na ustach. Bo wiem, dlaczego znalazłam sie w takim miejscu. I przede wszystkim wiem po co:m. Mam cel. Tobie tez tego życzę, celu.

     
  • Kasia

    Świat stanął na głowie! Szczycić się tym, że sie nie ma ukończonej szkoły… A do tego takimi wpisami degradować zasługi tych którzy jednak potrafią połączyć pracę i studia (mówiąc ze i tak gówno z tego moze byc). Osiągnąc mozna cos zawsze, trzeba tylko chcieć. A żeby miec odpowiednią motywacje wcale nie trzeba nie iśc na studia. Odpowiadając na pytanie z nagłówka: nie wiem czy jesteś głupia czy gorsza bo Cię nie znam, ale z danej dziedziny w której ludzie studiują zapewne masz mniej wiedzy niz oni. Ludzie uczcie się i studiujcie!

     
    • Wygląda na to, że zupełnie nie zrozumiałaś mojego tekstu, a w dodatku zarzucasz mi rzeczy, których nie napisałam. Nie degraduje niczyich zasług i wcale nie zachęcam do tego, żeby się nie uczyć, a jedynie, aby zdać sobie sprawę, że jeśli coś w życiu z wykształceniem pójdzie nie tak, to że zawsze można to naprawić lub wybrać inną drogę i nie trzeba przez to czuć się gorszym. Poza tym, nawiązując do Twojego przedostatniego zdania – teraz wiedzę można zdobywać na wiele różnych sposobów, nie tylko na studiach. Oczywiście nie ze wszystkich dziedzin, ale o tym już też wspominałam w tekście, jeśli nie doczytałaś.

       
    • Każdy ma mniejszą wiedzę lub jej totalny brak w dziedzinach, którymi się nie interesuje.
      Nie widzę w tym komentarzu ani cienia sensu…
      Nie mam zielonego pojęcia na temat informatyki, medycyny, prawa, giełdy, gospodarki przestrzennej i miliona innych rzeczy, bo tego nie studiowałam, mam się czuć głupsza czy zacząć studiować wszystko na raz bo „ludzie uczcie się i studiujcie”?
      Bez sensu jest posiadanie znikomej wiedzy w 10 dziedzinach, lepiej być zajebiście dobrym w jednej, end of story z mojej strony.

       
    • Gangrelos

      „Trzeba tylko chcieć”. Jeden z największych bulshitów jaki ludzie sobie współcześnie wmawiają. Co w dodatku ostatnio podsycają ci wszyscy „mówcy motywacyjni” i reszta szarlatanów mianujących siebie „coachami”. Przykro mi ale brutalna prawda jest taka że pewnych rzeczy się nie przeskoczy a największe trudności i przeciwności udaje się pokonać nielicznym i wcale nie dlatego że chcieli mocniej niż reszta… Prawdziwe życie jest niestety brutalne i pseudo filozoficzne hasełka tego nie zmienią…

       
  • Bo najważniejsze jest znaleźć to, co się kocha, a od ludzi którzy wkładają w szufladki uciekać jak najdalej 😊

     
  • Aleksandra

    Mam za sobą 2 różne kierunki studiów – pierwsze, na które straciłam 5 lat życia i do niczego mi się nie przydały, drugie dwuletnie – wybrane już bardziej świadomie, podyktowane pasją i chęcią rozwoju swoich zainteresowań. Nie pracuję w zawodzie, nie zarabiam na niczym, co wyniosłam z uczelni.
    Obecnie mam własną firmę, która prosperuje już od ponad 5 lat – zapracowałam sobie na nią sama i nauczyłam się na wielu porażkach. Żeby coś osiągnąć w życiu nie potrzebujesz papierów. Wystarczy, że masz sporą ilość oleju w głowie, dużą dawkę pokory, serce do tego, co tworzysz i może odrobinę szczęścia.. a ludzie niech sobie mówią co chcą, ale pewnie większość z nich chciałaby być teraz na Twoim miejscu 😉

     
  • Ja mam magistra z surdopedagogiki ale nie pracuje w zawodzie.. a szkoda, bo nauczanie dzieci i używanie języka migowego to moja pasja… ale ze względu na mieszkanie za granicą, nie mam szans na pracę w moim charakterze….

     
  • Aneta

    Wierzę, że każdego człowieka spotykamy w jakimś celu. Trafiłam na ten wpis szukając jakiejś inspiracji na wpis o…bankach 😉 Patrzę naa tytuł i myślę: słodki jezu w morelach, to o mnie! O bankach zapomniałam. Dziewczyno! Ucałować Cię muszę za ten wpis. W liceum byłam stypendystką premiera. Trzy lata z rzędu najwyższa średnia w liceum. Matura bez problemu. Na studia się dostałam bez problemu. Problemem były pieniądze… Stypendium się skończyło, rodzice dawali niewiele, a jednak rachunki trzeba zapłacić. Takim oto sposobem imałam się każdego zajęcia, często za psie pieniądze, bo nie znałam swojej wartości. Zawaliłam studia. Ja! Toż to cała rodzina kupowała gazetę, bo tam moje zdjęcie było jak dyplom odbierałam. Dla mamy to był taki wstyd, że do tej pory nic nikomu nie powiedziała, zostawiła mnie bez grosza a ja jadłam dziennie jeden jogurt, do pracy jeżdziłam na gapę, bo pieniądze, które zarobiłam wystarczyły tylko na opłacenie mieszkania. Byłam wytrwała, poszłam drugi raz. Nie dałam rady. Fizycznie. Któregoś dnia zasnęłam na korepetycjach, innego dnia nawaliłam z odebraniem dzieciaka z przedszlona. Było mi najzwyczajniej w świecie wstyd. Chciałam jakąś zapomogę dostać, czy coś. Okazało się, że mogę rodziców pozwać do sądu, bo mi niewiele dają. A przepraszam z czego mają dać, jak sami nie mają? Poszłam na ten sam kierunek po raz 3. Wstyd mi było jak cholera, przed wykładowcami. Na pytania o szkołę reagowałam agresją, albo kłamałam. Któregoś dnia spotałam się ze znajomym, oczywiście zapytał o uczelnię. Zareagowałam agresją. A on najspokojniej w świecie zapytał: czemu od razu tak reagujesz? boisz się oceny? a wiesz co ja sobie pomyślałem…kurde jaka silna i dzielna dziewczyna, że miala odwagę iść po raz 3 na ten sam kierunek. A ja poczułam się wtedy jak mała dziewczynka, ktora w końcu mogła zdjąć maskę tej „starej młodej”. Teraz nie wstydzę się o tym mówić, nawet jestem dumna z tego, że moje życie jest takie przewrotne i patrzę z politowaniem na ludzi, którzy mnie oceniają. Widzisz, pracowałam w jednej firmie dla klienta, jego pracownicy to młodzi, wykształceni ludzie. Pokończyli 3 kierunki, nazbierali mnóstwo certyfikatów, znają po kilka języków…a nie potrafili dobrze jednego świstka papieru poprawnie wypełnić. Praca w korpo doprowadziła do tego, że leczyłam depresję. Nadal pracuję nad poczuciem własnej wartości. Ostatnio koleżanka zapytała mnie czy nie myślę o wzięćiu kredytu, bo tu juz prawie 30 a w końcu ja nic nie mam i ona też niby nie, ale oszczędza więc może kredyt… I czy naprawdę dla ludzi pełnią szczęścia jest posiadanie mieszkania na kredyt? Albo kolejnej pary butów i wakacje w innym kraju? W tym momencie mam fantastyczny pomysł na biznes, i chociaż się boję jak cholera to go założę. Będę prowadzić dwa blogi. Mam plan na otwarcie stowarzyszenia pomagającego ludziom z bankami. Jestem obrotna, zaradna, inteligentna, spostrzegawcza, ambitna i wytrzymała. A studia? Dyplom mogę sobie zrobić w jakimś programie graficznym i wydrukować 😉 Bo się nauczyłam, i wcale nie na studiach. Bo na studiach w chwili obecnej uczą samej niepotrzebnej wiedzy. Większość ludzi, których poznałam nie pracuje w zawodzie, żałuje że poszli na dzienne albo w ogóle żałują, że poszli na studia. Może i niektórzy mają ten dokument, ale nie mają przygotowania do prawdziwego życia, a ja już tę lekcję odrobiłam. Dziękuję…. nie jestem w stanie opisać tego, jak dużo mi teraz dałaś!

     
  • Екатерина Kasia

    Bardzo ważna kwestia została tutaj poruszona. Moi marzeniem jest po prostu stworzenie własnej szczęśliwej rodziny, studia i nauka, praca to środek do realizacji a nie cel sam w sobie według mnie. Niestety wpadłam w pułapkę współczesnego myślenia, że jeśli nie mam super wykształcenia, dobrze płatnej pracy itd. to nie powinnam zakładać rodziny, bo po pierwsze żaden sensowny mężczyzna nie zainteresuje się kobietą, która nie zarabia, a po drugie nie zapewnię swoim dzieciom odpowiednio wysokiego poziomu życia. Strasznie mnie to flustruje i tracę zupełnie poczucie własnej wartości. Nie umiem się uwolnić od tego narzuconego aczkolwiek głupiego schematu myślenia…

    Podziwiam osoby, które pomimo konwenansów nie dały się zniszczyć i poradziły sobie w życiu. Pozdrawiam.

     
  • Kliknęłam serduszko Polecam. To wszystko co chcę powiedzieć 🙂

     
  • zpopk

    Nie miałam czasu napisać wtedy więc napiszę teraz. Jest kilka rzeczy które trzeba rozdzielić. Wykształcenie, mądrość i kształcenie się do zawodu. Wykształcenie nie zapewnia mądrości. Fajnie je mieć, bo człowiek – a ty na pewno – zawsze lubi wiedzieć więcej. Wykształcenie jest… miłe. Ale to tyle. Mądrość jest czymś zupełnie z tym nie związanym. Wynika z doświadczenia życiowego, inteligencji, rozsądku. Ty masz jej wiadro. Inna sprawa to uczenie się do zawodu. Niestety coraz rzadziej pozwalają się uczyć na żywca w pracy, częściej chcą papierka. A szkoda bo to były dwie dobre drogi do ciekawych prac.

    Problemem nie jest wykształcenie czy jego brak ale to czy się ma otwartą głowę, ciekawość świata i serce do poznawania tego czego się nie zna. Jak się to ma można zdobyć wszystko. A ja ciebie znam i to masz.

    A na koniec – jako dziecię z rodziny gdzie poniżej doktoratu to człowiek jest średnio wykształcony – prawdziwi ludzie nauki naprawdę nie patrzą na dyplomy, bo już wiedzą że to zawód jak każdy inny i tu też zdarzają się idioci. Ostatecznie mama zawsze wracała z mojej wywiadówki i mówiła mi, że jedyną rozsądną matką jest mama mojej koleżanki która była sprzątaczką po podstawówce.

     
  • Ka

    „Nie pozwólcie, żeby cudze kompleksy obniżały waszą pewność siebie.” – chyba nazwałaś mój problem! Dziękuję 🙂 Jakoś tak od razu lepiej na duszy mi się zrobiło 🙂
    Ja mam trochę odwrotny problem – taki, że po studiach jestem (już parę dobrych lat), niby pracuję „w zawodzie”, dokształcam się ale tak naprawdę marzę o „zwykłym”, prostym zajęciu ale takim, którym mogłabym uszczęśliwiać innych a przede wszystkim siebie. Ale przez to zawodowo-naukowe „obciążenie” czuję się z moim marzeniem niekomfortowo. Właśnie przez takie osoby, które leczą swoje kompleksy ocenianiem innych. Smutne. Wygrywa też cały czas moje poczucie odpowiedzialności i jakiejś na opak wdzięczności, że to co mam, powinnam cenić i po co igrać z losem. Ech.
    Dzięki za ten tekst!

     
0 shares