Zawsze jest trochę melancholijnie, trochę wesoło, trochę smutno, trochę tęskni się za latem, a trochę wygląda się zimy i świąt. Jaki jest ten miesiąc? Wyjątkowy. Dużo układam, przestawiam i porządkuję. W środku, w głowie, w sercu.

Wyławiam ze śmietnika codzienności pojedyncze doznania.

Ta jesień jest inna. Nie widzę jej w standardowych barwach. Kolorem października jest fioletowy. Ostatnio jest on moim ukochanym kolorem i teraz chyba nawet strącił z podium niebieski, który do tej pory był top of the top. Internet mówi, że osoby lubiące fiolet cechuje tajemniczość, intuicja i zamiłowanie do piękna. Podobno fiolet jest symbolem poszukiwania, wolności, doskonałej miłości i młodości. I ja właśnie czuję się młodo, jak nigdy.

Fiolet idealnie oddaje wszystko co najlepsze w kulinarnej jesieni – kapustę, bakłażana, fioletowe ziemniaki, czosnek, buraki, śliwki. Pisząc ten tekst, całe mieszkanie wypełnione jest zapachem boczku z powidłami śliwkowymi. Jutro zrobię fioletową kiszoną kapustę. I może kopytka z fioletowych ziemniaków?

1 | 2 | 3 | 4


Ostatnio lubię też neony. Te mówiące do mnie fioletowym światłem. Chciałabym mieć na ścianie taki neon i wieczorem siedzieć z kubkiem herbaty, słuchać jesiennej muzyki i wpatrywać się w niego. Zwłaszcza w ten, który mówi stay wild. 

1 | 2 | 3 | 4


W październiku jestem pełna (nie)poprawnego romantyzmu. I wcale nie czuję się z tego powodu słaba czy zawstydzona. Twardy tyłek i szczypta racjonalizmu nadal mi towarzyszą, może nawet bardziej, niż zwykle. Jednak pozwalam sobie na dobre uczucia i nie jest to moją słabością. I szukam słów, które odzwierciedlą mój nastrój.

 

 

i najważniejsze:

 


Muzyka w październiku jest spokojna, lekka i ciężka zarazem. Uspokajająca i rozpalająca od środka. Usypiająca, wprowadzająca w stan 3K: kanapa-kakao-koc.


Książki jakie czytam, są różne. Czasami sięgam po jakąś z zaciekawienia tytułem, czasami okładką, a niekiedy opisem. Sama nie wiem, jak trafiłam na te trzy tytuły. Każda z tych książek jest inna. Ale najbardziej mogę polecić wam 52 tygodnie. To taki książkowy „podlotek”, może zbyt pozytywny i pełen banałów, ale całkiem fajny. Główna bohaterka postanawia, że przez kolejne 52 tygodnie będzie robiła coś nowego i tak pojawiają się takie pomysły jak pisanie listów do najbliższych, gotowanie potraw związanych ze wspomnieniami, spanie na balkonie. Sama zachciałam zrobić taki eksperyment, kto wie co nowego mogłabym odkryć?


Ten miesiąc, a przynajmniej kolejną połowę poświęcę na dbanie o siebie. Chcę się wysypiać, zdrowiej jadać, co wieczór wklepywać krem w twarz powtarzając w głowie „loreal, jesteś tego warta” i pozwalać sobie na wiele przyjemności. Najlepiej idzie mi z jedzeniem, więc uzbrojona w pudełko z pyszną sałatką (z awokado i kurczakiem), jadę do pracy. A jaki jest wasz październik?

Udanego dnia!

P.

 
  • Magdalena Przychodniak

    Buraki zawsze na propsie! <3

     
  • Fiolet chyba od zawsze jest moim ulubionym kolorem, ale pierwsze słyszę o tej intuicji i zamiłowaniu do piękna. Ale to sama prawda, ładnie mnie określa. Dobrze poznać kolejną miłośniczkę fioletu! 😀