Yerba Mate, to napój przyrządzany z listków i gałązek Ostrokrzewu paragwajskiego. Jest to wiecznie zielone drzewo, osiągające w stanie dzikim nawet do 15 m wysokości. Występuje jedynie na niewielkim obszarze pomiędzy Oceanem Atlantyckim, a rzeką Paraguay, na terenie Argentyny, Paragwaju, Brazylii i Urugwaju. 

Historia popularności napoju sięga połowy XVII wieku, kiedy to w zamieszkane przez plemię Guarani dorzecza Parany dotarli misjonarze jezuiccy. Odkryli oni, że ulubioną używką miejscowych były liście pewnego gatunku wiecznie zielonego krzewu nazwanego później ostrokrzewem paragwajskim. Ich żucie likwidowało zmęczenie, rozjaśniało umysł i łagodziło uczucie głodu.


Pierwszy raz o yerba mate przeczytałam gdzieś w Internecie. Była to opinia, która wskazywała na to, że yerba mate smakuje jak błoto wymieszane z tytoniem. Wyobrażałam sobie, że to jest trochę taki napój dla nawiedzonych hipsterów, którzy siedzą i siorbią sobie go przez tą dziwną słomkę. Opinia o smaku nie była zbyt zachęcająca, ale jednak mimo tego stwierdziłam, że muszę wypróbować. Niekoniecznie przez wzgląd na smak, który jest bardzo subiektywny, ale przede wszystkim przez właściwości.

Wiele mądrych źródeł pisze o właściwościach zdrowotnych mate, jak również o ogólnych korzyściach z jego picia. Na stronie jednego z producentów yerba mate, firmy Taragui, znalazłam kilka najważniejszych informacji:

  • napar wpływa przede wszystkim na poziom energii – ale nie działa tak jak kawa, która daje jednorazowy zastrzyk energii. Jedno i drugie zawiera kofeinę (przy mate mówi się o „mateinie”, ale to jest to samo). Mogę powiedzieć z własnych obserwacji, że picie mate działa bardzo energetycznie, ale stopniowo przez kilka godzin. Nie ma tutaj tego kofeinowego skoku jak przy kawie,
  • mate wpływa na metabolizm węglowodanów, czyli można powiedzieć, że w jakiś sposób wpływa pozytywnie na utratę lub utrzymanie wagi. Zauważyłam też, że pijąc mate nie mam napadów głodu i mój apetyt jest jakby odrobinę mniejszy,
  • dobrze wpływa na układ sercowo-naczyniowy oraz wspomaga trawienie ciężkich potraw,
  • mate to w dużej części przeciwutleniacze, więc ogólnie bardzo korzystnie wpływa na zdrowie i układ autoimmunologiczny, przez co jest nazywany eliksirem młodości,
  • przeczytać można też o wspomaganiu pracy układu nerwowego, odbudowie komórek, oczyszczaniu z toksyn, a także o działaniu łagodzącym bóle menstruacyjne, łagodzi wahania nastroju i dobrze wpływa na układ odpornościowy.

Więcej możecie przeczytać tu: https://www.taragui.com/pl/ 

Wszystkie te właściwości skłaniają mnie do picia mate, ale najbardziej jednak lubię energię, która przychodzi stopniowo i zostaje przez dłuższy czas. To jest taki bardzo fajny, energetyczny stan.

To co jeszcze mnie urzekło, to sam rytuał przygotowywania mate. Pilnowanie temperatury wody, obserwowanie liści i łodyg pęczniejących od wody. Z czasem oczywiście przestałam to praktykować i stosowałam metodę Cejrowskiego, czyli nasypać, sprawdzić czy woda nie jest zbyt gorąca i zalać. Jednak nieustannie lubię dodać coś od siebie. A to plasterek grapefruita, albo jakieś przyprawy. Wiem też, że najbardziej smakuje mi mate zaparzone drugi raz. Ten pierwszy napar jest dla mnie zazwyczaj odrobinę zbyt gorzki i intensywny, a drugi jest już idealny.

I choć na początku wadą mate był dla mnie smak, to teraz lubię go bardzo, a szczególnie wtedy, gdy tak jak pisałam, mogę eksperymentować z dodatkami. I tak latem bardzo lubię terere, czyli mate na zimno – do naparu dodaję sok z cytrusów i kostki lodu, a teraz w okresie jesienno-zimowym odkryłam coś całkiem innego – mate z mlekiem migdałowym i korzennymi przyprawami. I chciałabym się z Wami tym odkryciem podzielić 🙂

Składniki:

  • 200 ml mate (stopień intensywności naparu zależy od was)
  • 100 ml mleka migdałowego (podgrzanego)
  • łyżeczka miodu
  • szczypta kardamonu, cynamonu i imbiru
  • 1/2 łyżeczki gorzkiego kakao

Przygotowanie:

  1. Gorące mleko dodaj do mate, dopraw przyprawami, dodaj łyżeczkę miodu i wymieszaj dokładnie.
  2. Wierzch posyp gorącym kakao.
  3. Dla efektu ‚chai latte’ mleko można spienić 🙂