Komedie romantyczne to gatunek, który najlepiej ogląda mi się zimą. Ta pora roku daje najlepszy nastrój do oglądania wesołych historii o miłości. Kakao najlepiej smakuje wypijane, gdy leży się na kanapie pod kocem. Do tego zestawu dołożyłabym jeszcze jakiś ciepły, świąteczny sweter i najlepiej fajnego chłopaka u boku, na którego można popatrzeć, uśmiechnąć się i pomyśleć o tym jak spoko, że takie uczucia, to nie tylko  w filmach. A przynajmniej pewne momenty naszego życia mogą być równie romantyczne i miłe, jak te filmowe. W życiu raczej nie zobaczymy takich scen jak ta, w której Mark przychodzi w Święta do Juliet, aby w nietypowy sposób wyznać jej miłość:

Albo ta, w której premier Wielkiej Brytanii całuje się na szkolnej scenie ze swoją pracownicą, w której się zakochał:

Życie w ogóle mało ma wspólnego z filmem i w tym jest całe piękno. Żeby codziennie uczyć się od siebie czegoś nowego, dostrzegać zmiany, wspólnie tworzyć wspomnienia, dbać o siebie, a pod koniec dnia móc pomyśleć o tym, jakie to cudowne, że ta druga osoba jest obok. A nad tym się nieustannie pracuje i choć czasami to nie jest bułka z masłem, jeśli obie strony chcą tego równie mocno, to myślę, że warto jak cholera. Czasami boli i piecze jak kolano zdarte na chodniku, ale wtedy trzeba wstać, nakleić plaster, poczekać aż się zagoi, a następnym razem uważać bardziej.

W Love Actually przewija się, aż 10 miłosnych historii. Każda z nich, choć dotyczy ludzi z różnych sfer, w różnym wieku i momencie życia, to jednak opiera się na podobnych schematach. Te wszystkie historie dają świetną całość i tak śmiało mogę powiedzieć, że Love Actually, to obecnie chyba najpopularniejszy świąteczny film. Dla mnie idealnymi filmami na ten czas są jeszcze „Ja cię kocham, a ty śpisz”, „Holiday” i „Powrót Batmana”. Ten ostatni ma szczególne miejsce w moim serduszku – przez Tima Burtona i specyficzny klimat.

A dziś, w związku z tym, że idą Święta i to naprawdę najlepszy czas na oglądanie Love Actually (co pewnie zrobiliście już przynajmniej kilka razy w tym miesiącu), to mam dla was przepis na banoffee pie – ciasto, które pojawia się tam dosłownie epizodycznie, ale jest mega pyszne i proste w przygotowaniu.

Składniki:

  • 200 g kruchych ciastek
  • 80 g masła
  • 2 banany
  • 200 g masy kajmakowej
  • 200 ml śmietany kremówki
  • 2 łyżki cukru pudru
  • kawałek gorzkiej czekolady startej na wiórki

Przygotowanie:

  1. Masło roztop, ciastka pokrusz i umieść w blenderze albo malakserze. Dodaj roztopione masło i zmiksuj dokładnie.
  2. Zmiksowane ciastka z masłem wysyp na formę wyłożoną folią spożywczą. Ugnieć jakimś naczyniem lub dłońmi. Schowaj do lodówki na 30 minut.
  3. Na schłodzony spód wyłóż masę kajmakową. Na to ułóż pokrojone w plasterki banany.
  4. Śmietanę ubij na sztywną z dwiema łyżkami cukru pudru, włóż na banany, a wierzch posyp wiórkami z gorzkiej czekolady.
  5. Ciasto włóż do lodówki na min. godzinę.

 
  • To mój ulubiony film na Święta! I przepyszne ciasto, aż ślinka cieknie! <3

     
  • Zielona Dąbrówka

    Hej możesz napisać w którym wątku ten placek się pojawia – jakoś nie mogę skojarzyć…