Browsing Category

Festiwale

Festiwale

Restaurant Week – Vertigo (Trójmiasto, Gdynia)

„Jestem święcie przekonana, że jedzenie jest dobre na każde zmartwienie”.

To mogłyby być moje słowa. Jedzenie koi, łączy, daje siły i wzmacnia. Wspólny posiłek, to świetna okazja do spędzenia razem czasu, rozmowy i wymiany myśli.

20 października rozpoczyna się trzecia już edycja Restaurant Week, ogólnopolskiego kulinarnego festiwalu, podczas którego w wybranych restauracjach dostępne będzie specjalnie przygotowane menu składające się z przystawki, dania głównego i deseru, a to wszystko w cenie 49 zł.

W samym Trójmieście udział bierze ponad 30 restauracji, a w ich ofercie znajdują się takie motywy przewodnie jak: owoce morza, kuchnia azjatycka, śródziemnomorska, europejska, włoska i wiele innych.

 

Jako ambasadorka festiwalu wybrałam się do jednego z miejsc biorących udział w RW. Wybrałam Vertigo – restaurację znajdującą się w Centrum Filmowym w Gdyni. Miejsce w kinowym klimacie, z niezwykle ciekawą kartą, miłą obsługą i świetną atmosferą.

Czym uraczy nas Vertigo podczas Festiwalu?

Jak zwykle, podczas Restaurant Weeku dostępne są dwa menu do wyboru – w tym przypadku jest to opcja mięsna i wege. Wypróbowałam obie i jako zadekralowana mięsarianka, moje serce skradło menu numer 1 – boczek i jagnięcina!

Na przystawkę otrzymacie boczek konfitowany w kaczym tłuszczu, podany z sosem i ciekawym dodatkiem jakim jest sfermentowany seler. Boczek chrupie tak jak powinien, nie jest go ani za mało, ani za dużo. Smakuje pysznie.

Mój faworyt ze wszystkich propozycji, to danie główne w menu 1 – burger jagnięcy. To było duże wyzwanie, bo ja za burgerami po prostu nie przepadam. Znudziły mi się już, a może zbyt wiele razy rozczarowałam się, czy to mięsem, czy pieczywem. Tu było idealnie. Chrupiąca brioszka, idealnie soczyste mięso, odpowiednia ilość dodatków i co najważniejsze, dająca spójną całość – suszone pomidory, ser feta, konfitura z czerwonej cebuli i miętowy sos. Do tego solidna porcja frytek i pyszny ketchup (zapomniałam dopytać, ale jestem na 99% pewna, że jest przygotowywany w restauracji).

Deser to ciasto czekoladowe z płynnym wnętrzem, podane z gałką lodów. Po przystawce i daniu głównym ciężko było mi znaleźć miejsce na to rozkoszne ciastko. I jedno czego mi zabrakło – może odrobiny więcej owoców, na przykład wiśni. Jednak i bez nich było dobrze.

W drugim menu, bardzo ciekawym zaskoczeniem było tofu w sosie słodko kwaśnym, z orzechami laskowymi, warzywami i makaronem chow mein. Nie spodziewałam się, że to powiem, ale tofu było mega dobre. Wcale nie FU! 🙂 Warzywa były idealne – nie rozpadające się, chrupiące, dobrze doprawione. Całość super. Gdybym była wegetarianką, to zdecydowanie ta opcja dania głównego zadowoliłaby mnie.

Moim towarzyszem podczas tego tastingu był Robert, zwany także Czarkiem. Na co dzień pracujemy razem z Socialove, wieczorami Robert polewa szoty ze smacznych nalewek w pubie Red Light, a gdy jeszcze uda mu się rozciągnąć dobę, to zajmuje się różnymi kosmicznymi i artystycznymi rzeczami, między innymi w duecie Melonur Collective. 

Przystawką była zupa krem z pieczonych batatów, dyni, z kolendrą, chili i kozim serem. Bardzo smaczna zupa, ser zrobił dużą robotę. Jednak taka przystawka to nie mój klimat. Ja lubię konkrety i tu zdecydowanie stawiam na boczek. Jednak serio, nic tej zupie nie mogę zarzucić, a porcja była naprawdę solidna i po zjedzeniu połowy czułam się, jakbym miała za sobą już danie główne.

Tymek też daje okejkę – zjadł chrupiącego kurczaka i frytki z tym boskim ketchupem. Był zadowolony, a musicie wiedzieć, że to wymagający krytyk kulinarny. Czasami sama się boję jego oceny…

Tak kiedyś ocenił frytki z halloumi 😀

Czy warto odwiedzić Vertigo w ramach Restaurant Week? Zdecydowanie! Warto tam zajrzeć także poza Festiwalem. Miejsce jest świetnie nie tylko dla fanów dobrego jedzenia, ale też dla wielbicieli kina, niepospiesznego relaksu przy kawie czy lampce wina. A po obiedzie obowiązkowym elementem będzie spacer po plaży, do której jest dosłownie rzut beretem!

Tymczasem zajrzyjcie na stronę Restaurant Week i rezerwujcie miejsca, bo rozchodzą się jak ciepłe bułeczki! Festiwal trwa 20.10-31.10 do zobaczenia i nie spóźnijcie się z rezerwacją!

 
Festiwale

Relacja z wyjazdu do Cannes

„Jeżeli marzenie jest wystarczająco duże, fakty nie mają znaczenia.”

Od czego zacząć? Próbowałam napisać relację z tego wyjazdu już zaraz po powrocie, ale nie potrafiłam. Moje myśli nadal były jeszcze w Cannes i zupełnie nie mogłam skupić się na tym, aby jakoś podsumować ten czas tam spędzony.

Pierwszego dnia, gdy tylko dolecieliśmy na miejsce i gdy stanęłam na balkonie naszego pokoju, pierwszym o czym pomyślałam było to, że muszę koniecznie zapamiętać ten widok. Żebym później mogła jak najczęściej wracać do niego we wspomnieniach, prawie czując ciepły wiatr na twarzy.

Bluzka, spodnie, kapelusz: KappAhl

Czy wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek będę mogła pojawić się na Festiwalu Filmowym w Cannes? Nigdy. Oczywiście bardzo chciałam tam pojechać, poczuć ten klimat i festiwalowy gwar, obejrzeć filmy i po prostu tam być. Jednak spełnienie tego marzenia nie było dla mnie osiągalne i nie byłoby możliwe, gdyby nie marka Mastercard, która zaprosiła mnie na ten wyjazd.

 Od samego przyjazdu byłam zachwycona i podekscytowana. Pogoda była piękna, widoki rewelacyjne, a atmosfera cudowna! Do tego, już od samego pojawienia się na lotnisku zajęła się nami ekipa Mastercard i w zasadzie niczym nie musieliśmy się martwić. Wszyscy byli bardzo uprzejmi, odpowiadali na pytania, wyjaśniali co, jak, kiedy i gdzie. Plan mieliśmy dość napięty, więc postanowiliśmy wykorzystać maksymalnie każdą wolną minutę i gdy tylko była okazja, to zwiedzaliśmy okolice.

 

Okolica Cannes, w której znajduje się Pałac Festiwalowy, to chyba najbardziej luksusowa dzielnica jaką kiedykolwiek widziałam w życiu. Raj dla każdego fana ekskluzywnej mody. Gucci, Dior, D&G, Miu Miu, to tylko kilka z marek, które teraz przyszły mi do głowy, a na które można było tam trafić. Aż chciało się powiedzieć – Marian, tu jest jakby luksusowo! 😀

Wszyscy ludzie, których mijaliśmy na ulicach byli tak pięknie ubrani. Kobiety, od których nie mogłam oderwać wzroku robiły sobie zdjęcia na tle palm. Uśmiechy, promienie słońca i francuski język, który brzmiał jak najpiękniejsza melodia dla ucha. Nawet żebrak, na którego trafiliśmy w jednej z uliczek brzmiał jakby wygłaszał jakiś poemat. Bonjour, pardon, omlette du fromage, croissant, tres bien, od wyjazdu do Cannes mówię tylko po francusku! To co potrafię oczywiście 😀

Spódnica i bomberka: 20inlove.pl | Torebka: KappAhl | Kolczyki: I COAL YOU.

Pierwszego dnia czekała nas przymiarka smokingu i sukienki. O ile z tym pierwszym Karol poradził sobie szybko, to ja z sukienką miałam dylemat. Z ponad 140 pięknych sukni wybrać jedną jedyną? To chyba trudniejsze, niż wybieranie deseru z menu pełnego ulubionych deserów 😀 Przymierzyłam kilka różnych sukienek, wszystkie piękne, ale nie we wszystkich dobrze wyglądałam. Ostatecznie na wyjście na czerwony dywan wybrałam łososiową, długą suknię ze zwiewnymi rękawami. Czułam się w niej najlepiej, najbardziej komfortowo i wygodnie.

Gdy moja sukienka i smoking Karola powędrowały do krawcowej, ja i Karol mogliśmy już tylko rozkoszować okolicą i pysznym jedzeniem. Ekipa Mastercard nie pozwalała nam się nudzić. Pierwszego dnia wieczorem, po przymiarkach, przygotowaniach kreacji i chwili czasu wolnego, zostaliśmy zaproszeni do fantastycznej restauracji Table 22 (Mantel). Tam zjadłam najsmaczniejsze kwiaty cukinii w cieście i tartę cytrynową, jakie tylko przyszło mi w życiu spróbować. Karol zjadł tatar, cielęcinę i na deser również tartę.

Za to w Restauracji La Fouquet, która znajduje się w hotelu Majestic Barriere (w którym mieszkaliśmy), pierwszego dnia zjedliśmy przepyszny filet z dorsza, panna cottę i minestrone, a drugiego dnia ravioli z grzybami z cielęciną, rybę Sebastes i lody waniliowe z owocami. Byliśmy tak dobrze karmieni, że nawet nie mieliśmy miejsca w brzuchach, żeby pozwiedzać okoliczne restauracje. Drugiego dnia, gdy już po obejrzeniu filmu i gdy całe festiwalowe emocje powoli opadły, z ciekawości wybraliśmy się do francuskiego Le McDonalda na le hot-dogi 😀 I tak, we Francji w maku można zjeść hot-doga! Ale za to (co bardzo zasmuciło Karola) nie mają waniliowych szejków 😀

To o co najczęściej mnie pytaliście, to JAKIE GWIAZDY WIDZIAŁAM. Nie widziałam ich zbyt wiele, bo też specjalnie się za nimi nie rozglądałam. Całkiem przypadkiem, gdy zwiedzaliśmy okolicę pierwszego dnia wieczorem, trafiliśmy na Pedro Almodovara. To dopiero przypadek! Wpadłam na Pedro Almodovara – będę to wnukom opowiadać! 😀 Karol wypatrzył w jednym z restauracyjnych ogródków TJ Millera z serialu Silicon Valley, a czekając na windę w hotelu, okazało się że obok nas stoi Fan Bingbing.

Dostawałam oczopląsu od widoku pięknych ludzi i trzeba przyznać, że w Cannes każdy kto jest ślicznie ubrany może być gwiazdą. Nam też robiono zdjęcia – na ulicy, w hotelu, gdy wsiadaliśmy do windy i na czerwonym dywanie. Wyglądaliśmy tak pięknie, że być może ktoś faktycznie pomyślał, że jakieś z nas gwiazdy 😀

Film, na który wybraliśmy się do festiwalowego kina, to Ismael’s Ghosts z pięknymi aktorkami Marion Cotillard i Charlotte Gainsbourg. Dramat, który po całych emocjach związanych z Cannes był dla nas odrobinę za ciężki, ale ciekawy. I jak zazwyczaj bywa kino festiwalowe – można określić go jako specyficzny.

A po filmie zrobiliśmy sobie jeszcze długi spacer, już powoli żegnając Cannes. Ciężko było wyjeżdżać, oj ciężko. Mmay postanowienie, żeby tam wrócić. Podobno po festiwalu Cannes zamienia się w całkiem spokojne i ciche miasteczko. Kiedyś to sprawdzimy.

Na koniec tej relacji chciałabym bardzo podziękować marce Mastercard, która zaprosiła mnie na ten wyjazd. Dziękuję, że doceniliście moją pasję i pomogliście mi spełnić moje marzenie! Ten wyjazd będę wspominać do końca życia, było wspaniale!

To za zdrowie Mastercard! 🙂


Zajrzyjcie też po przepis na ciasto czekoladowe inspirowane wyjazdem do Cannes. Zdjęcia ciasta przygotowała dla mnie ekipa Melonur Collective.

 
Festiwale/ Relacje

Podróże nie-podróżnika, czyli ja na WŁÓCZYKIJU, Festiwalu Miejsc i Podróży

Na początek chciałam zarzucić jakimś podróżniczym cytatem, ale to byłoby zbyt banalne i poza tym – jaki ze mnie podróżnik? 😉
Pierwsze lata mojego życia spędziłam blisko lasu i zaledwie kilka kroków od plaży. Z naturą zawsze było i jest mi bardzo „po drodze”. Może to ze względu na moją wrażliwość, temperament, znak zodiaku, albo to, że dzieciństwo spędziłam wśród matki natury. Jeździłam z rodzicami na wycieczki, na grzyby, nad jezioro i w góry. Pamiętam wypady pod namiot, łapanie raków w jeziorze i zbieranie „kołpaków” w lesie. Oczywiście nie mówiąc już o niekończących się zabawach na działce, sadzeniu kwiatów, warzyw i siedzeniu na drzewie. A potem jak to w życiu bywa, wiele przyjemności zanika w natłoku codziennych spraw. Proza życia i tak dalej… Podróżowanie kojarzy mi się z czymś bardzo naturalnym. Nie z wycieczką z biura podróży, czy odhaczaniem odwiedzonych zabytków na liście. To raczej odkrywanie tego co nieznane, poznawanie świata. 
 

Continue Reading…