Browsing Category

Rozwój

Babskie sprawy/ Osobliwości/ Rozwój

Nie mam wykształcenia, czy jestem głupia i gorsza?

Czy znajdę pracę bez wykształcenia? Czy inni ludzie mają mnie za głupią, bo nie studiowałam? Takie i inne pytania zadawałam sobie ostatnie kilka lat. Kompleks intelektualny towarzyszył mi odkąd przerwałam liceum. Czułam się głupsza, gorsza, wstydziłam się rozmawiać o szkole. W wieku policealnym, gdy słyszałam pytanie „co studiujesz?”, to miałam ochotę schować głowę w piasek, albo wrzasnąć, że nie wszyscy muszą studiować i prawidłowo te pytanie powinno brzmieć – CZY STUDIUJESZ? 

Wiedziałam, że nie jestem głupia. Nie miałam problemów z przyswajaniem wiedzy, uwielbiałam pisać wypracowania i nawet oceny dostawałam bardzo dobre. Zawsze gorzej szło mi z przedmiotami ścisłymi, ale nie przeszkadzało mi to, bo wiedziałam co chcę robić i czego się uczyć. Nauczyciele twierdzili, że mam potencjał, ale jestem leniwa – chociaż to akurat mówi się większości uczniów 😉

W każdym razie, było mi potwornie przykro, że nie skończyłam szkoły, a w dodatku czułam się głupia, pusta i bez wartości. Zwłaszcza, że zostawiłam szkołę nie dlatego, że źle się uczyłam, ale dlatego, że musiałam pójść do pracy. I chociaż to nie samej pracy się wstydziłam, to moje kompleksy były bardzo głębokie, a poczucie wartości tak niskie, że wydawało mi się, że to co było w tamtej chwili, to jedyne co mnie w życiu czeka.


Żadna praca nie hańbi. Twierdziłam tak zawsze i twierdzę również teraz. Nigdy nie wstydziłam się tego co robię, ale chciałam więcej. Moją pierwszą pracą było rozdawanie ulotek (miałam wtedy 13-14 lat). Później, już w wieku licealnym pracowałam w kebabie, sklepie, opiekowałam się dziećmi, myłam okna i sprzątałam. Wszystko to, żeby mieć choć namiastkę samodzielności, z chęci i przymusu zarazem. Jednak coś za coś. W wieku 20 lat, czułam się jakbym miała tak naprawdę 40 lat i całe bezwartościowe życie za sobą, bo przecież, ani nie skończyłam szkoły, ani nie mam świetnej pracy, ani swojego mieszkania, ani samochodu, ani nie byłam nigdy za granicą, nie wiem nic o świecie i w ogóle to już czułam, że po prostu się cofam i jestem coraz głupsza.

Byłam zamknięta w sobie, czułam się też nieatrakcyjna towarzysko, bo wszyscy moi znajomi rówieśnicy byli zajęci studiami, a główne tematy rozmów to wszystkie okołostudiowe rzeczy, których ja zupełnie nie rozumiałam. Zatem do kompleksów spowodowanych brakiem wykształcenia możemy dorzucić samotność i ogólne poczucie niskiej wartości.

Poza tym, na swojej drodze nie zawsze spotykałam samych miłych ludzi. Niektórzy za wszelką cenę chcieli mi udowodnić, że faktycznie jestem głupsza i gorsza, bo nie mam szkoły. I nie ważne było to jakim jestem człowiekiem i co mam w głowie.

I mimo tego wszystkiego co myślałam o sobie wtedy, teraz jestem z siebie dumna. Starałam się i walczyłam o swoje życie jak mogłam. Gdy tylko trzeba było, to pracowałam najciężej jak można było, a jeśli ktokolwiek i kiedykolwiek ocenił mnie przez to co robiłam, to trudno. Teraz znam swoją wartość i nikt mi nie wmówi, że jestem przegrańcem, bo nie mam studiów. W ogóle, jeśli ktokolwiek ocenia drugą osobę w ten sposób, to bardzo prawdopodobne, że sam ma ze sobą duży problem.


Ludzie spieszą się ocenić innych, bo boją się oceniać siebie.

Łatwo jest oceniać innych. Oj, bardzo łatwo. A najłatwiej patrząc na wszystko tylko ze swojej perspektywy i poprzez własne doświadczenia, zupełnie nie biorąc pod uwagę tego, że ktoś nie ma wykształcenia czy dobrej pracy nie dlatego, że jest głupi, ale dlatego, że np. tak potoczyło się życie, miał trudną sytuacje, rodzinne problemy. I niezależnie od starań i chęci, na ten moment nie może mieć więcej, niż ma.

Niestety, to właśnie ocena innych często dobijała mnie najbardziej. Często myślałam tylko o tym, że muszę jakoś udowodnić innym, że mnie stać na więcej, że mogę i chcę czegoś innego, że nie jestem głupia i wcale nie jestem jakaś wybrakowana, bo pracuję w sklepie.

I chyba każdy chciałby w życiu więcej, ale czasami po prostu nie można, a dobrze jest też mieć co do garnka włożyć. Niezależnie czy masz wykształcenie czy nie – musisz zapłacić za mieszkanie, mieć co jeść, co ubrać, a często nie myślisz tylko o sobie, ale też o dzieciach. Praca, jak chociażby osoby pracującej na kasie w markecie nie dość, że jest fizycznie ciężka, to jeszcze stresująca. Takie osoby codziennie muszą spotykać się z kąśliwymi uwagami, złośliwymi klientami, a do tego dochodzi stres związany z pomyłkami, długie godziny pracy i pensja nieadekwatna do wykonanej pracy. Pracowałam w sklepie kilka lat i choć nigdy nie był to duże sklepy, to i tak bywało różnie, a na pewno nie było lekko.

I nigdy nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorsi, bez wartości albo wasze życie nie ma sensu, bo nie robicie w życiu tego co zawsze chcieliście robić. A jeśli to Ty jesteś jednym z tych naśmiewających się, to pamiętaj, że życie pisze różne scenariusze i zawsze może postawić Cię w kryzysowej sytuacji, bez uprzedzenia.


Nikt nie zabroni Ci marzyć, a marzenia to pierwszy krok do zmian. Zawsze można mieć cele, mniejsze lub większe, ale to one sprawią, że możesz pójść do przodu. Chciałam skończyć szkołę? Skończyłam ją. Chciałam nauczyć się gotować i blogować? Robię to i cały czas się uczę. Nie potrzebowałam do tego dyplomu, wielkich pieniędzy i wielkich zasobów czasu. Małe cele, które zostają spełnione, dają motywacje do robienia większych rzeczy. I wiem, że nie wszystko da się zrobić bez wykształcenia, ale jest wiele możliwości, po które można sięgnąć.

Czy można coś osiągnąć nie mając nawet matury? Można, a wiele przykładów możecie znaleźć wśród szanowanych i znanych ludzi pracujących w wielu dziedzinach. Mogłabym tu wymieniać aktorów, dziennikarzy, pisarzy, a także wielu artystów. Naprawdę daleko szukać nie trzeba i zapewniam, że właśnie te osoby nie posiadające wykształcenia widujecie codziennie w telewizji.  Co spowodowało, że im się udało? Może szczęście, może znajomości, a może ciężka praca i umiejętności? Wiem, że nie każdy ma takie same szanse, a życie ogólnie rzadko kiedy bywa fair, ale trzeba iść do przodu i nie oglądać się za siebie. Mówię to ja – wydałam książkę, a nie mam matury, znajomości, ani kasy 😀

Widujecie też osoby wykształcone, które pracują niekoniecznie tam gdzie by chciały. Ale pracują i starają się, aby mieć za co żyć i aby utrzymać rodzinę. Na tym polega życie. I jak komuś przeszkadza wasz standard życia czy pracy, to jest to tylko i wyłącznie jego problem. Nie pozwólcie, żeby cudze kompleksy obniżały waszą pewność siebie.

Życzę wam, żebyście niezależnie od wszystkiego zawsze szli przez życie z podniesioną głową.

 

 
Babskie sprawy/ Lifestyle/ Rozwój/ Zdrowie

#BijonsChallenge – dołącz do Fight Clubu i podejmij wyzwanie!

Wyzwania mają to do siebie, że zaczynamy je z wielką energią, a najczęściej nie kończymy wcale. Nie chcę stawiać celów, które będą wyolbrzymione, ponad nasze możliwości i przede wszystkim chęci. Żadne wyzwania nigdy mnie nie ruszały. 100 dni do bycia fit? Nigdy nie czułam, że jestem i mogę być fit. Chciałabym raczej znaleźć złoty środek między tym kim jestem, a kim chciałabym być.  Niech to wyzwanie będzie raczej tłem i czymś co pozwoli Ci dokumentować zmiany, na które sama się zdecydujesz. Plan jest taki: robisz rachunek sumienia, ustalasz swoje cele, szukasz przeszkód, starasz się je wyeliminować, a potem działasz – i tak będziemy pracować podczas tego wyzwania.

Dokładnie za 103 dni będzie wiosna. To moja ulubiona pora roku i myślę, że warto przez zimę pocisnąć i zatroszczyć się o  siebie, żeby wiosną poczuć się jeszcze lepiej. Nie obiecam Ci, że po tych stu dniach będziesz szczupła. Nie obiecam Ci, że już na zawsze odrzucisz kanapki z pasztetem. Nie obiecam Ci nawet, że zmieścisz się w stare dżinsy dwa rozmiary mniejsze, ani również nie mogę zapewnić Cię, że Twoje ciało będzie takie jak sobie wymarzysz.

Nie mogę przekonać Cię, że warto zacząć dbać o swoje zdrowie. Musisz się o tym przekonać sama i sama musisz zdecydować czy chcesz teraz coś zmienić w swoim życiu, czy ono jest dla Ciebie dobre takie jakie jest. To Twoja sprawa, Twoje ciało, Ty decydujesz.

W moim życiu przyszedł moment, że przestałam się oszukiwać. Przestałam mówić sobie, że skoro jestem zdrowa teraz, to będę już zawsze. Nasze ciało i organizm nie jest stworzony do tego, żeby nosić za dużo kilogramów. Otyłość prędzej czy później pokaże co potrafi narobić. I nawet jeśli teraz mimo otyłości jesteś zdrowa, to za 5, 10, 15 lat może być całkiem inaczej. Nie musi, to jasne. Możesz żyć długo i szczęśliwie będąc otyła, ale czy na pewno tego chcesz?

Nie znam nikogo, kto kiedykolwiek szczerze powiedział – chcę, pragnę, marzę o tym, aby być gruba. `Nie. Nikt nie chce być gruby.

15403259_1378758422142763_1966372017_n

To tylko kilka kilogramów różnicy, ale jak widać – odzyskałam twarz 😉

Można siebie lubić, można siebie akceptować, można też siebie tolerować i przyjmować życie takie jakie jest, ale ciężko dyskutować z faktami. Bóle pleców, opuchnięte nogi, obtarte uda, nadmierne pocenie się, trudności z poruszaniem się, zadyszka, słaba kondycja – nikt tego nie chce, a to tylko część fizycznych dolegliwości. To co dzieje się w głowie jest czasami jeszcze gorsze.

Wiem, że nie każdy ma tyle chęci, siły czy nawet potrzeby, żeby zmieniać cokolwiek. Wyjście ze strefy komfortu jest mega trudne. Ale wiesz, że warto? Zmiana swojego życia jest skomplikowana, bo wymaga od nas wiele. Co mogę powiedzieć o tym ze swojego doświadczenia? Jest cholernie ciężko przestawić swoje życie. Ciężko zacząć jeść inaczej, niż na co dzień, ciężko zacząć regularnie ćwiczyć, najciężej przestawić swoje myślenie i odrzucić głupie wymówki. To właśnie od głowy powinno się wszystko zacząć. Spróbujesz?

bijons53

Jeśli tak, to zapraszam Cię do FIGHT CLUBU, czyli grupy I wish I was Beyonce. Tam, codziennie przez kolejne 103 dni będę publikowała zadania, które pomogą (a może nie) mi i Tobie ogarnąć się trochę, zmienić myślenie, ruszyć się, polubić, aktywność fizyczną, zdrowe gotowanie. Całe wyzwanie będzie podzielone na 10 części po 10 dni – po każdych 10 dniach zrobię podsumowanie – nie tylko swoje, ale także uczestniczek, bo chcę, żeby to była nasza wspólna praca i wspólny sukces. Oficjalny hasztag wyzwania to #BijonsChallenge – pamiętaj żeby dodawać go do zdjęć na Instagramie, żebym mogła je znaleźć, zobaczyć jak Ci idzie i dać wirtualnego kopa!

I może w tym wszystkim nawet uda nam się schudnąć/przytyć/wyrzeźbić mięśnie? Kto wie… 😉 Na grupie nie ma dietetycznych faszystów, nikt nie okrzyczy Cię, że zjadłaś burgera, ani nikt nie powie Ci, że musisz dziś poćwiczyć, bo jak nie to matka boska Chodakowska będzie zła. Zasada jest jedna: staramy się i próbujemy wdrożyć zasady zdrowszego życia. Nawet jeśli co tydzień trzeba zaczynać na nowo. To co, dołączysz? 🙂

 bijons_tabelka

Tabelka przyda się trzeciego dnia i przez kolejne tygodnie, więc możesz ją pobrać  i wydrukować już teraz.

CZEKAM NA CIEBIE NA GRUPIE! GO GIRL!

tumblr_nvb64istgn1qi23pgo1_500